- Wiem, że wiesz. - Znał ją przecież. To nie było niczym nowym. Geraldine od zawsze wykazywała się wyjątkowymi umiejętnościami, jeśli o to chodzi. Nieszczególnie przejmowała się swoją aparycją, potrafiła na najbardziej oczekiwane bale w sezonie szykować się w kilkanaście minut. Stawiała na naturalność, tak, jasne, po prostu nie znosiła siedzieć w miejscu, nie pozwalała na robienie sobie wyszukanych makijaży i tych okropnych przygotowań, chyba, że wyjątkowo zależało jej na tym, aby prezentować się nad wyraz dobrze.
Jak chociażby wtedy, na balu maskowym, kiedy miała na sobie suknię z kwiatów. Samo ogarnięcie sukni zajęło bardzo dużo czasu, bo była ona dość nietypowa. Pamiętała, że zrobiła takie wrażenie, na jakim jej zależało, przynajmniej na tej jednej osobie, która od zawsze się dla niej liczyła, mimo tego, że usilnie wmawiali sobie, że byli tylko i wyłącznie przyjaciółmi. znaleźli się wtedy bardzo blisko przekroczenia granicy, ale jakoś udało im się nad sobą zapanować, co nie zmieniało faktu, że nieco później sięgali po to, co niby było zakazane. Nie popsuło to tego, co było między nimi, bo to od zawsze miało być czymś więcej. Byli dla siebie stworzeni, mimo, że próbowali trzymać się na dystans, przynajmniej ten fizyczny, to nigdy nie było im pisane. Nie, kiedy patrzyła na niego w ten sposób.
Nie potrafili się od siebie trzymać z daleka, nawet wtedy kiedy powinni to robić, gdy rzucali w siebie piorunami z oczu, a w ich życiu zagościł chłód. Nawet wtedy przekroczyli granicę. Może o tym nie wspominali, ale wiedziała, że pamiętał. Na pewno pamiętał tę jedną, jednorazową sytuację, kiedy potraktowali się nieodpowiednio, bo w tym co ich łączyło nigdy nie chodziło tylko o płytkie pożądanie, to było dużo silniejsze, nawet jeśli o tym nie wspominali. Jeszcze nie miała pojęcia o tym, jakie konsekwencje przyniesie tamto, majowe zbliżenie. Żyła w błogiej nieświadomości.
Grunt, że w końcu wrócili do tego, co było dla nich najbardziej właściwe, że mogli napawać się swoja obecnością, cieszyć tym wszystkim i nic miało tego nie spierdolić, bo przecież byli sobie pisani. Zawsze, na zawsze, na całe życie.
Ten? Czyli jaki? - Nie mogła się powstrzymać przed komentarzem, chociaż przecież wiedziała o co mu chodzi. Mieli się rozstać tylko na kilkadziesiąt minut, nawet nie na godzinę, a już czuła niezadowolenie z tym związane. Wiedziała jednak, że nie powinna tak reagować. Roise miał poważną pracę, już niedługo to będzie dla nich normą, będą musieli przywyknąć do tego, jak wygląda ich codzienność.
- Nie powinnam tego mówić, ale czy naprawdę musimy się stąd ruszać? - Przecież całkiem dobrze było jej w ich mieszkaniu, gdzie mogli odpowiednio napawać się swoja obecnością. Nie powinni spędzać całych dni w łóżku, znowu odcinać się od świata, ale to wydawało się być najbardziej właściwe, przynajmniej dla niej, w tej chwili. Nie mogła więc powstrzymać się przed tym komentarzem.
- Półtorej godziny nie brzmi szczególnie tragicznie. - Zawsze mogło to być półtora roku, prawie dwa, czyż nie? W tym też mieli już doświadczenie.
- Nie do końca wszystko, razem mamy wszystko, sama mam tylko część tego, co może się nam przydać. - Nie zamierzała nawet udawać, że jest inaczej, bo tylko i wyłącznie razem mogli sięgnąć po to, czego naprawdę chciała. Tyle, że to nie był chyba odpowiedni moment, nie, o czym to ona właściwie mówiła? Roise potrafił bez mniejszego problemu wybić ja z rytmu.
- Prawie zgubiłam wątek, nie rozpraszaj mnie. - Rzuciła jeszcze niby z lekką pretensją w głosie, ale zabrzmiało to całkiem lekko. Podniosła się w końcu z łóżka i ruszyła do stołu, który znajdował się przy ścianie. Sięgnęła po niewielkie lusterko, które wzięła w dłoń. Odwróciła się na pięcie i podążyła w stronę mężczyzny. Nim jednak się odezwała, czy przekazała mu przedmiot stanęła tuż za nim. Mogła mu przecież nieco poprzeszkadzać w tym co robił, na pewno nie będzie miał o to pretensji. Objęła go w pasie i oparła głowę o ramię mężczyzny. Chciała jeszcze chociaż przez chwilę napawać się jego bliskością, zdecydowanie właśnie tego potrzebowała.