23.03.2025, 19:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.03.2025, 13:32 przez Electra Prewett.)
Podczas drogi do mieszkania Basila, Electra asekurowała braci, uważając na potencjalnie lecące w ich stronę puszki. Na szczęście udało im się w miarę sprawnie ewakuować z miejsca zamieszek oraz dotrzeć do mieszkania starszego Prewetta bez kolejnych urazów.
Kiedy już rozsiedli się w salonie, Electra zajęła miejsce na kanapie i w ciszy wysłuchała reprymendy. Naprawdę nie wiedziała co odpowiedzieć, zwłaszcza, że Basil mimo wszystko pochwalił ich chęć walki o prawa charłaków. Miał też absolutną rację w tym, że od momentu pojawienia się kontrmanifestantów marsz stał się niebezpieczny. W niektóre sytuacje po prostu nie warto było brnąć dalej, niezależnie jak bardzo byśmy tego nie chcieli. To była lekcja dorosłości, którą dostała dzisiaj Prewettówna.
Jednak w nastolatce dalej kipiały emocje. Gniew, bezradność, chęć działania... A przede wszystkim poczucie niesprawiedliwości. No bo jakim prawem te zjeby mogły wychodzić na ulicę i publicznie wyzywać charłaków od ścierwa, a oni mieli działać subtelnie? Znając skuteczność brygady w tych kwestiach, większości z nich pewnie nie spotkają żadne konsekwencje za wywołanie zamieszek. Dlatego Electra miała nadzieję, że przynajmniej większość z rzuconych puszek trafiła w kontrmanifestatntów.
– Nie chcę wymyślać przekrętów, chcę wybić im te skostniałe poglądy z głowy... – powiedziała wpatrując się w podłogę, z dłońmi zaciśniętymi w pięści. Chwilę potem jednak wzięła głęboki oddech i spróbowała się uspokoić. Rozumiała, że to nie był dobry moment na kontynuowanie tej dyskusji.
– No trudno, ale udział w marszu też jest jakimś sposobem na wspólne spędzenie czasu. – Prewettówna od tak dawna nie miała okazji spotkać się we trójkę z braćmi, że cieszyła się nawet ze spaceru przerwanego zamieszkami. – Tak, chyba powinniśmy wysłać list do mamy... – nie chciało jej się tego robić, lecz oczami wyobraźni widziała odchodzącą od zmysłów Elise, która zamartwiała się, czy jej dzieci nie zostały stratowane przez protestujących. – Czy w takim razie będziemy mogli zostać na noc? No wiesz, żeby nie ryzykować. – mówiąc to, zrobiła swoją niezawodną minę ze słodkimi oczkami.
Kiedy już rozsiedli się w salonie, Electra zajęła miejsce na kanapie i w ciszy wysłuchała reprymendy. Naprawdę nie wiedziała co odpowiedzieć, zwłaszcza, że Basil mimo wszystko pochwalił ich chęć walki o prawa charłaków. Miał też absolutną rację w tym, że od momentu pojawienia się kontrmanifestantów marsz stał się niebezpieczny. W niektóre sytuacje po prostu nie warto było brnąć dalej, niezależnie jak bardzo byśmy tego nie chcieli. To była lekcja dorosłości, którą dostała dzisiaj Prewettówna.
Jednak w nastolatce dalej kipiały emocje. Gniew, bezradność, chęć działania... A przede wszystkim poczucie niesprawiedliwości. No bo jakim prawem te zjeby mogły wychodzić na ulicę i publicznie wyzywać charłaków od ścierwa, a oni mieli działać subtelnie? Znając skuteczność brygady w tych kwestiach, większości z nich pewnie nie spotkają żadne konsekwencje za wywołanie zamieszek. Dlatego Electra miała nadzieję, że przynajmniej większość z rzuconych puszek trafiła w kontrmanifestatntów.
– Nie chcę wymyślać przekrętów, chcę wybić im te skostniałe poglądy z głowy... – powiedziała wpatrując się w podłogę, z dłońmi zaciśniętymi w pięści. Chwilę potem jednak wzięła głęboki oddech i spróbowała się uspokoić. Rozumiała, że to nie był dobry moment na kontynuowanie tej dyskusji.
– No trudno, ale udział w marszu też jest jakimś sposobem na wspólne spędzenie czasu. – Prewettówna od tak dawna nie miała okazji spotkać się we trójkę z braćmi, że cieszyła się nawet ze spaceru przerwanego zamieszkami. – Tak, chyba powinniśmy wysłać list do mamy... – nie chciało jej się tego robić, lecz oczami wyobraźni widziała odchodzącą od zmysłów Elise, która zamartwiała się, czy jej dzieci nie zostały stratowane przez protestujących. – Czy w takim razie będziemy mogli zostać na noc? No wiesz, żeby nie ryzykować. – mówiąc to, zrobiła swoją niezawodną minę ze słodkimi oczkami.