• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy

[08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#7
21.03.2025, 23:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.03.2025, 00:51 przez Prudence Fenwick.)  

Jeśli ktoś kiedyś myślał o piekle, to mogło ono wyglądać właśnie w ten sposób. Spanikowani ludzie biegali w najróżniejszych kierunkach, a z każdej strony buchał w nich ogień, zajmował wszystko, nic nie było w stanie się mu postawić. Tyle, że nie była to ta mistyczna kraina, a Londyn. Miejsce, w którym przyszło jej mieszkać, jej dom. Płomienie brnęły przed siebie, trawiły wszystko, co stawało na ich drodze. Nie sądziła, że była jakaś szansa na to, aby je zatrzymać. Szczególnie, że póki co nikt nie robił nic, aby jakoś temu zapobiec. Każdy interesował się sobą, wcale jej to nie dziwiło, ludzie chcieli przetrwać, jakoś umknąć przed tym, co działo się wokół nich. Nie sądziła jednak, że wszyscy wyjdą stąd żywi, przetrwają najsilniejsi, ci którzy nie będą mieli zbyt wiele szczęścia zapewne spłoną żywcem. Nie była to szczególnie przyjemna śmierć, gdyby mogła wybrać sposób w jaki odejdzie z tego świata na pewno nie byłby to pierwszy z jej wyborów, z racji na ból, który towarzyszył spalaniu ciała. Każdy miał jakiś swój próg bólu, który dało się przekroczyć, podejrzewała, że w pewnym momencie organizm już nie czuł zbyt wiele, mimo wszystko - zdecydowanie wolałaby nie odchodzić w ten sposób. Nie o takiej śmierci marzyła.

Miała sporo szczęścia, że pojawił się ktoś, kto zainteresował się jej losem. Wpadła w trans, nie ten typowy trans, który potrafiła wywoływać, ale ten mniej mile widziany, który przychodził znienacka. Często jej się to zdarzało, nie było na to żadnego lekarstwa, przywykła nawet do tego, że ją ogarniał, przecież nie miała innego wyjścia. Nie było remedium na tę chorobę.

Nie wyrywała się z ramion, które ją złapały i wepchnęły w wąską szczelinę między budynkami. Nie wyczuwała zagrożenia, zresztą, czy mogło ją spotkać większe zagrożenie od tego, które właśnie pochłaniało Londyn? Nie wydawało jej się. Właśnie dlatego po prostu zamknęła oczy, jakby to mogło w jakiś sposób jej pomóc uporać się z tym, co działo się wokół nich. Musiała wrócić, w pełni odnaleźć się w rzeczywistości. Oddziaływało jednak na nią bardzo wiele bodźców, co utrudniało uspokojenie nawiedzających ją myśli. Powinna oddychać powoli, skupić się na liczbach, najlepiej działało na nią odliczanie od dziesięciu do jednego, kilka sekund, które pozwalało jej jakoś wrócić.

Tym razem nie było tak prosto. Huk, piski, krzyki, to całe zamieszanie powodowało, że trudniej było jej się doprowadzić do porządku. Nie miała pojęcia ile razy coś niedaleko wybuchło. Nie skupiała się na liczbach, chociaż powinna, one zawsze jej pomagały. Czuła, że ziemia drży pod jej nogami, nie miała pojęcia, czy fala uderzeniowa nie trafi i w nich. Nic takiego jednak się nie wydarzyło, chyba, że on wziął ją całą na swoje barki. To było prawdopodobne, bowiem okrył ją swoim ciałem, uchronił kobietę przed tym, co mogło w nią uderzyć. Szkło musiało się na nim zatrzymać. Zachował się zupełnie bezinteresownie, przejął się losem praktycznie obcej osoby, kim on był i dlaczego to robił? Przecież mogła mu się stać krzywda. Nie, że tego nie doceniała, wręcz przeciwnie, ale musiał być niespełny rozumu, skoro ryzykował swoim własnym życiem chowając w swoich ramionach nieznajomą.

Wbrew całej swojej roztropności poczuła się bezpiecznie, nie wiedzieć czemu, miała pewność, że nic jej nie grozi, kiedy znajdował się obok, właściwie to skrywał ją w swym uścisku przed całym światem. Nie czuła się niezręcznie, choć to było dość dziwne, Prudence nie zachowywała się w ten sposób, nie znikała w szczelinach budynków z nieznajomymi, ale ta sytuacja była raczej dość nietypowa. Nie było sensu się nad tym jakoś szczególnie zastanawiać. W pewnym momencie dźwięki dochodzące od strony ulicy wydawały się być nieco przytłumione, zapewne przez wybuch, którego dźwięk uderzył w jej uszy. Już niedługo wszystko powinno wrócić do normy, na pewno tak się wydarzy, musiała być dobrej myśli, chociaż wcale nie przychodziło to Bletchley tak łatwo zważając na wszystko, co działo się wokół nich. Do tego raczej nie należała do optymistów, tego dnia jednak naprawdę chciała uwierzyć w to, że będzie dobrze, że jakoś uda im się stąd wydostać, bo nie była już w tym sama. Ktoś zainteresował się jej losem, zamierzała zrobić to samo, chociaż przez myśl jej przeszło, że może być jego balastem.

