25.03.2025, 11:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2026, 07:59 przez Lewis McKinnon.)
— O przeszłości słów kilka —
Jeśli zapytać Lewisa, co robił przed Rejwachem lub jak tam trafił, powie, że masz się nie interesować, bo kociej mordy dostaniesz. Nawet jeżeli to tajemnica poliszynela, że kucharz, jak każdy porządny człowiek z Nokturnu, siedział w magicznym areszcie. To nie tak, że Lewis wstydzi się odsiadki. On się wstydzi, że go złapano. Dyshonor dla niego, dla Kościanego Zamtuzu i dla świerszcza. Nie tylko ograniczyło to jego możliwości w światku przestępczym, ale również przekreśliło możliwość pracy w lokalach, o których marzył całe, cokolwiek krótkie życie.
Nie miał smutnego dzieciństwa. Było biedne, ale nie smutne. Zahartowało go w znoszeniu niedogodności, przygotowało do trudnej dorosłości, ale było też pełne śmiechu, psikusów i dzielenia się jedzeniem, które tak ukochał. Dobrze wspomina czasy beztroskie, gdy plątały mu się patykowate kończyny, a słońce opalało jego skórę na skwarkę, gdy krzyczało się pod oknem, żeby ktoś zrzucił picie.
Hogwart był po prostu etapem do przeżycia. Nie był dobrym uczniem, bo wiedział, że nic z tego nie będzie, zresztą zbyt często lądował na dywaniku przez bójki, żeby przejmować się jakimiś owutemami. Wystarczyło, że zdał i skończył szkołę. I tak nie uczyli tam niczego pożytecznego, poza wiedzą, że rodzinna wiedza o Nekromancji jest, coś, bardzo nielegalna. To warto było wiedzieć.