25.03.2025, 10:01 ✶
– Nie. Zwykle przychodzą tylko głosy i obrazy – odparła Brenna z westchnieniem. Żałowała, że nie mogła pomóc Laurentowi bardziej: najwyraźniej nie była w tym dostatecznie dobra albo szukała nie tego, co potrzeba. I naprawdę martwiło ją, że nie była w stanie dać mu niczego, czego by potrzebował, aby jakoś wybrnąć z tej sytuacji. Czuła się w tej chwili wybitnie bezużytecznie, ale to nie był pierwszy raz w jej życiu. – Od paru miesięcy… próbuję przebijać tę barierę – przyznała z pewnym wahaniem, kiedy Laurent zdradził, że człowiek, który napisał tę wiadomość, był oklumentą. Starała się rozwijać widmowidzenie od dawna, choć nie chwaliła się tym jakoś, nie tylko by nie było wiadome, ile umie, ale też ot na wypadek, gdyby poniosła porażkę. A szczególnie mocno zależało jej na tym odkąd na początku maja spróbowała z różdżkami, a one okazały się dobrze zabezpieczone, prawdopodobnie przez oklumentów właśnie. – Przepraszam, może ktoś bardziej wrażliwy na wszystkie aspekty trzeciego oka będzie mógł ci pomóc bardziej. Chociaż możliwe, że hm… ci ludzie spodziewali się, że spróbujesz czegoś takiego i po prostu zachowali ostrożność.
Sama tak robiła. Jeśli coś komuś chciała podarować, pilnowała, by nie mieć tego przy sobie przy żadnych rozmowach, uważała na osobiste przedmioty, których zresztą nie miała bardzo wiele, listy wysyłała zwykle natychmiast po napisaniu.
– Na przyszłość, takie rzeczy jak ten bukiet też mogą być przekaźnikiem. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale mam trochę wrażenie, że chociaż nie czuję emocji, to zwykle właśnie kiedy te są przy czymś silne, odciskają swoje piętno.
A trzymając taki bukiet ten mężczyzna pewnie je odczuwał. W końcu nie bez powodu postanowił wysłać go Laurentowi: to nie była tylko groźba, a coś, co miało pewnie Prewettem wstrząsnąć. Zła wola mogła pozostać na tych płatkach.
– Mogę pomóc ci jeszcze w jakiś sposób? – spytała, rozkładając ręce, trochę bezradnie.
Sama tak robiła. Jeśli coś komuś chciała podarować, pilnowała, by nie mieć tego przy sobie przy żadnych rozmowach, uważała na osobiste przedmioty, których zresztą nie miała bardzo wiele, listy wysyłała zwykle natychmiast po napisaniu.
– Na przyszłość, takie rzeczy jak ten bukiet też mogą być przekaźnikiem. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale mam trochę wrażenie, że chociaż nie czuję emocji, to zwykle właśnie kiedy te są przy czymś silne, odciskają swoje piętno.
A trzymając taki bukiet ten mężczyzna pewnie je odczuwał. W końcu nie bez powodu postanowił wysłać go Laurentowi: to nie była tylko groźba, a coś, co miało pewnie Prewettem wstrząsnąć. Zła wola mogła pozostać na tych płatkach.
– Mogę pomóc ci jeszcze w jakiś sposób? – spytała, rozkładając ręce, trochę bezradnie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.