Mężczyzna wydawał się wiedzieć, co robi, przynajmniej takie sprawiał pozory, w przeciwieństwie do niej, która była niczym dziecko zagubione we mgle. Do jej uszu dotarł dźwięk szumiącej wody, połączyła go z hydrantami, które znajdowały się wzdłuż całej ulicy. Musiały reagować na podwyższoną temperaturę. To nie mogło przynieść ulgi, chłodu, o którym wielu marzyło, wręcz przeciwnie, woda musiała się nagrzać, co znaczyło, że pojawiło się kolejne zagrożenie.

Nie przejmowała się tym, że we dwójkę zdążyli przesiąknąć już dymem, że jej twarz umorusana była sadzą, to nie było istotne, bo żyli, pewnie wielu nie miało tyle szczęścia, cóż znalazła całkiem niezłą kryjówkę, właściwie to jej kryjówka znalazła ją. Zamknął ją w niedźwiedzim uścisku i chował przed wszystkim tym, co działo się wokół nich, dzięki temu nie ucierpiała w żaden sposób, była cała i zdrowa, żyła, niby tak niewiele, nic nadzwyczajnego, ale w tej chwili wydawało się to być naprawdę sporym osiągnięciem i nawet nie należało ono do niej. Podejrzewała, że była w jednym kawałku tylko i wyłącznie dlatego, że on się nią zajął. Dorobiła się właśnie sporego długu.

Gdy wypuścił ją z ramion poczuła się trochę mniej pewnie. Uniosła głowę wysoko, właściwie to ją zadarła, by móc na niego spojrzeć. Kojarzyła te oczy, już ostatnio nie dawało jej to spokoju i irytowało ją okropnie to, że nie umiała połączyć ich z konkretną twarzą i personaliami. Czuła, że go zna, albo znała, nie umiała jednak dojść do tego skąd.

Nie miała zielonego pojęcia, co właśnie wyburczał pod nosem, nic z tego nie zrozumiała. Nie przestała się jednak mu przyglądać, szukała jakichś śladów ewentualnych uszkodzeń ciała, chociaż nie była w stanie obejrzeć części najbardziej zagrożonej na uszkodzenie.

Jej źrenice były rozszerzone, spojówki zaczerwienione od dymu, który ich otaczał. Wydawało się jej jednak, że przez ten krótki moment znajdowali się z dala od tego chaosu, jakby faktycznie udało im się ukraść krótką chwilę tej okrutnej rzeczywistości.

Nie uzyskała odpowiedzi na zadane przez siebie pytanie. Nie miała pojęcia, czy go nie usłyszał, czy raczej zignorował, zapewne to drugie, chociaż opcje były różne. Wokół panowało istne szaleństwo, wcale nie zdziwiłoby jej, gdyby nie dosłyszał tego, co do niego mówiła.

- Nie wiem. - Nie miała pojęcia, czy miała gdzie iść. Czy Ministerstwo jeszcze stało, czy je również trawił ogień? Teraz niczego nie była pewna, nie wiedziała, co powinna zrobić. Rozsądek podpowiadał jej, że przecież gmach budynku był chroniony najbardziej skomplikowanymi zaklęciami, tam powinno być bezpiecznie, ale czy na pewno?

- Nie wiem, co robię. - Niczego nie wiedziała, nie miała pojęcia, co działo się wokół nich, to ją przerażało.

- Kostnica, muszę iść do kostnicy. - Całkiem proste, czyż nie? Pokonywała tę drogę niemalże codziennie do pracy, nic nadzwyczajnego, prawda? - W kostnicy będzie bezpiecznie, prawda? - Najwyraźniej musiała się upewnić, że dobrze jej się wydaje, jakby on mógł jej odpowiedzieć na to pytanie. - Będą mnie dzisiaj potrzebować. - Dodała jeszcze, żeby wytłumaczyć ku czemu zmierzała. Nie pamiętała, czy w końcu określiła mu się jasno przy ich ostatnim spotkaniu, czym właściwie się zajmowała. Wspomniała o tym raczej na okrętkę, bez żadnych konkretów, teraz w sumie mógł się domyślić, czym się zajmowała.

- Jesteś ranny? - Powtórzyła wcześniejsze pytanie, na które nie dostała odpowiedzi. Tym razem nieco bardziej stanowczym tonem, żeby nie było, że ponownie go nie usłyszał. Jeśli coś mu się stało, to musiała mu pomóc. Nie miała jeszcze szansy obejrzeć mężczyzny z każdej strony, tak właściwie to najbardziej zależało jej na tym, żeby przyjrzeć się jego plecom, bo przecież to one przyjęły na siebie całe uderzenie.


// Leczenie


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (6606), Prudence Fenwick (7437)




Wiadomości w tym wątku
[08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 19.03.2025, 15:24
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 20.03.2025, 03:54
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 20.03.2025, 12:04
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 20.03.2025, 23:15
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 21.03.2025, 00:45
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 21.03.2025, 17:16
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 21.03.2025, 23:13
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 22.03.2025, 16:13
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 23.03.2025, 00:33
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 26.03.2025, 17:55
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 26.03.2025, 22:00
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 28.03.2025, 13:48
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 29.03.2025, 00:49

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa