Przeniosła spojrzenie na sufit. Chyba za bardzo otwierała się przed Romulusem. Nie powinna tego powtarzać. Wdech, wydech, chwila ciszy, dopiero wtedy się odezwała, nie spoglądała jednak w jego kierunku. - Nie powiedziałam, że chodzi akurat o Ciebie, to było ogólne stwierdzenie. - To, że skorzystała z niego przy mówieniu o jego nekrologu, to był tylko i wyłącznie zbieg okoliczności. Prawda? Nie miała przecież pojęcia, jak wygląda życie Pottera, no, przynajmniej niezbyt dokładnie wiedziała, co się u niego dzieje. Nie miała tendencji do wypytywania brata na temat jego przyjaciół, jednak to samo nasuwało się na myśl, jeśli chciał koloryzować te durne zapiski, nie brało się to bez powodu. Wystarczyło dodać dwa do dwóch, aby wysnuć takie wnioski.
Cóż, Bletchley rzadko sięgała po wulgaryzmy, więc faktycznie to mogło być zaskakujące, ale czuła się teraz wyjątkowo nieswojo, reagowała więc nie do końca dla siebie naturalnie. Romulus okazał się być odpowiednio czujny, aby zaobserwować zmiany w jej zachowaniu. Nie spodziewałaby się tego po nim. Tak naprawdę nie znała go za dobrze.
- Nie jesteśmy przyjaciółmi Potter. - Dopiero, gdy się odezwała przeniosła na niego swoje spojrzenie i wpatrywała się w mężczyznę dłuższą chwilę. - To, że przyjaźnisz się z moim bratem nie oznacza, że jesteś moim przyjacielem. - Zawsze tak było. Elias otaczał się swoim zabawnym gronem znajomych, a ona pozostawała w cieniu. Nigdy jej to nie przeszkadzało, nie próbowała się uszczęśliwiać na siłę, nie szukała przyjaciół tam, gdzie nie mogła ich znaleźć. Wiedziała, gdzie jest jej miejsce w hierarchii.
- Ach, chciałeś, żeby Twój nekrolog napisał mój brat? Trzeba było mówić wprost. - Jasne, wiedziała, że się przyjaźnią, sama jednak nigdy w życiu nie poprosiłaby akurat Eliasa o to, aby napisał jej nekrolog. Nie ubliżając mu, nie wydawał się jej jakimś szczególnie uzdolnionym pisarzem, najwyraźniej Romulus nie miał szczególnie wygórowanych oczekiwań.
Niespodziewanie winda po raz kolejny się ruszyła, właściwie to nią potrząsnęło. Nie spodziewała się tego, więc nieco się zachwiała. Mocniej naparła na ścianę, która znajdowała się za nią. Zamknęła oczy na kilka sekund, aby się uspokoić. Nie była to dla niej komfortowa sytuacja, nawet bardzo.
Światło zamigotało, później zgasło, wtedy poczuła dłoń zaciskającą się na jej. Tego się nie spodziewała. Nie odsunęła się jednak, nie odepchnęła łapska Pottera, a mogła to zrobić.
Spadali, zdecydowanie spadali. To nie wróżyło niczego dobrego, nie potrafiła sobie jednak przypomnieć podobnej sytuacji. Na pewno zbladła, jej twarz przybrała kolor papieru, tyle, że nie mógł tego zobaczyć, póki panowała ciemność, może to i lepiej, nie znosiła, kiedy ktoś widział, że nie do końca ma kontrolę nad otoczeniem.
- To statystycznie, typowe uczucie. Nic nam nie będzie. - Mruknęła cicho, bo naprawdę chciała w to uwierzyć. Bardzo. Bletchley bała się wysokości, a tak się składało, że właśnie spadali, więc nie było to szczególnie dobrym połączeniem.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control