23.03.2025, 12:31 ✶
Hestia odprowadziła z pewnym niepokojem w spojrzeniu wściekłego mężczyznę, gry ten splunął Atreusowi na nogi, tylko po to by zaraz odwrócić się i uciec. To... Nie wyglądało dobrze. To wyglądało, bardzo, bardzo źle. Nie tylko musieli teraz uważać na wszystkie zagrożenia związane z atakami, to jeszcze Bulstrode też był na celowniku.
Hm... Ona pewnie też w jakimś stopniu ze względu na swoje pochodzenie i zawód.
Czyli każdy był na celowniku.
Z drugiej strony, jakby tak o tym myśleć, to jednak zwolennicy Czarnego Pana, atakowali nieco bardziej zaciekle niż przypadkowi czarodzieje.
Czyli może to jednak ona miała bardziej przechlapane.
A gdyby tak zmienić sobie twarz na szybko na Atreusa, tak dla zmylenia wszystkich na ulicy? Albo jakiegoś Malfoya, czy innego Mulcibera? To by pewnie nieco skonfundowało przeciwników i... Nie. To chyba nie był najrozsądniejszy pomysł. A może nawet i głupi pomysł.
Słysząc jego słowa, Hestia po prostu przytaknęła, ustawiając się tak, aby mogli iść w ramię w ramię. Dym rzeczywiście wydawał się coraz bardziej ich obklejać.
– To bez sensu – mruknęła, gdy ponownie ruszyli przed siebie, rozglądając się na wszystkie strony, aby upewnić się czy nie było gdzieś kogoś, kto pilnie potrzebował pomocy. – Jaki jest cel... Przecież spłonie absolutnie wszystko. Gdybym była... kimś takim jak oni, nie przeprowadziłabym planu, który mógłby również uderzyć moich potencjalnych popleczników.
A może po prostu oni chcieli zniszczysz wszystko, co nie pasowało im na tym świecie bez względu na postronne ofiary? Żołądek ponownie jej się ścisnął na myśl o rodzicach i siostrze.
Hm... Ona pewnie też w jakimś stopniu ze względu na swoje pochodzenie i zawód.
Czyli każdy był na celowniku.
Z drugiej strony, jakby tak o tym myśleć, to jednak zwolennicy Czarnego Pana, atakowali nieco bardziej zaciekle niż przypadkowi czarodzieje.
Czyli może to jednak ona miała bardziej przechlapane.
A gdyby tak zmienić sobie twarz na szybko na Atreusa, tak dla zmylenia wszystkich na ulicy? Albo jakiegoś Malfoya, czy innego Mulcibera? To by pewnie nieco skonfundowało przeciwników i... Nie. To chyba nie był najrozsądniejszy pomysł. A może nawet i głupi pomysł.
Słysząc jego słowa, Hestia po prostu przytaknęła, ustawiając się tak, aby mogli iść w ramię w ramię. Dym rzeczywiście wydawał się coraz bardziej ich obklejać.
– To bez sensu – mruknęła, gdy ponownie ruszyli przed siebie, rozglądając się na wszystkie strony, aby upewnić się czy nie było gdzieś kogoś, kto pilnie potrzebował pomocy. – Jaki jest cel... Przecież spłonie absolutnie wszystko. Gdybym była... kimś takim jak oni, nie przeprowadziłabym planu, który mógłby również uderzyć moich potencjalnych popleczników.
A może po prostu oni chcieli zniszczysz wszystko, co nie pasowało im na tym świecie bez względu na postronne ofiary? Żołądek ponownie jej się ścisnął na myśl o rodzicach i siostrze.