03.02.2023, 13:24 ✶
Nie mógł już się wycofać. Brnął w to dalej choć absolutnie nie był na to gotowy. Powiedział, że pomoże więc skoro Longbottom postanowiła od razu tam pójść to zadeklarował swoją obecność. Wiedział, że nie będzie to łatwe. Założył kaptur na głowę i poprawił rękawiczki na dłoniach. Odruchowo zasłaniał głowę jakby nagle, wieczorem miało tknąć go słońce. To irracjonalne ale z drugiej strony, obojętne jak był odziany. Był za to tak pochłonięty próbą ogarnięcia swoich myśli, że nie patrzył na tą drugą "aurorkę" tylko szedł ślepo za Brenną i gapił się w okolicach podłogi na jej pospieszne kroki. On tam wraca a ostatnio walczył tam na śmierć i życie. Co, jeśli morderca tam jest? Nie, nie było go. Zostawił Cody'ego w męczarniach. Nawet gdyby tam na niego czekał to te dwie aurorki złoją mu tyłek. Merlinie, a jeśli będzie tam jego zaschnięta krew? Nie wiedział czy przez ten czas padał czas. Nie miał pojęcia czego one tam szukają skoro śladów nie powinno już być po tak długim czasie. Był zesztywniały, wewnętrznie sparaliżowany i chyba lekko przerażony. Podniósł te swoje ślepia na Brennę i pomimo swojego słabego samopoczucia odpowiedział niezgodnie z tym, co powinien:
- Czuję się na siłach.- skłamał i aż zdziwił się słysząc swój ochrypły głos. Rozejrzał się po uliczce i odruchowo cofnął gdy wspomnienia uderzyły go w twarz.
- Kurwa.- skomentował to barwnie i treściwie. Zatrzymał wzrok na wpół spalonym kontenerze na śmieci, którego do tej pory nikt nie naprawił. Kątem oka mignęły mu rude włosy tej drugiej aurorki więc w końcu na nią spojrzał. Zbladł do odcienia szarości.
- H-Hearher. Kurwa, nie. Co ty tu robisz?- o nie, nie, nikt mu nie mówił, że to będzie Wood! Na Merlina, dawno jej nie widział. Nic się nie zmieniła. Nie spodziewał się, że to ona a wcześniej w ogóle nie zwracał na nią uwagi.
Poniekąd był spanikowany - nie tylko miejscem, w którym się znajduje ale też obecnością Heather, którą znał całkiem dobrze. Nie chciał żeby wiedziała co mu się stało ale już było za późno. Zdjął z głowy kaptur więc Brenna była teraz w towarzystwie dwóch rudzielców. Wstrzymał całkowicie oddech i zmusił się aby podejść tam, gdzie się doczołgał z wielka dziurą w brzuchu. Wskazał dłonią obszar i nie potrafił oderwać stamtąd wzroku, nękany z całej siły wspomnieniem. Z każdą upływającą minutą wyglądał coraz gorzej, coraz bardziej przypominał trupa niż nasyconego krwią wampira, którego nie sposób odróżnić od żywego. Dziwił się, że jego serce nie tłucze jak oszalałe, że nogi nie miękną, że oddech nie ściska za krtań. Brakowało mu reakcji ciała na cierpienie wewnętrzne a to wiązało się z coraz silniejszym pieczeniem w gardle. Brenna słusznie obawiała się jego samokontroli, która była dosyć słaba skoro minęły zaledwie dwa tygodnie.
- Nie mów nikomu.- zużył cały zapas tlenu z płuc by to powiedzieć ale nie sprecyzował do kogo kierował te słowa. Nogi niemal wrosły mu w ziemię gdy stał nad miejscem swojej śmierci. Różne sceny migały przed jego oczami, traumatyczne obrazy, których nigdy się już nie pozbędzie.
- Czuję się na siłach.- skłamał i aż zdziwił się słysząc swój ochrypły głos. Rozejrzał się po uliczce i odruchowo cofnął gdy wspomnienia uderzyły go w twarz.
- Kurwa.- skomentował to barwnie i treściwie. Zatrzymał wzrok na wpół spalonym kontenerze na śmieci, którego do tej pory nikt nie naprawił. Kątem oka mignęły mu rude włosy tej drugiej aurorki więc w końcu na nią spojrzał. Zbladł do odcienia szarości.
- H-Hearher. Kurwa, nie. Co ty tu robisz?- o nie, nie, nikt mu nie mówił, że to będzie Wood! Na Merlina, dawno jej nie widział. Nic się nie zmieniła. Nie spodziewał się, że to ona a wcześniej w ogóle nie zwracał na nią uwagi.
Poniekąd był spanikowany - nie tylko miejscem, w którym się znajduje ale też obecnością Heather, którą znał całkiem dobrze. Nie chciał żeby wiedziała co mu się stało ale już było za późno. Zdjął z głowy kaptur więc Brenna była teraz w towarzystwie dwóch rudzielców. Wstrzymał całkowicie oddech i zmusił się aby podejść tam, gdzie się doczołgał z wielka dziurą w brzuchu. Wskazał dłonią obszar i nie potrafił oderwać stamtąd wzroku, nękany z całej siły wspomnieniem. Z każdą upływającą minutą wyglądał coraz gorzej, coraz bardziej przypominał trupa niż nasyconego krwią wampira, którego nie sposób odróżnić od żywego. Dziwił się, że jego serce nie tłucze jak oszalałe, że nogi nie miękną, że oddech nie ściska za krtań. Brakowało mu reakcji ciała na cierpienie wewnętrzne a to wiązało się z coraz silniejszym pieczeniem w gardle. Brenna słusznie obawiała się jego samokontroli, która była dosyć słaba skoro minęły zaledwie dwa tygodnie.
- Nie mów nikomu.- zużył cały zapas tlenu z płuc by to powiedzieć ale nie sprecyzował do kogo kierował te słowa. Nogi niemal wrosły mu w ziemię gdy stał nad miejscem swojej śmierci. Różne sceny migały przed jego oczami, traumatyczne obrazy, których nigdy się już nie pozbędzie.