Wszystko w porządku?, już otworzył usta, by zadać pytanie, gdy wuj wsparł się o niego. Nie zadał go jednak, bo było to w tym momencie głupie pytanie. Oczywiście, że nie było w porządku. Jak niby miałoby być? Byli w jakimś dziwnym świecie, w którym znaleźli się, jak podejrzewał Anthony, przez jego siostrę, z nieznanego Jasperowi powodu, a żeby się z niego uwolnić, musieli oddać jedno ze swoich wspomnień. Niby była to niewielka cena za powrót do domu, ale...
Było tak wiele wspomnień, które człowiek pragnął zachować i pielęgnować, a tu nie mieli wyboru, które ze wspomnień zostanie im odebrane. Tego właśnie Jasper obawiał się najbardziej. Szybko znalazłby niejedno wspomnienie, którego chętnie by się pozbył w zamian za wolność, gdyby miał wybór. Wyboru jednak nie miał i to go w tym momencie przerażało.
Głowę miał odwróconą, gdy Anthony stał przed zwierciadłem, oglądając obrazy, których więcej nie będzie mógł przywoływać w swojej głowie. Jessie nie patrzył, czując supeł, zaciskający się w jego brzuchu. To była okropna myśl - oglądać czyjeś wspomnienie ze świadomością, że zostanie ono zapomniane przez osobę, do której należało. Nie patrzył, bo jeśli wspomnienie to zostaje odebrane Anthony'emu, to on nie mógł widzieć tych obrazów.
Udław się tą swoją ciszą i lustrem i weź się nie odzywaj, pomyślał, patrząc z ukosu na kupczyka, zaciskając usta w cienką linię. Teraz jego kolej. Skinął Anthony'emu głową i stanął przed kupcem, w miejscu, w którym wcześniej stał jego wuj.
W zwierciadle rozlała się czerń. Całkowicie pokryła taflę, a wkrótce pojawiły się nowe kolory, pojawiły się kształty i Jasper zbladł jeszcze bardziej, spiął się jeszcze bardziej, rozpoznając wspomnienie, formujące się przed jego oczami.
Nie... Nie,nie,nie,nie,nie... To była... Jednak z ostatnich chwil, które spędził z ojcem, nim ten odszedł z ich świata.
Siedzieli na ławce przed ich domem i chociaż noc była ciepła, okryci byli kocem. Jessie na kolanach swojego ojca, już w piżamie, ale wciąż rozbudzony, mimo późnej pory i wcześniejszej kąpieli. W kuchni, z której okna padało na nich włączone światło, kręciła się reszta rodziny, ale ta chwila była tylko dla nich - dla ojca i najstarszego syna, dla którego tamten dzień nie był zbyt łaskawy. Siedzieli na ławce i wpatrywali się w gwiazdy, szukając konkretnych konstelacji. Nie wszystkie były jednak prawdziwe - Ned wskazywał Jasperowi ustawienie gwiazd, które jego syn miał za kilka lat poznawać w szkole, a Jessie, śmiejąc się z tworów własnej wyobraźni, wskazywał palcem zupełnie losowe gwiazdy, ustawione blisko siebie, i nadawał im własne nazwy, jakby takie konstelacje faktycznie istniały. A potem opowiadał niesamowite historie konkretnych gwiazd i stworzeń, które miały wśród gwiazd mieszkań. Opowiadał historie ze swoich snów, które wspominał później całymi dniami, przez co czasami gubił się w rzeczywistości. A Ned słuchał tych opowieści, śmiał się i tulił syna, żałując, że takie chwile nie mogły trwać dłużej. Dzieci za szybko dorastały.
Obraz na tafli jeszcze przez chwilę był wyraźny, ale w jego własnej głowie tracił ostrość i rozmywał się, by zniknąć, gdy zwierciadło znów pokazywało jedynie jego odbicie. Jego zaciśnięte szczęki i błyszczącą ścieżkę wilgoci na jego policzkach.
Bez słowa odebrał od kupczyka ziarno, podstawiając dłoń pod jego rękę, nie chcąc go przypadkiem dotknąć, i podszedł do wuja, ale wciąż się nie odezwał.
Czuł się obrabowany.