• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[08.09.1972] We fight fire with silence and pray somebody hears || Roise & Geraldine

[08.09.1972] We fight fire with silence and pray somebody hears || Roise & Geraldine
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#6
25.03.2025, 22:09  ✶  

Mimo, że na niebie można było dostrzec ciemne chmury, które przysłaniały Londyn, to ta noc nie była ciemna. Zewsząd dochodziły jasne błyski, spowodowane płomieniami pochłaniającymi kolejne kamienice. Nie była to też chłodna, jesienna noc, ciepło biło ze wszystkich świąt, jednak nie było to takie ciepło, którego pragnęli ludzie, to przypominające ciepłe, letnie wieczory. Był to żar, który miał odbierać życia, niszczyć wszystko, co stanęło na jego drodze, był to śmiercionośny ogień.

Zewsząd można było usłyszeć krzyki, podniesione głosy, nie były to jednak typowe dźwięki, które rozchodziły się po mieście, te które zwiastowały dobrą zabawę, był to odgłos tragedii, która właśnie się rozgrywała, tragedii setek, a może tysięcy osób. Nie miała pojęcia, ilu z nich przeżyje, ilu zginie. Wolała w tej chwili o tym nie myśleć.

Mieli szansę odetchnąć, chociaż może nie do końca, bo przecież przez ten dym nie dało się tak naprawdę oddychać, zaciągać powietrzem, ale tutaj było mniej ludzi. Nikt na nich nie napierał, nie musieli się martwić póki co, czy uda im się uciec przed spanikowanymi ludźmi. To było całkiem przyjemnym uczuciem, bo przez ostatnią chwilę czuła, że znajdują się w potrzasku, ale jakoś udało im się uciec z miejsca, w którym znaleźli się wszyscy okoliczni mieszkańcy.

Nie brała pod uwagę w ogóle możliwości, że mieliby się rozdzielić, że któreś z nich miałoby zostać w tyle, bo znaleźli się tutaj razem. Wiedziała, że ma nad nim przewagę fizyczną, ale nigdy w życiu nie uciekłaby stąd sama, nie zaryzykowałaby jego życia. Jeśli mieli dzisiaj umrzeć, to zrobią to razem. Nie dopuszczała w ogóle innej wersji. Zresztą, śmierć była ostatecznością, póki co wierzyła, że uda im się stąd wydostać, mieli ku temu odpowiednio umiejętności, jeśli ktoś miał przeżyć coś takiego, to oni.

Nie bała się tego, że może się uszkodzić. Wiele razy przecież zdarzało jej się doświadczać fizycznego bólu, nie bała się go zupełnie, wiedziała, że prędzej, czy później minie, dużo bardziej przerażało ją to, co może stać się z ich psychiką. Te rany zasklepiały się dużo dłuższej, w przypadku kiedy na każdym kroku wiedzieli tragedię, ciężko będzie się im z tego otrząsnąć. To ją przerażało, a nie ewentualne obrażenia, które nie byłyby dla niej niczym nowym.

Wydawało jej się, że powinni stąd odejść, to było racjonalne, przynajmniej na samym początku. Do momentu, w którym nie zobaczyła tej kobiety. To był odruch. Jasne powinna się skupić na swoich najbliższych, tyle, że tutaj nie było nikogo więcej, tylko oni, a tamta znajdowała się w niebezpieczeństwie. Wyzywana od mugolaków, jakby miała wpływ na to, kim się urodziła. Nikt inny nie mógł jej pomóc. To nie był żywioł, który mógł skrzywdzić każdego, a człowiek, którego mogłaby od niej odciągnąć. Pomóc jej gdy tego potrzebowała. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby przeszła obojętnie. Nie zamierzała przecież skakać dla niej w ogień, prawda? To miała być chwila, krótka chwila, dzięki której tamta mogłaby uniknąć niechcianej sytuacji.

