25.03.2025, 11:39 ✶
Nie było nic lepszego niż piątkowy wieczór spędzony w Rejwachu, akurat kiedy zaczynała się jesień. Zgodnie z założeniami, populacja miernych ojców zwiększała się i nawet nie było szkoda tych wszystkich podrośniętych gnojków, które łykały eliksir wielosokowy albo doprawiało sobie wąsy, żeby wypić prawdziwe, Nokturnowskie szczyny z poważnego baru. Ostatecznie gównażeria przecież zawsze wybierała monopolowy dwadzieścia metrów w dół ulicy, bo o wiele przyjemniej było im się zaszyć w jednej z pobliskich bram lub opuszczonych podwórek, bojąc się by w knajpie nie nakrył ich zbłąkany stary.
Teraz, nawet jeśli roboty było wprost proporcjonalnie do dnia, pory i nowego kwartału, uwijała się sprawnie i bez niepotrzebnej ślamazarności, chyba tylko dlatego że po drugiej stronie lady siedziała Nico i grały w warcaby. Sena namówiła ją do tego, chyba bardziej dla własnej uciechy i próby lepszej socjalizacji dziewczyny, a proste przestawianie pionków wydawała się wystarczająco prostą czynnością, by resztę przestrzeni między nimi wypełnić jakąś niezobowiązującą rozmową.
Trochę szydziła z kolekcji kapeluszy Tarpa, trochę chwaliła jego umiejętność robienia ludzi w wała, a trochę też chwaliła ostatnie popisy kulinarne Lewisa. I narzekała na szczuroszczety, panoszące się w piwnicy. Nic, co wyrywałoby się znacząco ponad normę, no może oprócz tego, że wybrała dla Keyleth najczystszą szklankę jaką miała na stanie (wyczyściła ją zaklęciem, zamiast półbrudną szmatą).
Jej uwagę od dziewczyny, i wznowionego panoszenie się Woody'ego, kiedy skończył swoje negocjacje, wreszcie oderwał dramatyczny głos, którzy przebił się nad gaworzący w Rejwachu tłum. Gramofon zakrztusił się, jak zawsze, a Enjorlas wykorzystał moment i szarpnął za struny lutni, też jak zawsze. Asena natomiast wykorzystała moment, kiedy Yako również obejrzała się na delikwenta, żeby zabrać z planszy kolejny już pionek i schować go do kieszeni.
- Pali! Cała ulica pali! Wiwern już...!
- Wiwern?! KURWA WRESZCIE! - podchwyciła nagle Greyback, jakby jej głowa zgrabnie ominęła tak samo dramatyczny ton jegomościa, jego panikę w głosie i subtelną nutkę strachu, którą wmieszał w zatęchły zapach Rejwachu.
Teraz, nawet jeśli roboty było wprost proporcjonalnie do dnia, pory i nowego kwartału, uwijała się sprawnie i bez niepotrzebnej ślamazarności, chyba tylko dlatego że po drugiej stronie lady siedziała Nico i grały w warcaby. Sena namówiła ją do tego, chyba bardziej dla własnej uciechy i próby lepszej socjalizacji dziewczyny, a proste przestawianie pionków wydawała się wystarczająco prostą czynnością, by resztę przestrzeni między nimi wypełnić jakąś niezobowiązującą rozmową.
Trochę szydziła z kolekcji kapeluszy Tarpa, trochę chwaliła jego umiejętność robienia ludzi w wała, a trochę też chwaliła ostatnie popisy kulinarne Lewisa. I narzekała na szczuroszczety, panoszące się w piwnicy. Nic, co wyrywałoby się znacząco ponad normę, no może oprócz tego, że wybrała dla Keyleth najczystszą szklankę jaką miała na stanie (wyczyściła ją zaklęciem, zamiast półbrudną szmatą).
Jej uwagę od dziewczyny, i wznowionego panoszenie się Woody'ego, kiedy skończył swoje negocjacje, wreszcie oderwał dramatyczny głos, którzy przebił się nad gaworzący w Rejwachu tłum. Gramofon zakrztusił się, jak zawsze, a Enjorlas wykorzystał moment i szarpnął za struny lutni, też jak zawsze. Asena natomiast wykorzystała moment, kiedy Yako również obejrzała się na delikwenta, żeby zabrać z planszy kolejny już pionek i schować go do kieszeni.
- Pali! Cała ulica pali! Wiwern już...!
- Wiwern?! KURWA WRESZCIE! - podchwyciła nagle Greyback, jakby jej głowa zgrabnie ominęła tak samo dramatyczny ton jegomościa, jego panikę w głosie i subtelną nutkę strachu, którą wmieszał w zatęchły zapach Rejwachu.