03.02.2023, 15:54 ✶
Vakel po części oceniał ją słusznie. Florence była tym rzadkim gatunkiem człowieka całkiem zadowolonego ze swojego życia. Nie śniła o przygodach, bogactwie ani o romansach. Nawet w młodości takie marzenia nawiedzały ją dość rzadko. Owszem, miała plany i to liczne – pragnęła awansować, rozwijać swoje umiejętności, odkryć sposób na zdjęcie paru klątw, które chwilowo ją przerastały, a trafienie za dwadzieścia lat na talię czekoladowych żab stanowiłoby miłe ukoronowanie wszystkich wysiłków. Były to jednak rzeczy, do których po prostu dążyła, z uporem i spokojem kogoś, wierzącego w swoje siły i charakter.
Nie przyszła szukać u Vakela ani sposobu na odmianę losu, ani na osiągnięcie swoich pragnień.
Mylił się jednak trochę w tym, że nie towarzyszyły jej żadne emocje. Niepokój wniknął głęboko pod jej skórę, zapach popiołu zdawał się nawet teraz drażnić nozdrza. Florence skrywała to jednak pod maską uzdrowicielki: lata w Mungu nauczyły ją, jak ukrywać własną niepewność pod taką otoczką, wszak nikt nie zaufa niepewnemu uzdrowicielowi, a wrodzone cechy charakteru to ułatwiały. Flo była osobą pewną siebie, a w rozdrażnienie wprawiały ją zwykle raczej takie rzeczy, jak nieporządek.
Mogła się tego po prostu nie podjąć.
Czy to ją uspokajało?
Nie, ani trochę.
Bo…
…co jeśli wszystkie omeny i znaki nie miały dotyczyć tylko jej?
Nie było mowy, aby się wycofała, jeśli miałoby to objąć jej braci albo rodzinę.
- Proste rozwiązania czasem są najlepsze – zgodziła się na propozycję układu trzech kart. Nie umiała sama wróżyć, bo nigdy tego nie rozwijała, choć miała okazję usłyszeć o układach takich jak ten czy bardziej skomplikowany krzyż celtycki. – A pan z pewnością zna się na tym lepiej ode mnie. Spróbujmy.
Nie przyszła szukać u Vakela ani sposobu na odmianę losu, ani na osiągnięcie swoich pragnień.
Mylił się jednak trochę w tym, że nie towarzyszyły jej żadne emocje. Niepokój wniknął głęboko pod jej skórę, zapach popiołu zdawał się nawet teraz drażnić nozdrza. Florence skrywała to jednak pod maską uzdrowicielki: lata w Mungu nauczyły ją, jak ukrywać własną niepewność pod taką otoczką, wszak nikt nie zaufa niepewnemu uzdrowicielowi, a wrodzone cechy charakteru to ułatwiały. Flo była osobą pewną siebie, a w rozdrażnienie wprawiały ją zwykle raczej takie rzeczy, jak nieporządek.
Mogła się tego po prostu nie podjąć.
Czy to ją uspokajało?
Nie, ani trochę.
Bo…
…co jeśli wszystkie omeny i znaki nie miały dotyczyć tylko jej?
Nie było mowy, aby się wycofała, jeśli miałoby to objąć jej braci albo rodzinę.
- Proste rozwiązania czasem są najlepsze – zgodziła się na propozycję układu trzech kart. Nie umiała sama wróżyć, bo nigdy tego nie rozwijała, choć miała okazję usłyszeć o układach takich jak ten czy bardziej skomplikowany krzyż celtycki. – A pan z pewnością zna się na tym lepiej ode mnie. Spróbujmy.