21.03.2025, 14:55 ✶
Miles była trochę jak na pół zdziczałe zwierzę. Poniekąd było to słuszne, sama siebie nazywała karaluchem, szczególnie po Windermere, kiedy pożarła ją ziemia a potem wypluła kawałek dalej w Wielkiej Walce z pnączami i infernusami i chuj wie jeszcze czym.
Była tam jakaś czaszka.
I jakaś spalona mugolka.
Pierdolone jezioro.
Był też on.
Skuliła się w fotelu, obserwując go czujnie złotymi ślepiami, niemalże unosząc górną wargę w obronnym geście, szykując się na atak, który nie nastąpił. To było dziwne.
– Każdy kto wie co jest w kartach, zna arkana, każdy wie co te dziwki mogą powiedzieć. Moje... cóż, nie są wcale takie niemiłe. Mówią o pracy, mówią o forsie. Szkoda, że pytałam o życie uczuciowe, ale cóż... mogłam przewidzieć, że powinnam zamknąć ryj i się nie interesować. – Ominęła skrzętnie związaną damę na samym środku i facetów napierdalających się pałkami. Zgarnęła karty i zaczęła je tasować. – A Ty? Jesteś ciekaw swojej przyszłości? Wolałbyś w niej zobaczyć toczące się złote monety, czy może kielichy przepełnione źródlaną wodą? – Nie oczekiwała, że zakuma metaforę mokrych cipek, w końcu był tylko aurorem. – Co Tu w ogóle robisz? Czekasz na audiencje u Starego? – miała na myśli Godryka, mimowolnie nawet kiwnęła w stronę miecza, którego jako głowa rodziny chyba był opiekunem. – W ogóle należysz do tego klubu złamanych różdżek? – Zamyśliła się, bo samej jakoś nigdy nie chciała się zapisywać. Wolała zamiatać swoimi czyściuszkowymi kochankami w bardziej kameralnych okolicznościach.
Była tam jakaś czaszka.
I jakaś spalona mugolka.
Pierdolone jezioro.
Był też on.
Skuliła się w fotelu, obserwując go czujnie złotymi ślepiami, niemalże unosząc górną wargę w obronnym geście, szykując się na atak, który nie nastąpił. To było dziwne.
– Każdy kto wie co jest w kartach, zna arkana, każdy wie co te dziwki mogą powiedzieć. Moje... cóż, nie są wcale takie niemiłe. Mówią o pracy, mówią o forsie. Szkoda, że pytałam o życie uczuciowe, ale cóż... mogłam przewidzieć, że powinnam zamknąć ryj i się nie interesować. – Ominęła skrzętnie związaną damę na samym środku i facetów napierdalających się pałkami. Zgarnęła karty i zaczęła je tasować. – A Ty? Jesteś ciekaw swojej przyszłości? Wolałbyś w niej zobaczyć toczące się złote monety, czy może kielichy przepełnione źródlaną wodą? – Nie oczekiwała, że zakuma metaforę mokrych cipek, w końcu był tylko aurorem. – Co Tu w ogóle robisz? Czekasz na audiencje u Starego? – miała na myśli Godryka, mimowolnie nawet kiwnęła w stronę miecza, którego jako głowa rodziny chyba był opiekunem. – W ogóle należysz do tego klubu złamanych różdżek? – Zamyśliła się, bo samej jakoś nigdy nie chciała się zapisywać. Wolała zamiatać swoimi czyściuszkowymi kochankami w bardziej kameralnych okolicznościach.