23.03.2025, 21:36 ✶
ósmego września 1972 roku
około godziny dwudziestej
rezerwat New Forest
około godziny dwudziestej
rezerwat New Forest
Wszystko, co dobre ma swój koniec. Zgodnie z tą myślą swój koniec miało ciepłe lato - niedługo całkowicie zaniechają leżenia w pełnym słońcu i wygrzewania się w jego blasku. Kończyło się również zaufanie, które próbowano pomiędzy nimi zbudować. Nie, nikt się po nim nie spodziewał lekkości w życiu i formułowaniu myśli, ale całkiem nieźle wychodziło mu budowanie narracji, że dało się oprzeć o niego ramię, a jednak... pojawiło się to - smutne słowo odchodzę wiszące gdzieś zawsze w każdej relacji. Nie myślałeś chyba, że masz mnie na zawsze? Nic nie było na zawsze. Nawet ten świat nie był na zawsze. Kiedyś umrą, zgniją, zeżrą ich robaki. Kiedyś zamienią się w proch, ileś tysiącleci może przeleżą blisko siebie, ale w perspektywie nieskończoności rozwieje ich wiatr, wsiąknie ich ziemia wraz z wodą. Może ta planeta przestanie kiedyś istnieć, a ich szczątki, przetworzone już nieskończoność nieskończoności razy, pognają w kompletnie inne rejony wszechświata, będąc budulcem zupełnie nowej materii, której przez moment też będzie się wydawało, że ma w tym ogromie wszystkiego jakiekolwiek znaczenie.
Jedyne co mieli, zdaniem Crowa, były złudzenia i możliwość podejmowania decyzji za samych siebie. On... ostatnio podjął kilka złych decyzji. Może dlatego cisza pomiędzy nimi była wygodna. Nie dosłowna cisza, bo Crow leżący na gałęzi rozłożystego dębu czytał Maskę Czerwonego Moru Edgara Allana Poe, częstując powieścią bujającego się na huśtawce blondyna.
Przepraszam, że próbowałem się zabić, ale zobacz, moje znikome zdolności rzemieślnicze obejmują robienie dziur w deskach i obwiązywanie ich sznurem. Gdyby nie to, że ostatnio naprawdę nie chciało mu się żyć i czuł się skrajnie bezużyteczny, parsknąłby śmiechem, słysząc to. Aktualnie... pewnie powstrzymałby ledwo gniew i łzy.
Znajdowali się oboje pod koroną tego dębu, od pokoleń rosnącego w samotności na skraju małej łąki. Chropowata kora, popękana i ciemna, nosiła w sobie pamięć wielu lat istnienia - mniejszych i większych szelestów wiatru, kropli deszczu spływających po szczelinach - ale to był pierwszy raz, kiedy takie drzewo doświadczało ludzkiej radości. Tak przynajmniej sądził on - bo on często wspinał się na drzewa i znał drzewa, które nawykły do uginania się pod ciężarem ludzkich nóg, które dostosowywały swój kształt do lin huśtawki, które ktoś połamał, torując sobie drogę do korony. Trochę więc szkoda, że wśród gęstwiny liści, pomiędzy którymi tańczyły złociste refleksy zachodzącego, wrześniowego słońca, wciąż pobrzmiewały echa minionych dni. Dzisiaj nikt na tej korze nie wyryje nożem cudzych inicjałów. Było świadkiem miłości, ale miłości aktualnie... trudnej.
Po zakończeniu opowieści zamknął książkę i położył ją na swoim brzuchu. Obserwował, jak jasnowłosy chłopak wprawia nową zabawkę w ruch. Plecy opierał o pień, nogi mu luźno zwisały po bokach, utrudniając mu zsunięcie się. Niebo widziane przez Flynna było jak zwykle szare. Jedynie wiedza o otaczającym go świecie przypominała mu, że nie było już letnie, nawet jeżeli zachowało swoją przejrzystość. Niedługo będzie tęsknił za upałami.
- Ale suną do nas ciemne chmury - zauważył nagle, zerkając przez prześwit w koronie. Nadchodziła jesień - jeszcze nie była tu całkiem, miała o sobie tak głośno nie przypominać, ale jej obecność stała się na moment namacalna. - Jak się nie pospieszymy, to przemokniesz - dorzucił, zupełnie tak, jakby dla Laurenta bycie przemoczonym miało być jakimś koszmarem. Wciąż był jak dziecko. To on nie chciał być mokry.
Cóż, pozostawało mu zsunąć się po tym pniu, zeskoczyć na równe nogi i podać Laurentowi rękę, jeżeli nie zamierzali tutaj zmoknąć. Jeszcze tego nie wiedział, był zbyt skupiony na treści książki i próbował wyłapać czy blondyn zrozumiał, dlaczego ta akurat była jego ulubioną (tak, bo bardzo wyraźnie opisywała kolory i wzbudzała naturalną ciekawość kogoś, kto tych kolorów był pozbawiony od dzieciństwa), więc nie spostrzegł, że te chmury ciemne nie niosły ze sobą ani jesieni, ani letniej burzy. Popiół, powoli sypiący się z nieba dla Crowa wyglądał tylko i aż jak płatki ciemnej rośliny kołyszące się na delikatnym wietrze.
// rzemiosło ◉○○○○, aktywność fizyczna ◉◉◉◉○, daltonizm I, porywczy I, lęk przed byciem bezużytecznym 0
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.