Utrzymywanie dobrej miny było prawdziwą sztuką, a Laurent bardzo się starał, żeby doprowadzić ją do perfekcji. Dlatego nie rozglądał się, dlatego uniósł tylko brew i wymownie spojrzał na te sterty papierów, kiedy pojawiło się hasło o tym, że raport Sebastiana... nie dotarł. Nie dotarł, czy zaginął? Ludzie potrafili mieć podobne myśli niemal w tym samym czasie - zdaje się, że tutaj spotkał ich ten przypadek. Niezwerbalizowany, pozostający w sferze domyślania się.
- Pana MacMillana polecił Pan. - Więc kwestia tego, czego się tu domyślać - powodzeń, czy niepowodzeń, stawała się aż nazbyt dobitna. Nie każdy był mistrzem papierkologii. Laurent zdecydowanie nie znał wewnętrznych procedur Ministerstwa na tyle, żeby wyceniać, czy aż takie skandaliczne, że część sprawy wygodnie została odsunięta. Mógł za to wycenić, że mógłby się właśnie troszkę napuszyć, skoro jego sprawozdanie zostało uznane za wystarczające. Bo ostatnie, co by powiedział to to, że Ministerstwo w ogóle nie interesowały istoty z Knieni. - Brygada do ochrony, nie do pozbywania się nieznanego gatunku. - Sprostował, bo może tamta wymiana listowna pozostawiła zakrzywioną wizję tego, jak blondyn wyobrażał sobie załatwienie tej sprawy. Wierzył w porządek - w to, że niektóre stworzenia trzeba przelokować również. Relokacja nie była równa z unicestwieniem. Magia potrafiła robić tragiczne rzeczy i potrafiła niszczyć to, co uznawaliśmy za naturalny porządek. Zmian nie należało się jednak obawiać. Trzeba było tylko pilnować balansu, który człowiek potrafił tak skutecznie burzyć i naruszać.
- Przypomnę to panu, kiedy kolejny raz dostanę prośbę z Ministerstwa o pomoc z magicznymi stworzeniami. - Nienagannie się uśmiechnął, chociaż dopiero po wypowiedzeniu tych słów uświadomił sobie, że mógł się ugryźć w język. Lepiej czasem dać ludziom pogadać, popluć jadem i przejść obok tego obojętnie. Co to więc było? Przewrażliwienie? Duma? Tylko hodowca brzmiało tutaj wybitnie obraźliwie. - Biorąc pod uwagę, że w przeciwieństwie do dementorów te stworzenia nie potrafią mówić, może być to trudne. Nie znaczy, że niemożliwe. - Z niejednym magicznym stworzeniem dało się porozumieć mimo tego, że one same nie używały języka. Tylko kto miał teraz nadstawiać karku, żeby to osiągnąć? Wobec istot, które żywiły się ludzką duszą? - Doprawdy, jeśli uważa pan kogoś innego za właściwego, nie będzie to przeszkodą. Proszę wybrać osobę, na której to pan może polegać. - Owszem, Sebastian go nie zawiódł, ale z drugiej strony ostatnio jak szarpała go za rękę wieszczka i darła skórę do krwi to nie był skory do pomocy. Może w przypadku bytów nadprzyrodzonych było inaczej. Odgonił te myśli, żeby czasem nie wyjść z roli i nie zgubić rytmu rozmowy, jaka się toczyła. Pokiwał głową powoli. - Nautralnie. - W końcu to nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni, kiedy pojawia się temat, w którym pojawiała się jakaś niestała współpraca. Po tych paru latach prowadzenia New Forest nie były nawet takie przytłaczające, jak na początku, kiedy człowiek nie wiedział, na co zwracać uwagę na tych wszystkich prawnych zawirowaniach. - Jak rozumiem kooperacji z Departamentem Tajemnic nadal brak?