22.10.2022, 19:27 ✶
Dzisiejsze popołudnie miało być zwykłe i nudne. Ot, Thomas musiał uzupełnić zapasy w spiżarni i choć szczerze mówiąc, wolał robić zakupy w tej mniej magicznej części Londynu, tak niektórych rzeczy nie mógł tam znaleźć. Na przykład swojego ulubione wosku do miotły czy tych jednych ciasteczek miodowych, które można było dostać tylko na Pokątnej. Zresztą, okazywało się, że świat czarodziejów miał naprawdę wiele rzeczy, które można było uznać za przydatne, a których nie dostał nigdzie indziej. Tak właśnie wylądował na Alei Horyzontalnej, z torbą, w której umieścił swoje dzisiejsze zakupy, nucąc pod nosem jedną ze swoich ulubionych piosenek. Właśnie miał kierować się do domu, gdy jego uwagę przykuła twarz, która zdecydowanie należała do znajomych. Znaczy inaczej. Wiedział, że kobietę gdzieś już widział, ale nie mógł skojarzyć gdzie. Przeszukał swoją pamięć, stwierdzając, że nie mogli się poznać osobiście. Znał ją skądś indziej. A to oznaczało, że musiała być co najmniej sławna.
Na tyle ile udało mu się stwierdzić, nie była gwiazdą quidditcha, bo po pierwsze, gdyby była to nie musiałby się zastanawiać, po drugie, jej budowa ciała na to nie wskazywała. Pierwsze dostanie tłuczkiem i prawdopodobnie leżałaby w Św. Mungu jak nie na cmentarzu.
Musiał więc szukać w innych zakamarkach swojej głowy. I to szybko, bo kobieta chyba zaczęła zauważać, że ktoś się w nią wgapia jak ciele w malowane wrota, powodując u Tomasza lekkie speszenie. Które sprawiło, że w końcu nie wytrzymując, postanowił do ciemnowłosej podejść.
- Ja wiem, że to głupie i w ogóle, ale ja cię skądś znam - zaczął, gdy był już bliżej, poprawiając torbę z zakupami. - Jesteś piosenkarką, nie? - rzucił pierwsze, co mu przyszło na myśl, w duchu licząc, że trafił. Bo kogo innego sławnego jeszcze by znał? W najlepszym wypadku rozróżniał przecież czterech najpopularniejszych aktorów, nie żeby miał ostatnio okazję oglądać jakiś film. U czarodziejów wiele rzeczy w końcu nie działało tak, jak powinno.
Na tyle ile udało mu się stwierdzić, nie była gwiazdą quidditcha, bo po pierwsze, gdyby była to nie musiałby się zastanawiać, po drugie, jej budowa ciała na to nie wskazywała. Pierwsze dostanie tłuczkiem i prawdopodobnie leżałaby w Św. Mungu jak nie na cmentarzu.
Musiał więc szukać w innych zakamarkach swojej głowy. I to szybko, bo kobieta chyba zaczęła zauważać, że ktoś się w nią wgapia jak ciele w malowane wrota, powodując u Tomasza lekkie speszenie. Które sprawiło, że w końcu nie wytrzymując, postanowił do ciemnowłosej podejść.
- Ja wiem, że to głupie i w ogóle, ale ja cię skądś znam - zaczął, gdy był już bliżej, poprawiając torbę z zakupami. - Jesteś piosenkarką, nie? - rzucił pierwsze, co mu przyszło na myśl, w duchu licząc, że trafił. Bo kogo innego sławnego jeszcze by znał? W najlepszym wypadku rozróżniał przecież czterech najpopularniejszych aktorów, nie żeby miał ostatnio okazję oglądać jakiś film. U czarodziejów wiele rzeczy w końcu nie działało tak, jak powinno.