Słońce przesuwało się za oknem coraz wyżej, co sugerowało, że poranek już dawno był za nimi. Zresztą spędzili ten dzień całkiem intensywnie, pogodzili się, zdążyli nacieszyć się sobą, odespać noc, później zjeść śniadanie. Był to naprawdę dobry dzień, a miał być tylko lepszy, bo wybierali się na randkę. Druga w tym tygodniu. Co było dosyć zabawne, bo raczej nie robili takich rzeczy. Nie chadzali na oficjalne randki, nigdy tego nie nazywali w ten sposób. Spędzali ze sobą dni, noce, miesiące, lata, ale nie robili tego w ten dziwny sposób. Dosyć szybko ze sobą zamieszkali, nie oznaczało to, że nie spędzali ze sobą czasu w różnych miejscach, nigdy wcześniej jednak nie odczuwali potrzeby nazywania tego w ten śmieszny sposób.
Coś się zmieniło, tak jak oni się zmienili, nie dało się tego nie zauważyć. Nie, żeby jej to przeszkadzało, nie kiedy chodziło raczej o takie drobnostki, które swoją drogą mogły być zmianą na lepsze.
Całkiem przyjemnie było bowiem od czasu do czasu pójść na randkę ze swoim chłopakiem, czyż nie? Tak jak robiły to te wszystkie oficjalne pary. To była całkiem miła odmiana.
Właśnie to ich jeszcze czekało. Mieli pójść do kina, później coś zjeść. Dzień zapowiadał się całkiem przyjemnie.
Geraldine póki co leżała jeszcze na łóżku, obserwowała Roisa, który powoli zbierał się do wyjścia. Musiał coś załatwić, nie pytała o co chodziło, nie widziała takiej potrzeby. Grunt, że za chwilę znowu mieli się spotkać. Widziała, że przyglądał się jej w lustrze, zupełnie przypadkiem odwróciła się wtedy jeszcze bardziej w jego stronę, aby miał lepszy widok na jej nagie ciało, bo czemu by nie.
Nie, żeby go prowokowała, nie śmiałaby... Tak, jasne.
- Wystarczyłoby mi pół. - Nie należała do tej grupy osób, która przeznaczała jakieś horrendalne ilości czasu na przygotowanie się do wyjścia. Jasne, to miała być randka, ale Yaxleyówna po ostatnim ich wspólnym wyjściu nie zamierzała sięgać po sukienkę, bardzo dobrze pamiętała, jak ono się skończyło. Spodnie były jej przyjaciółmi, nie zamierzała ubierać tych skórzanych, bo bardzo trudno się je ściągało, z czym mieli już dość sporo doświadczenia, którego wolała nie powtarzać, a czuła, że pewnie będą mieli problem z tym, aby trzymać ręce przy sobie, gdy już znajdą się ponownie w mieszkaniu. Cóż, nie wątpiła w to, że wrócą razem do domu. To miała być ich nowa teraźniejszość, w której znajdowali się razem, wracali powoli do pewnych zwyczajów.
- Czterdzieści pięć minut będzie w porządku. Będę na Ciebie czekać. - Wszak musiała się jedynie nieco ogarnąć, doprowadzić do względnego porządku, zapewne udałoby się jej to w dwadzieścia minut, jakby naprawdę się postarała. To nie było takie trudne.
- Właśnie, mam coś, co może nam się przydać. - Był to moment, w którym podniosła się do pozycji siedzącej. Nie chciała tracić z nim kontaktu, sowy, czy inne ptaki, nie zawsze mogły docierać na czas. Mogła skorzystać więc z przedmiotu, który znajdował się w jej posiadaniu. Jeśli komuś miałaby go przekazać, to właśnie jemu, zależało jej na tym, aby mogli ze sobą rozmawiać, gdy nadejdzie taka potrzeba.