• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy

[08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#9
23.03.2025, 00:33  ✶  

Bletchley starała się uspokoić oddech, jakoś odnaleźć w tej nietypowej, bardzo nietypowej sytuacji. Londyn płonął, miasto pochłaniał chaos, ludzie biegali we wszystkie strony, a ona? Ona znalazła się w ramionach praktycznie obcego mężczyzny, który ocalił ją przed tym, co działo się wokół nich. To było sporo, naprawdę sporo, nawet jak na nią, która raczej starała się do wszystkiego podchodzić bardzo racjonalnie. W tym wypadku jednak daleko jej było do tego. Zresztą, nie sądziła, że ktokolwiek, kto znalazłby się w podobnej sytuacji próbowałby myśleć racjonalnie, jak niby? Nie mogli przewidzieć, czy z którejś strony nie uderzą w nich jakieś odłamki, czy kolejny budynek nie zajmie się ogniem, czy jeden z płonących się nie zawali. Zbyt wiele się działo, żeby była w stanie wymyślić jakiś plan działania. Ona potrzebowała do tego czasu, a zdecydowanie go nie mieli.

Na szczęście mężczyzna działał bardziej instynktownie, a przynajmniej tak to wyglądało. Potrafił znaleźć im schronienie, na chwilę, ukryć od tego, co działo się wokół, schował ją w swoich ramionach przewidując to, że coś mogło w nich uderzyć, buchnąć, jak zwał tak zwał. Nie było tutaj bezpiecznie i on o tym wiedział. Niby ona też, ale ją odcięło, przepadła w swoich myślach, nad którymi zupełnie nie panowała. Powinna była się tego spodziewać, zawsze się tak działo, ale zupełnie nie panowała nad tymi chwilowymi zawieszeniami. Kiedyś ją wpędzą do grobu, może nie dzisiaj, chociaż, kto właściwie mógł to przewidzieć, noc była jeszcze młoda.

Takie sytuacje zupełnie zmieniały podejście do wszystkiego. Nie miała oporu przed tym, aby zniknąć w jego ramionach, by znaleźć w nich schronienie, mimo, że zazwyczaj nie robiła takich rzeczy. Stroniła od obcych, nie spoufalała się z osobami, których nie znała. Była raczej zimna i zdystansowana, ale nie w tej chwili. Teraz ta bliskość spowodowała, że zaczęła powracać do rzeczywistości, może okrutnej i nie do końca kolorowej, ale to był dobry początek do tego, żeby zacząć nad sobą panować.

Wymruczał jej we włosy imię. Nie jej. Nie miała pojęcia kim była Aly, raczej nie powinna tego wiedzieć, bo przecież się nie znali. Najwyraźniej on też był teraz gdzieś indziej. Czy jej to przeszkadzało? Nie do końca. Potrzebowali tego krótkiego momentu, aby jakoś poradzić sobie z nadmiarem emocji. Na pewno on też w jakiś sposób musiał przeżywać to, co działo się wokół nich, nie miała pojęcia, jakie miał doświadczenia, co przeżył w swoim życiu. Zdawała sobie sprawę, że takie sytuacje mogły wywołać powrót nie do końca przyjemnych wspomnień, a może i przyjemnych? Mogła się tylko domyślać. Postanowiła to jednak po prostu zignorować, nie widziała sensu, aby w tej chwili wyprowadzać go z błędu, mówić o tym, że nie jest tą kobietą o której myślał. Tamta miała najwyraźniej spore szczęście, że istniał ktoś, kto kierował swoje myśli ku jej osobie w takiej sytuacji, nie wszyscy mieli tyle szczęścia, aby mieć kogoś komu faktycznie by na nich zależało.

Ona kroczyła zupełnie sama przez ten świat, niemalże od dwóch lat, właściwie to już ponad dwóch lat. Pogodziła się z tym, a przynajmniej próbowała sobie wmawiać, że tak było. Przywykła do takiej sytuacji, oswoiła się z tym, że była już zupełnie sama, no, może nie całkiem, prawie, miała w końcu brata i rodziców, ale nie do końca o to jej w tej chwili chodziło.

Gdy się od siebie odsunęli nie przestała mu się przyglądać, zadzierała głowę w górę, aby nic jej nie umknęło. Nie dostała jednak odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytanie, nie sądziła, żeby szybko miała ją dostać. Jej pamięć ją zawodziła, a to zdarzało się naprawdę rzadko, właściwie nigdy. Gdzieś pojawił się jakiś błąd, nie wiedziała, czym był spowodowany, dlaczego kojarzyła te oczy, a całej reszty nie?

