Norka nie byłaby w stanie wyśmiać Erika. Za bardzo go lubiła, żeby się z niego naśmiewać. Tak właściwie, to chyba nie byłaby w stanie wyśmiać kogokolwiek. To nie był ten typ człowieka, raczej na wszystko po prostu reagowała uśmiechem i poklepywała po plecach aprobując każdy głupi pomysł.
Przystanęła na moment, kiedy usłyszała jego kolejne słowa. - Faktycznie, jaka ze mnie gapa, jak mogłabym zapomnieć o najważniejszym, przepraszam, zaliczyłam jakieś zaćmienie umysłowe mój drogi. Obiecuję poprawę. - Uśmiechnęła się serdecznie do przyjaciela. Czasami miała tak dobre dni jak ten, kiedy mogłaby go komplementować godzinami, bo Erik miał tyle zalet, że ciężko było je ograniczyć czasowo. - Co to za pesymistyczne myślenie! Trochę optymizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, akurat na temat tej wsi nie czytałam specjalnie zbyt wiele, ale jestem przekonana, że znajdziemy ten krzak. Zresztą Ty i ja, razem, to musi się udać! - Widać było, że panna Figg nie bierze nawet innej wersji pod uwagę.
- Nie znam jej w sumie. Słyszałam, tak jak mówisz, że jakaś badaczka, ale czym konkretnie się zajmowała, co mogła wiedzieć? Nie mam pojęcia. Musiało to być coś istotnego, skoro ją tak potraktowali, miała sporo szczęścia, że jej nie zabili jak innych. - Powiedziała jeszcze do Erika. W sumie zastanawiała się kim była Arabella, czym się zajmowała i w jaki sposób mogła zaszkodzić Czarnemu Panu. - Mam wrażenie, że teraz wszędzie ludzie dzielą się na dwa obozy, pozostaje czekać, aż to eskaluje i nie będą w stanie ze sobą pracować. Wtedy to już chyba będzie oficjalna wojna? - Spojrzała na Longbottoma pytająco, jakby czekała na potwierdzenie, że to, co myśli ma jakiś sens. Erik jakoś tak zawsze wydawał się jej mądrzejszy niż ona sama. Ceniła sobie bardzo jego opinię. Bała się, że ten moment, kiedy konflikt zacznie być oficjalny zbliża się już wielkimi krokami. W końcu ataków było coraz więcej, póki co poplecznicy Voldemorta nosili maski, ale pod tymi maskami był osoby, które mogły gościć w ich życiu na co dzień. Tego się chyba najbardziej obawiała, że ktoś jej bliski, czy choćby znajomy okaże się jedną z takich osób. W końcu nie miała jak właściwie odciąć ich ze swojego życia, póki się nie ujawnili. Bała się, że się na kimś zawiedzie.
- Tak, chodźmy w głąb lasu. Jest tam ciemniej, wilgotniej, może gdzieś będą jakieś bagna, to powinno służyć rozwojowi tego ziela. - Norka uważała, że odpowiedzialność za rozpoznanie rośliny leży na jej barkach, bo to ona z ich dwójki miała jakiekolwiek kompetencje w tej dziedzinie. Nie zamierzała obarczać Erika szybkim nadrobieniem zielarstwa przed podróżą, to było zdecydowanie niepotrzebne. On się tutaj znalazł jako jej własny, prywatny ochroniarz i zapewne niejedna osoba jej tego zazdrościła. - Oczywiście mój drogi, uważam, że zdecydowanie lepiej, jeśli to ja zajmę się roślinami, jednak mam w tym doświadczenie od lat. - Uśmiechnęła się jeszcze do niego.
Powoli, coraz bardziej wchodzili w głąb lasu. Norka nasłuchiwała, czy przypadkiem gdzieś obok nie słychać szumu wody, mieliby wtedy miejsce, w którym prawdopodobnie mogli znaleźć zioło. - Niestety Accio w przypadku roślin nie działa, chociaż też nad tym ogromnie ubolewam. - Jakie życie byłoby wtedy proste, gdyby można było wykorzystywać zaklęcie własnie w ten sposób.
Rozglądała się uważnie wokół siebie, żeby przypadkiem nie przeoczyć żółtego kwiatka, jednak jak na razie nigdzie nie było go widać. Była jednak tak bardzo zapatrzona w to, co ma pod stopami, że przestała patrzeć dalej. Już miała zrobić krok, kiedy zobaczyła rękę Erika, która znalazła się tuż przed nią. Mało brakowało, a zjechałaby na dupie z wielkiej skarpy. - Merlinie, blisko było. - Rzekła do przyjaciela i odetchnęła głęboko. - Czasami jestem ślepa, dobrze, że mam Cię tu ze sobą. - Taki przyjaciel to prawdziwy skarb. - Spójrz tam niżej, wydaje mi się, że jest tam rzeka. - Pokazała ręką coś co znajdowało się na dole skarpy. - Wydaje mi się, że nas to nie ominie. - Skarpa była spora, jednak nie wyglądała na taką, która miałaby ich pokonać.