03.02.2023, 13:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2023, 14:19 przez Thomas Hardwick.)
Zamyślił się na jej słowa. To w sumie komplikowało sytuacje, dodając do niej jeden wielki wątek tajemnicy.
- Ciekawe, albo powstała jakaś wielka magiczna anomalia, na czym szerze mówiąc, kompletnie się nie znam, albo ktoś nas tu sprowadził - powiedział w końcu. Albo zdarzyło się jeszcze coś innego, na co aktualnie nie wpadł. Mógł zresztą zgadywać tak w nieskończoność, na co nie bardzo mieli warunki. Najlepiej byłoby najpierw trafić do cywilizacji i może z kimś to skonsultować.
Uśmiechnął się, gdy blondynka skwitowała jego podsumowanie. Trochę go to wszystko bawiło, sytuacja była absurdalna, sam zaś trochę bezsilny. Nie wiedział, co robić, poza podjęciem próby wydostania się ze śmierdzącego bagna, które zdecydowanie nie przypadało mu do gustu. Mógł więc dokonać tego z nosem na kwintę albo przekształcić to w całkiem zabawny żart od życia. Wolał to drugie.
Uściśnięcie ręki, które nastąpiło, sprawiło, że stali się na jakiś czas swoistą drużyną. Mieli w końcu ten sam cel i wątpił, by połączenie sił podczas prób wydostania się z tego środka niczego, miało im zaszkodzić. Zawsze lepiej, gdy nad czymś myślały dwie głowy, a nie jedna, bo raczej w tej kategorii pomocy widział kobietę, szczególnie gdy spojrzał na jej buty. Szczerze mówiąc, nawet trochę jej współczuł, bo zdecydowanie miał na sobie strój bardziej nadający się na czekającą ich wyprawę, na razie jednak nie mógł na to za wiele poradzić.
- Jak będziesz potrzebować chwili na złapanie oddechu albo przycupnięcie gdzieś na jakimś pieńku, to mów - rzucił, raczej z miłym wyrazem twarzy. Nie chciał nadwyrężyć dziewczyny, gdzie on zdecydowanie należał do osób, które powinny sobie z pewnymi niedogodnościami poradzić.
Nie podważał oczywiście prawdziwości jej imienia, bo sam nie pomyślał za dużo o tym, by musiał się teraz ukrywać. Ot, pozbawieni różdżek, nie wiadomo gdzie, zdani na siebie nie bardzo mieli powód, by skakać sobie z tego czy innego powodu do gardeł. Potem zaś, cóż, Thomas i tak miał na pieńku z tymi i owymi.
Skinął, zgadzając się na podjęcie wskazanego przez dziewczynę kierunku. Nie znał tego terenu, pójście na wprost było więc pomysłem nie gorszym niż każdy inny. Chyba. Bo jeśli poruszali się w głąb obszaru zajmowanego przez moczary zamiast na ich krawędź, to mogli ryzykować, że zastanie ich tu wieczór. A tego na pewno nie chciał przeżyć.
Szli więc, towarzyszyła im trochę drażniąca Thomasa cisza, nie znał jednak Veronici, nie miał toteż za bardzo pomysłu, o czym powinni rozmawiać. A jego towarzyszce chyba to nie przeszkadzało.
I pewnie szliby tak dalej, gdyby nie nagły ruch, który przykuł uwagę Thomasa. Zatrzymał się, po chwili zaś złapał na nadgarstek blondwłosą. Uniósł palec do ust w uciszającym geście, skupiając się na z pozoru niewinnie wyglądającej kłodzie. Ta znów przesunęła się, tym razem dość jasno dając znać, że wcale nie jest tym, za co się podaje.
- Na gacie Merlina - burnął, nie bardzo wiedząc, co powinien zrobić w tej całej sytuacji. Szkoda, że nie było z nim Geraldine, bo ona się znała na takich sprawach. Tak, musiał zdać się na zdrowy rozsądek.
- Spróbujmy może się powoli wycofać - mruknął, ostrożnie stawiając kroki, licząc na to, że nie utknie w jakiejś kałuży błota.