Poczuła, że dłonie Ambroisa zacisnęły się mocniej na jej talii. Próbował ją zatrzymać, próbował ją zatrzymać po tym, jak wspomniała o tym, że mogą pomóc tej kobiecie. Nie spodziewała się tego, ale może powinna? Już zaliczyli kłótnię o podobną sytuację, wtedy wszystko zaczęło się sypać, gdy postanowiła pomóc niewinnym podczas starcia z śmierciożercami, wtedy gdy oberwała zaklęciem i omal nie przypłaciła tego życiem.

Nie byłaby jednak sobą, gdyby nie spróbowała czegoś zrobić. Ambroise mógł ją spróbować trzymać, ale kurwa mać, tamta kobieta była sama, to zajęłoby tylko krótką chwilę. Nie mogła odpuścić, nie tym razem. Yaxleyówna spróbowała mu się wyrwać, wiedziała, że nie przejdzie to bez echa, na pewno się na nią wkurwi, że zareagowała nieprzemyślanie, ale nie wybaczyłaby sobie, gdyby nie spróbowała jej pomóc. Była uparta, zawsze stawiała na swoim, nie zamierzała tym razem tego nie zrobić. Musiała spróbować jej pomóc. Nie było to do końca przemyślane, bo ryzykowała, ale miała to w głębokim poważaniu.

Czy jej się udało wyrwać, czy nie, było jednak za późno na reakcję. Posypał się strop, budynek przed nimi się zwalił i odciął przejście. Nie miała szansy dotrzeć do niej na czas, już niczego nie mogła zrobić. Tamci zniknęli za ścianą gruzu.

Nie miała jak znaleźć się koło nich, nie miała jak zareagować. Zrobiła to zbyt późno, Roise jej przeszkodził próbując ją zatrzymać. Zawiodła. Była zła, wkurwiona na siebie, że nie zareagowała szybciej. Może nie miała wpływu na walące się budynki, na ludzi, którzy umierali zagrzebani pod cegłami, czy płonącymi w pożarze, ale w tej sytuacji mogła coś zrobić, gdyby tylko szybciej postanowiła się ruszyć.

Odwróciła się do mężczyzny i posłała mu krótkie spojrzenie. Mógł dostrzec rozczarowanie w jej oczach, nie skomentowała jednak tego w tej chwili, to nie był odpowiedni moment. Najwyraźniej mieli jeszcze sporo do przedyskutowania, ale nie teraz, teraz musieli wrócić do tego, co robili przed chwilą, musieli dotrzeć do jej mieszkania przy Horyzontalnej, sprawdzić, czy stoi i wyciągnąć stamtąd jej brata.



Rzut W 1d100 - 95
Sukces!
◉◉◉◉◉ na AF, próba wyrwania się Roisowi



// Zawady: Uparciuch, porywczy
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (5990), Geraldine Greengrass-Yaxley (3153)




Wiadomości w tym wątku
[08.09.1972] We fight fire with silence and pray somebody hears || Roise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 24.03.2025, 15:37
RE: [08.09.1972] We fight fire with silence and pray somebody hears || Roise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.03.2025, 23:30
RE: [08.09.1972] We fight fire with silence and pray somebody hears || Roise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 25.03.2025, 00:59
RE: [08.09.1972] We fight fire with silence and pray somebody hears || Roise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.03.2025, 12:03
RE: [08.09.1972] We fight fire with silence and pray somebody hears || Roise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 25.03.2025, 14:25
RE: [08.09.1972] We fight fire with silence and pray somebody hears || Roise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.03.2025, 22:09
RE: [08.09.1972] We fight fire with silence and pray somebody hears || Roise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 25.03.2025, 23:14
RE: [08.09.1972] We fight fire with silence and pray somebody hears || Roise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.03.2025, 23:53
RE: [08.09.1972] We fight fire with silence and pray somebody hears || Roise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 26.03.2025, 00:28

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa