W takim razie - Brenna - potrafiła upiec dużo więcej, niż Borgin, który próbował tylko piec ciasteczka ze swoją chrześnicą. Poszło trochę ciężko i nie było przy tym żadnych sukcesów. To jednak była historia na kiedy indziej, wszak teraz mieli poważniejsze problemy, ot chociażby wielki tort, który krył cukiernicze tajemnice.
Stanley udało się usłyszeć stłumione dźwięki ze środka. Czyli to była prawda - Brunon chciał zamienić swoją żonę w wielki tort. Może była jego skarbem? Wszyscy wiedzieli, że skarby należało zakopać, a nie zamienić w wielkie dzieło z dziedziny cukierniczej.
Z niemal chirurgiczną precyzją, a raczej taką, którą udało mu się wynieść z kursów pierwszej pomocy, postarał się rozciąć tort, co by dostać się do środka. Borgin nie zamierzał ukrywać, że stresował go fakt posiadania Longbottom za swoimi plecami. Zupełnie jakby miała oceniać każdy jego ruch, krok i cięcie. Merlin mu świadkiem, że chciał dobrze i nie musiała go świdrować wzrokiem. Może to już była paranoja?
Zapewne tak.
W kilka minut później udało się rozciąć tort bez żadnych szkód. W środku rzeczywiście znajdowała się przerażona kobieta, która próbowała ratować się ucieczką. Na całe szczęście udało się ją powstrzymać, a ta uspokoiła się odrobinę na widok brygadzistów, którzy zdawali się panować nad całą sytuacją.
Na miejsce zostało wezwane wsparcie, które miało zająć się żoną pana Brunona, a pozostali funkcjonariusze zajęli dokumentowaniem zajścia. Krótki opis tego, trochę dłuższy tamtego. Ktoś nawet zrobił jakieś zdjęcie, które miało być dowodem zaistniałych wydarzeń. Stanley z Brenną również prowadzili skrzętne notatki, wszak musiał powstać z tego raport.
Borgin odmówił propozycji jednego z brygadzistów, aby zostać w świętym Mungu na obserwacji. Nie czuł się jakoś źle. Trochę bolało to fakt ale chciał się już po prostu znaleźć w domu. Na brodę samego Merlina, ile można było Ten wieczór był zdecydowanie za długi, więc pobieżny raport medyczny do raportu musiał wystarczyć.
O Longbottom nawet nie musiał się martwić, ponieważ ona zdążyła opuścić szpital w mgnieniu oka. Zanim Stanley się rozejrzał wokół, Brenny już nie było.
Nim nastał świt, wszyscy zdążyli powrócić do Ministerstwa. Chcąc, nie chcąc, udało im się złożyć obszerny raport o zaistniałej sytuacji. Co by nie mówić - to wezwanie nie wypadło, aż tak źle... ale Stanley wolał nie angażować się w żadne patrole przy akompaniamencie Brenny... Ona musi przyciągać nieszczęście, problemy, a przede wszystkim nadgodziny.
Tego wszystkiego był właśnie pewien. Borgin był pewny jeszcze jednego - faktu, że mimo wszystko ocaliła mu dzisiaj życie. Nigdy nie było wiadome do czego był zdolny Brunon. Może zabrzmi to dziwnie ale przez myśli Ślizgona przeszła jedna, krótka myśl - Brenno, dziękuje. Dobrze, że nie musiał tego powtarzać na głos wśród korytarzy Ministerstwa.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972