03.02.2023, 13:46 ✶
Brenna sięgnęła po różdżkę, gdy zbliżyli się do zaułka. Światło rozbłysło na jej czubku, kiedy oświetlała alejkę – choć najpierw nie patrzyła na miejsce niedawnej zbrodni, a wokół. Upewniała się, że są sami we mgle i ciemności. Znajdowali się przy samym Nokturnie, a noc była dla jego mieszkańców niczym dzień dla zwykłych czarodziei: w każdej chwili ktoś mógł zechcieć sprawdzić, jak czujna jest trójka ludzi, którzy zbłąkali w tę okolicę.
Na wpół spalony kontener już pozwalał wywnioskować, jakie zaklęcie tu rzucono. Podparła dłoń o śmietnik, wchodząc głębiej. Nie widziała śladów krwi: angielska pogoda sprawiła, że ta dawno spłynęła wraz z deszczem do kanałów. Nie była pewna, czy to wyobraźnia, atmosfera, jaką niosła ze sobą noc i świadomość obecności wampira, czy talent płynący w jej krwi, ale wyraźnie czuła, że stało się tu coś złego. Bez świec, bez dymu, nie mogła sięgnąć do konkretnych obrazów i odgłosów, ale aura niedawnej, okrutnej śmierci, zdawała się sięgać do niej przez czas, muskać kark i skórę.
Jak więc czuł się przy tym Cody?
Zerknęła na niego i zamarła na moment. Teraz – tak, teraz, być może, rozpoznałaby w nim wampira, nawet gdyby nie wspominał o głodzie i o tym, że jest martwy.
- Wygląda na to, że macie coś do omówienia – powiedziała z fałszywym spokojem. Musiała odesłać go z tego miejsca, a jednocześnie nie mogła stracić ich z oczu. Mogliby zostać napadnięci albo Cody mógłby napaść na Heather. – Może to zrobicie przy wejściu do alejki? – Pretekst „omówienia” brzmiał lepiej niż „odejdź od miejsca, gdzie umarłeś i trochę się uspokój”. – Ja w tym czasie się tutaj rozejrzę. Nie schodźcie mi z zasięgu wzroku, proszę, sąsiedztwo nie jest tutaj zbyt przyjemne. Panie Brandon, bardzo proszę zastanowić się nad odpowiedzią. Na pewno chce pan zostać tu z nami i nie woli, żebyśmy odprowadziły go do miejsca zamieszkania?
Spojrzała na Heather i poruszyła ustami, bezgłośnie próbując jej przekazać trzymaj dystans. Może i ulegała stereotypom, ale nie zamierzała pozwolić, aby młoda Brygadzistka stanęła za blisko wampira tak mocno wytrąconego z równowagi. Obie w razie czego musiały mieć dość czasu na reakcję.
Na wpół spalony kontener już pozwalał wywnioskować, jakie zaklęcie tu rzucono. Podparła dłoń o śmietnik, wchodząc głębiej. Nie widziała śladów krwi: angielska pogoda sprawiła, że ta dawno spłynęła wraz z deszczem do kanałów. Nie była pewna, czy to wyobraźnia, atmosfera, jaką niosła ze sobą noc i świadomość obecności wampira, czy talent płynący w jej krwi, ale wyraźnie czuła, że stało się tu coś złego. Bez świec, bez dymu, nie mogła sięgnąć do konkretnych obrazów i odgłosów, ale aura niedawnej, okrutnej śmierci, zdawała się sięgać do niej przez czas, muskać kark i skórę.
Jak więc czuł się przy tym Cody?
Zerknęła na niego i zamarła na moment. Teraz – tak, teraz, być może, rozpoznałaby w nim wampira, nawet gdyby nie wspominał o głodzie i o tym, że jest martwy.
- Wygląda na to, że macie coś do omówienia – powiedziała z fałszywym spokojem. Musiała odesłać go z tego miejsca, a jednocześnie nie mogła stracić ich z oczu. Mogliby zostać napadnięci albo Cody mógłby napaść na Heather. – Może to zrobicie przy wejściu do alejki? – Pretekst „omówienia” brzmiał lepiej niż „odejdź od miejsca, gdzie umarłeś i trochę się uspokój”. – Ja w tym czasie się tutaj rozejrzę. Nie schodźcie mi z zasięgu wzroku, proszę, sąsiedztwo nie jest tutaj zbyt przyjemne. Panie Brandon, bardzo proszę zastanowić się nad odpowiedzią. Na pewno chce pan zostać tu z nami i nie woli, żebyśmy odprowadziły go do miejsca zamieszkania?
Spojrzała na Heather i poruszyła ustami, bezgłośnie próbując jej przekazać trzymaj dystans. Może i ulegała stereotypom, ale nie zamierzała pozwolić, aby młoda Brygadzistka stanęła za blisko wampira tak mocno wytrąconego z równowagi. Obie w razie czego musiały mieć dość czasu na reakcję.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.