/rzut na percepcje na wcześniejsze zauważenie błotoryja
- Ciekawe, albo powstała jakaś wielka magiczna anomalia, na czym szerze mówiąc, kompletnie się nie znam, albo ktoś nas tu sprowadził - powiedział w końcu. Albo zdarzyło się jeszcze coś innego, na co aktualnie nie wpadł. Mógł zresztą zgadywać tak w nieskończoność, na co nie bardzo mieli warunki. Najlepiej byłoby najpierw trafić do cywilizacji i może z kimś to skonsultować.
Uśmiechnął się, gdy blondynka skwitowała jego podsumowanie. Trochę go to wszystko bawiło, sytuacja była absurdalna, sam zaś trochę bezsilny. Nie wiedział, co robić, poza podjęciem próby wydostania się ze śmierdzącego bagna, które zdecydowanie nie przypadało mu do gustu. Mógł więc dokonać tego z nosem na kwintę albo przekształcić to w całkiem zabawny żart od życia. Wolał to drugie.
Uściśnięcie ręki, które nastąpiło, sprawiło, że stali się na jakiś czas swoistą drużyną. Mieli w końcu ten sam cel i wątpił, by połączenie sił podczas prób wydostania się z tego środka niczego, miało im zaszkodzić. Zawsze lepiej, gdy nad czymś myślały dwie głowy, a nie jedna, bo raczej w tej kategorii pomocy widział kobietę, szczególnie gdy spojrzał na jej buty. Szczerze mówiąc, nawet trochę jej współczuł, bo zdecydowanie miał na sobie strój bardziej nadający się na czekającą ich wyprawę, na razie jednak nie mógł na to za wiele poradzić.
- Jak będziesz potrzebować chwili na złapanie oddechu albo przycupnięcie gdzieś na jakimś pieńku, to mów - rzucił, raczej z miłym wyrazem twarzy. Nie chciał nadwyrężyć dziewczyny, gdzie on zdecydowanie należał do osób, które powinny sobie z pewnymi niedogodnościami poradzić.
Nie podważał oczywiście prawdziwości jej imienia, bo sam nie pomyślał za dużo o tym, by musiał się teraz ukrywać. Ot, pozbawieni różdżek, nie wiadomo gdzie, zdani na siebie nie bardzo mieli powód, by skakać sobie z tego czy innego powodu do gardeł. Potem zaś, cóż, Thomas i tak miał na pieńku z tymi i owymi.
Skinął, zgadzając się na podjęcie wskazanego przez dziewczynę kierunku. Nie znał tego terenu, pójście na wprost było więc pomysłem nie gorszym niż każdy inny. Chyba. Bo jeśli poruszali się w głąb obszaru zajmowanego przez moczary zamiast na ich krawędź, to mogli ryzykować, że zastanie ich tu wieczór. A tego na pewno nie chciał przeżyć.
Szli więc, towarzyszyła im trochę drażniąca Thomasa cisza, nie znał jednak Veronici, nie miał toteż za bardzo pomysłu, o czym powinni rozmawiać. A jego towarzyszce chyba to nie przeszkadzało.
I pewnie szliby tak dalej, gdyby nie nagły ruch, który przykuł uwagę Thomasa. Zatrzymał się, po chwili zaś złapał na nadgarstek blondwłosą. Uniósł palec do ust w uciszającym geście, skupiając się na z pozoru niewinnie wyglądającej kłodzie. Ta znów przesunęła się, tym razem dość jasno dając znać, że wcale nie jest tym, za co się podaje.
- Na gacie Merlina - burnął, nie bardzo wiedząc, co powinien zrobić w tej całej sytuacji. Szkoda, że nie było z nim Geraldine, bo ona się znała na takich sprawach. Tak, musiał zdać się na zdrowy rozsądek.
- Spróbujmy może się powoli wycofać - mruknął, ostrożnie stawiając kroki, licząc na to, że nie utknie w jakiejś kałuży błota.
/rzut na percepcje na wcześniejsze zauważenie błotoryja
Rzut N 1d100 - 76
Sukces!
Sukces!