25.03.2025, 13:51 ✶
Bulstrode sam w sobie nie miał wiele wspólnego z tym co działo się właśnie w Londynie, ale rozumiał. Rozumiał bardzo dobrze tę złość i nienawiść, tę panikę która rodziła się w głowach zwykłych cywili, których otaczał teraz ogień i gryzący dym. Rozumiał to dlatego, ze sam miał tendencje do reagowania w sposób gwałtowny, a może przez to podejrzewał że gdyby był na miejscu odchodzącego w dym mężczyzny, sam wyładowałby złość na pierwszym lepszym który nadawał się na winnego. Tak samo rozumiał dlatego, że większość swojego życia spędził na sprawnym unikaniu głębszego myślenia o tym, co działo się dookoła niego. Omijania tego, co mogło dotyczyć jego przyjaciół, którzy przecież nosili nazwiska rodów tak mocno zakorzenionych w tradycji i czystokrwistych przekonaniach. Borgin, Lestrange, Rookwood. Byli jak cień, który kładł się na niego od momentu, kiedy postawił swoją stopę w szkolnych murach, ale... cholera, nigdy nie mógł myśleć o nich, że byliby jego wrogami. Nawet kiedy patrzył na Stanleya na scenie Dziurawego Kotła w lipcu, wciąż tkwiła w nim jakaś niepewność i rozdarcie.
Może dlatego nigdy nie zaprosili go do zanurzenia się w pełni w ich świecie, przyjęcia znaku i założenia maski. Bo nawet jeśli był im oddany, brakowało w nim odpowiedniego zacięcia i pewności. Wrodzonej wyższości, która pozwalałaby mu patrzeć z góry na osoby o innym statusie krwi, albo by być zwyczajnie bezwzględnym wobec tych, którzy odwracali się od niego.
Machnął różdżką, chcąc wyczarować na twarzy chustę, która chociaż trochę ograniczyłaby drażniące działanie dymu, kiedy wkroczyli w jego stłumione opary. Ale wciąż jej słuchał, bo szli dostatecznie blisko by wyłapać wymruczane przez nią słowa.
- To nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia kto, ważne żeby się bali. Bo strach potrafi zdławić większość bohaterskich odruchów. Nie boisz się o siebie? Bój się o swoją rodzinę, ona też jest zagrożona. Strach sprawi, że większość mu się podporządkuje, że nie kiwnie palcem i się nie sprzeciwi. To pokaz siły, nic więcej - odpowiedział na jej słowa, z pewnym zniesmaczeniem w głosie. - A kto wie, może jego faktyczni poplecznicy nie mają się aż tak czym martwić.
kształtowanie na wyczarowanie chusty na twarzy bo mnie dym w gardziołko drapie
Może dlatego nigdy nie zaprosili go do zanurzenia się w pełni w ich świecie, przyjęcia znaku i założenia maski. Bo nawet jeśli był im oddany, brakowało w nim odpowiedniego zacięcia i pewności. Wrodzonej wyższości, która pozwalałaby mu patrzeć z góry na osoby o innym statusie krwi, albo by być zwyczajnie bezwzględnym wobec tych, którzy odwracali się od niego.
Machnął różdżką, chcąc wyczarować na twarzy chustę, która chociaż trochę ograniczyłaby drażniące działanie dymu, kiedy wkroczyli w jego stłumione opary. Ale wciąż jej słuchał, bo szli dostatecznie blisko by wyłapać wymruczane przez nią słowa.
- To nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia kto, ważne żeby się bali. Bo strach potrafi zdławić większość bohaterskich odruchów. Nie boisz się o siebie? Bój się o swoją rodzinę, ona też jest zagrożona. Strach sprawi, że większość mu się podporządkuje, że nie kiwnie palcem i się nie sprzeciwi. To pokaz siły, nic więcej - odpowiedział na jej słowa, z pewnym zniesmaczeniem w głosie. - A kto wie, może jego faktyczni poplecznicy nie mają się aż tak czym martwić.
kształtowanie na wyczarowanie chusty na twarzy bo mnie dym w gardziołko drapie
Rzut PO 1d100 - 81
Sukces!
Sukces!