Lizak ponownie powędrował do ust Prudence. Cóż, gdy miała go w ustach przynajmniej nie musiała się tłumaczyć z tego, dlaczego nie wydawała z siebie zbyt wielu dźwięków. W końcu niekulturalne było prowadzenie rozmowy z pełną paszczą, co było dla niej bardzo wygodne.
- Czy ja wiem, czy jest sens. - Nie lubiła rozmawiać o innych. Właściwie to nie uważała za zbyt przyjemne plotkowanie o osobach które znała za ich plecami. Niepotrzebnie ta konwersacja potoczyła się w ten sposób, bo jeszcze Cornelius dowie się, że coś o nim mówiła, a wolałaby, żeby tego nie wiedział. Pamiętała, że on i Potter przyjaźnili się w czasie nauki Hogwartu, niektórzy utrzymywali takie relacje przez lata (tak, jak chociażby jej brat), nie wszyscy byli jak ona i odcinali się od całego świata.
Winda utknęła. Najwyraźniej nie miała się ruszyć, dopóki nie pojawi się tutaj ktoś, kto zna się na windach. Wspaniała perspketywa na spędzenie tego dnia... Miała nadzeję, że ten specjalista szybko się pojawi, bo czuła, że to może się nie zakończyć dla niej dobrze. Szczególnie w takim towarzystwie. Romulus wyglądał na kogoś, kto nie potrafił zbyt długo usiedzieć w ciszy, a Prue kochała ciszę, więc mieli tutaj lekki dysonas.
- Po pierwsze, jakże już całkiem sprytnie zauważyłeś utknęliśmy tu razem, jeśli tu umrzesz, to ja pewnie umrę z Tobą. - Co wcale nie było szczególnie budujące.
- Po drugie, czy myślisz, że koronerzy piszą nekrologi? - Badali ciała, zajmowali się trupami, ale nie bawili się w te artystyczne poematy, które były pisane w gazetach o trupach.
- Po trzecie, nawet jeśli byłabym odpowiedzialna za pisanie nekrologów, nie mógłbyś na mnie liczyć. Nie kłamię. - Przynajmniej w większości spraw nie sięgała po kłamstwo. - Jeśli ktoś wiódł chujowe życie, to takim go zapamiętają. - Nie, żeby uważała, że życie Romulusa było chujowe, niezbyt wiele o nim wiedziała, ale skoro potrzebował, żeby ktoś kłamał w tej sprawie, to może faktycznie tak było? Mogło to zabrzmieć, jak nieco zbyt daleko wyciągnięte wnioski, ale nieszczególnie się tym przejmowała.
- Duże, szanse na to, że przeżyjemy są duże. Tak właściwie to nie przypominam sobie, żeby ktoś umarł przez taką sytuację. - To pytanie zdecydowanie bardziej jej się spodobało, bo mogła sięgnąć po wiedzę, którą miała. Zresztą akurat o tym myślała, czego Romulus pewnie nie mógł wiedzieć, ale najwyraźniej ich myśli wędrowały w podobnym kierunku, cóż sytuacja zachęcała do tego, żeby kierować je właśnie w tę stronę.
- Nie mogę Ci tego obiecać. - Wpatrywała się w mężczyznę dłuższą chwilę. Żartował sobie z niej, zdecydowanie nie było to coś, co sprawiało, że czuła się dobrze w towarzystwie. Nie znosiła, gdy ktoś się z niej nabijał, postanowiła więc podejść do tych pytań całkiem poważnie. Liczyła na to, że szybko zapomni o tej rozmowie (ta, jasne, bo była w stanie zapomnieć o czymkolwiek).
- Nie wiem przecież kto Cię zna, więc takie obietnice są nie do pokrycia. - Jako, że nie lubiła rzucać słów na wiatr nie zamierzała więc ściemniać. Mógł zobaczyć, że ścisnęła mocniej teczkę z dokumentami, chyba zaczęła się denerwować. Sytuacją? Jego towarzystwem? Może wszystkim po trochę? Zdecydowanie nie czuła się tutaj komfortowo.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control