23.03.2025, 20:30 ✶
Każdy miał prawo zrobić coś takiego, ale do czego się to prawo odnosiło? Do robienia głupich zakupów, do kłótni o rzeczy trywialne. A on od lat sukcesywnie niszczył ludzkie życia! Kolejny facet uwiedziony ku jego własnej uciesze. Milion razy sobie mówił, że nie powinien tego robić, że to jest zwyczajnie... Moralnie złe! A teraz co? Cain nie żył, Alexandra oduczył ufania innym ludziom na przynajmniej pięć kolejnych wcieleń, a Laurent... Laurent się dowie, że...
Że ktoś kto mu mówi o miłości, o spędzenie razem kolejnych chwil, dni, lat...
Próbował się zabić...
Wydał z siebie tak głęboki i tak paniczny szloch jak tylko potrafił. Wykręciło go, zaczęło płonąć mu w gardle z bólu i czuł się, jakby zaraz miał zwymiotować na podłogę. Ale nie wymiotował - wydobywały się z niego tylko łzy i głęboka rozpacz. Wszystko podszyte grubymi, mocnymi nićmi wstydu. Nikomu nie pozwalał widzieć się takim. Nie powinien. Nora też nie powinna go takim oglądać, wolałby się utopić.
- Co - wydusił z siebie ledwo i chyba sam nie uwierzył w to, że udało mu się cokolwiek powiedzieć, bo powtórzył to - co - zacisnął oczy, pozwalając kolejnym łzom spłynąć po zaczerwienionych policzkach. - Co. On. Zrozumie. Ż-że m-mu poowiedziałem żee go koch am i. Że. Jest. Dla. Mnie. Wszystkim. - Głośno przełknął ślinę. - A później próbowałem się zabić. - Zakrył twarz w dłoniach i dał sobie kilkadziesiąt sekund na uspokojenie. Nie przyniosło to wybitnych rezultatów, ale przynajmniej mógł oddychać. - Wszystkie te lata, całe moje jebane życie uczyłem się walczyć. Uczyłem się tworzyć. Uczyłem się tego żeby ludzie wokół mnie byli bezpieczni. - Wydarzenia w tej jaskini zmieniły jego myślenie o sobie. Nawet jeżeli tymczasowo, to wydrążyły mu w głowie obszerne pomieszczenie podpisane bezużyteczność. - Wszystko to zrobiłem i po co kurwa. Ci pieprzeni rasiści kiedyś mnie zamordują, z niego zrobią sobie jakąś zabawkę albo popychadło, a Ministerstwo zachowuje się, jakby ta nienawiść była polityką. - Jedyne co mógł mu przynieść to cierpienie. Nagle pożałował tego, że ostrze noża nie przebiło się do przełyku, że nie rozszarpał sobie strun głosowych, że nie zadławił się i nie zadusił własną krwią.
- Jestem bezużyteczny - szepnął, przesuwając paznokciami po własnym gardle, zostawiając na nim rzędy czerwonych śladów. Przyjemnie siedziało się w New Forest i czytało razem książki, co? Ale ceną za to było wystawianie tego chłopaka na śmierć. Albo gorzej - bo śmierć przynajmniej przynosiła jakiś spokój - mógł go wystawiać na to, że znów będzie musiał obsługiwać znanych, wpływowych i bogatych, żeby mieć namiastkę stabilności i bezpieczeństwa. Ten moment kiedy Prewett mówił mu o byciu zgwałconym zapisał się na nim lepiej i trwalej niż tatuaż. - Jestem gównem, co jak - zaszlochał znów - nie będzie nikogo, kto go wybroni za to że mnie kochał. Nie mogę, nie mogę... Nie...
I ten Thomas, to co zrobili w podziemiach, to co ścigali, nagle zniknęło na drugim planie. Ten wątek gdzieś utknął, nawet jeżeli Nora zwerbalizowała pytanie... ale każdy głupi domyśliłby się, że to miało ze sobą jakiś związek. Edge po prostu. Je był w stanie ułożyć wszystkich tych wątków w taki sposób, żeby odpowiedzieć wprost i wpadł w panikę.
Że ktoś kto mu mówi o miłości, o spędzenie razem kolejnych chwil, dni, lat...
Próbował się zabić...
Wydał z siebie tak głęboki i tak paniczny szloch jak tylko potrafił. Wykręciło go, zaczęło płonąć mu w gardle z bólu i czuł się, jakby zaraz miał zwymiotować na podłogę. Ale nie wymiotował - wydobywały się z niego tylko łzy i głęboka rozpacz. Wszystko podszyte grubymi, mocnymi nićmi wstydu. Nikomu nie pozwalał widzieć się takim. Nie powinien. Nora też nie powinna go takim oglądać, wolałby się utopić.
- Co - wydusił z siebie ledwo i chyba sam nie uwierzył w to, że udało mu się cokolwiek powiedzieć, bo powtórzył to - co - zacisnął oczy, pozwalając kolejnym łzom spłynąć po zaczerwienionych policzkach. - Co. On. Zrozumie. Ż-że m-mu poowiedziałem żee go koch am i. Że. Jest. Dla. Mnie. Wszystkim. - Głośno przełknął ślinę. - A później próbowałem się zabić. - Zakrył twarz w dłoniach i dał sobie kilkadziesiąt sekund na uspokojenie. Nie przyniosło to wybitnych rezultatów, ale przynajmniej mógł oddychać. - Wszystkie te lata, całe moje jebane życie uczyłem się walczyć. Uczyłem się tworzyć. Uczyłem się tego żeby ludzie wokół mnie byli bezpieczni. - Wydarzenia w tej jaskini zmieniły jego myślenie o sobie. Nawet jeżeli tymczasowo, to wydrążyły mu w głowie obszerne pomieszczenie podpisane bezużyteczność. - Wszystko to zrobiłem i po co kurwa. Ci pieprzeni rasiści kiedyś mnie zamordują, z niego zrobią sobie jakąś zabawkę albo popychadło, a Ministerstwo zachowuje się, jakby ta nienawiść była polityką. - Jedyne co mógł mu przynieść to cierpienie. Nagle pożałował tego, że ostrze noża nie przebiło się do przełyku, że nie rozszarpał sobie strun głosowych, że nie zadławił się i nie zadusił własną krwią.
- Jestem bezużyteczny - szepnął, przesuwając paznokciami po własnym gardle, zostawiając na nim rzędy czerwonych śladów. Przyjemnie siedziało się w New Forest i czytało razem książki, co? Ale ceną za to było wystawianie tego chłopaka na śmierć. Albo gorzej - bo śmierć przynajmniej przynosiła jakiś spokój - mógł go wystawiać na to, że znów będzie musiał obsługiwać znanych, wpływowych i bogatych, żeby mieć namiastkę stabilności i bezpieczeństwa. Ten moment kiedy Prewett mówił mu o byciu zgwałconym zapisał się na nim lepiej i trwalej niż tatuaż. - Jestem gównem, co jak - zaszlochał znów - nie będzie nikogo, kto go wybroni za to że mnie kochał. Nie mogę, nie mogę... Nie...
I ten Thomas, to co zrobili w podziemiach, to co ścigali, nagle zniknęło na drugim planie. Ten wątek gdzieś utknął, nawet jeżeli Nora zwerbalizowała pytanie... ale każdy głupi domyśliłby się, że to miało ze sobą jakiś związek. Edge po prostu. Je był w stanie ułożyć wszystkich tych wątków w taki sposób, żeby odpowiedzieć wprost i wpadł w panikę.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.