25.03.2025, 21:04 ✶
Nadszedł czas próby. Charlie nie do końca wiedział, co czuł, bo podekscytowanie mieszało się z obawą, że zawiedzie, chęć sprawdzenia się nie ustępowała kropelkom potu, które spływały po jego skroniach na samą myśl o zbliżeniu się do ognia. Londyn płonął, by pokazać wszystkim, że skończył się czas dominacji tych, których krew zabrudzona była niemagiczną słabością. Nadszedł czas prawdziwych czarodziejów.
Krzyk, trzask ognia, huk, gdy walił się kolejny budynek - odgłosy przerażały, lecz młody Mulciber wiedział, że to jedyna droga. Oczyścić miasto w ogniu ich chwały było łatwo i Charles naprawę cieszył się, że stanął po właściwej stronie. Nie znaczyło to jednak, że nie martwił się o brata, siostrę, Scyllę i przede wszystkim ojca. Było to poświęcenie, na które musiał być gotowy.
Wezwanie do akcji przyszło niespodziewane, lecz jednocześnie było wyczekiwane, a kiedy stawił się do akcji i zakrył twarz maską... Czy nie po to uczył się tych wszystkich zaklęć w Durmstrangu? Miał być obrońcą i nim właśnie został, gdy zakrył się czarnymi szatami, stając w armii, która miała wyzwolić ich świat. Nie wszyscy jeszcze to rozumieli, więc anonimowość była konieczna. Mimo to, wiedział, kim był jego towarzysz i czuł się dużo pewniej wiedząc, że Rudolphus jest tuż obok. Pozwolił mu dowodzić, bo przecież sam nie miał doświadczenia w służbie ich przywódcy. Czarny Pan był istotą genialną, ale jednocześnie przerażającą, był liderem, któremu warto służyć, lecz teraz to Rolph decydował o najbliższych krokach.
- Tak jest. - Przyjął polecenie, dostając się do kamienicy i razem z towarzyszem wspinając po schodach. Nie planował zostać mordercą tej nocy, lecz kiedy naprzeciw nich stanęła osoba, która mogła stać się potencjalną przeszkodą do osiągnięcia celu, zadziałał instynktownie. Nie potrzebował pomocy różdżki, uniósł tylko dłoń, by skierować jej wnętrze ku przeciwnikowi.
Działał bez zastanowienia, chciał go powstrzymać, nie sprawdzając nawet, kim był nadchodący. Chciał, by się cofnął i został tam, gdzie miał upaść. Zamierzał wyczarować utkane z magii więzy, które miały trafić przeciwnika i opleść go jak wąż dusiciel, skrząc się przy tym energią godną pioruna, która miała dodatkowo porazić nieszczęśnika. Musieli dostać się do aparatów na poddaszu.
Kształtowanie na stworzenie elektrycznych więzów, 3 kropki
Krzyk, trzask ognia, huk, gdy walił się kolejny budynek - odgłosy przerażały, lecz młody Mulciber wiedział, że to jedyna droga. Oczyścić miasto w ogniu ich chwały było łatwo i Charles naprawę cieszył się, że stanął po właściwej stronie. Nie znaczyło to jednak, że nie martwił się o brata, siostrę, Scyllę i przede wszystkim ojca. Było to poświęcenie, na które musiał być gotowy.
Wezwanie do akcji przyszło niespodziewane, lecz jednocześnie było wyczekiwane, a kiedy stawił się do akcji i zakrył twarz maską... Czy nie po to uczył się tych wszystkich zaklęć w Durmstrangu? Miał być obrońcą i nim właśnie został, gdy zakrył się czarnymi szatami, stając w armii, która miała wyzwolić ich świat. Nie wszyscy jeszcze to rozumieli, więc anonimowość była konieczna. Mimo to, wiedział, kim był jego towarzysz i czuł się dużo pewniej wiedząc, że Rudolphus jest tuż obok. Pozwolił mu dowodzić, bo przecież sam nie miał doświadczenia w służbie ich przywódcy. Czarny Pan był istotą genialną, ale jednocześnie przerażającą, był liderem, któremu warto służyć, lecz teraz to Rolph decydował o najbliższych krokach.
- Tak jest. - Przyjął polecenie, dostając się do kamienicy i razem z towarzyszem wspinając po schodach. Nie planował zostać mordercą tej nocy, lecz kiedy naprzeciw nich stanęła osoba, która mogła stać się potencjalną przeszkodą do osiągnięcia celu, zadziałał instynktownie. Nie potrzebował pomocy różdżki, uniósł tylko dłoń, by skierować jej wnętrze ku przeciwnikowi.
Działał bez zastanowienia, chciał go powstrzymać, nie sprawdzając nawet, kim był nadchodący. Chciał, by się cofnął i został tam, gdzie miał upaść. Zamierzał wyczarować utkane z magii więzy, które miały trafić przeciwnika i opleść go jak wąż dusiciel, skrząc się przy tym energią godną pioruna, która miała dodatkowo porazić nieszczęśnika. Musieli dostać się do aparatów na poddaszu.
Kształtowanie na stworzenie elektrycznych więzów, 3 kropki
Rzut Z 1d100 - 76
Sukces!
Sukces!