- Skąd mogę mieć pewność, że wiem, co robię? - Nie wydawało jej się to wcale takie oczywiste. Panował chaos, nie do końca rozumiała to wszystko, co się wydarzyło, skąd mogła wiedzieć, co powinna robić? Zazwyczaj znała odpowiedzi na wszystkie pytania, a teraz w jej głowie pojawiła się czarna dziura.

- Nie mogę wrócić do domu, to musi być kostnica. - Nie zdawała sobie nawet sprawy, że mogło to być odebrane dwojako i wcale nie było to tak oczywiste, jak się jej wydawało. Kostnica była jej drugim domem. Spędzała tam większą część swojego życia, do tego znajdowała się w Ministerstwie Magii, to chyba nie był najgorszy pomysł? Cóż, jedyny jaki przyszedł jej do głowy, więc aktualnie raczej przeciwnie - najlepszy na jaki wpadła.

Nie miała pojęcia, jak właściwie mieliby się tam teraz dostać. Spanikowany tłum przepychał się w różne strony, każdy chciał przeżyć, wydostać się z ulicy, znaleźć bezpieczną przystań. Miasto płonęło, dym drapał ją w płuca, sadza zaczęła przykrywać okolicę. Musieli się stąd wydostać, to było oczywiste. Nie miała pojęcia, kiedy zaczęła myśleć o nich, jako o pakiecie, ale już zaczęło się to dziać. Od kiedy wziął ją w swoje ramiona i zainteresował się jej losem stali się tandemem.

- Tak, chcę iść do kostnicy, mogę się im na coś przydać. - Powtórzyła jeszcze, żeby jasno określić dokąd miała zamiar się udać. Czekała ich dość spora droga, ale tam faktycznie powinno być bezpiecznie. Ministerstwo zapewne jeszcze stało. Oby, bo jeśli tak nie było, to nie miała żadnych kolejnych pomysłów na to, gdzie mogłaby się udać. Do Munga? Mogli potrzebować uzdrowicieli, ale czy potrafiłaby jeszcze ratować życia, czy zaczęłaby panikować? Nie była w stanie przewidzieć swojej reakcji.

- Nie musisz... - Nie chciała, żeby czuł się zobowiązany. Pomógł jej przecież, uratował Prudence przed żywiołem, teraz miał zamiar tak po prostu doprowadzić ją w bezpieczne miejsce, w imię czego? Nawet się nie znali. Musiała się odezwać, nie oczekiwała pomocy, nie mogła tego robić, zwłaszcza od kogoś, kogo nie znała.

Zdawała sobie sprawę z tego, że nie tak łatwo będzie im razem przebić się przez tłum. Wystarczyła chwila nieuwagi, a się rozdzielą. Trochę się tego obawiała, nie chciała zostać sama, ale nie chciała też, żeby niepotrzebnie poświęcał dla niej swój czas. Na pewno miał bliskich, na pewno na kimś mu zależało. To nimi powinien zajmować się w tej chwili, nie nią.

- Jakoś ci nie wierzę. - Mruknęła jeszcze dość cicho, bo wydawało jej się, że to już przerabiali. Podczas ich ostatniego spotkania również zapewniał Bletchley, że sobie poradzi z poturbowanym kolanem, a i tak wyszło na jej. Zdecydowanie lepiej by się poczuła, gdyby mogła mu się odwdzięczyć za to, co dla niej zrobił przed chwilą, może nie było to odpowiednie miejsce, może wokół panował chaos, ale chciała mu się odpłacić, bo przecież, jeśli coś mu się stało to ona była winna.

Dostrzegła rękę, którą wyciągnął w jej stronę, wsunęła w nią swoją drobną dłoń i ścisnęła delikatnie. Nie wiedziała, czy to wystarczy, aby nie zgubić się w tym tłumie, ale mogli spróbować. Odetchnęła głęboko, nim się ruszyli. Nie miała pojęcia, co spotka ich po drodze i czy na pewno uda im się trafić do Ministerstwa, ale chyba nie mieli w tym momencie innego wyjścia. Oby Morgana im sprzyjała.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (6606), Prudence Fenwick (7437)




Wiadomości w tym wątku
[08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 19.03.2025, 15:24
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 20.03.2025, 03:54
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 20.03.2025, 12:04
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 20.03.2025, 23:15
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 21.03.2025, 00:45
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 21.03.2025, 17:16
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 21.03.2025, 23:13
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 22.03.2025, 16:13
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 23.03.2025, 00:33
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 26.03.2025, 17:55
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 26.03.2025, 22:00
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 28.03.2025, 13:48
RE: [08.09.1972] The world was on fire | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 29.03.2025, 00:49

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa