Beltane miało się rozpocząć już za kilkanaście godzin, a do wykonania w dalszym ciągu pozostawała całkiem pokaźna lista zadań. Większość z tego była jednak niewidoczna dla niewprawnego oka. Mowa tutaj o drobnostkach, które wbrew temu, czego można było się spodziewać, posiadały olbrzymie znaczenie. To od nich zależał efekt końcowy. I to właśnie przy dopięciu tego wszystkiego od wczesnych godzin starała się pomagać Isobell Macmillan. Ciemnowłosa kobieta zdawała się być wszędzie. Pojawiała się jakby znikąd, niezauważenie. Pomagała, odpowiadała na pytania. Była do dyspozycji każdego, kto jej potrzebował.
W tym przypadku do grona tych potrzebujących zaliczali się czarodzieje ustawiający stoły. Wysłuchała ich pytań, udzieliła kilku wskazówek. W międzyczasie zarejestrowała pojawienie się Erika i Patricka, ale nie zamierzała wszystkiego rzucić, aby poświęcić im chwilę bądź dwie. Wychodziła z prostego założenia - każdy był tak samo ważny. Nie miało znaczenia czy to auror, brygadzista, kobieta dekorująca swoje stoisko z różnościami.
Zajęło to kilka minut, ale wreszcie Isobell Macmillan odwraca się w waszym kierunku. Nie da się nie zwrócić uwagi na grację z jaką się porusza; na płynność jej ruchów. Każdy kolejny krok zdaje się niesamowicie wręcz lekkim. Chciałoby się aż spojrzeć na trawę, upewnić się czy którekolwiek zdźbło ugina się na skutek kontaktu z jej stopami. Tylko czy jest to dla was czymś nowym? Będąc związanymi z kowenem Whitecroft na pewno mieliście już okazje zawiesić na niej oko.
- Niecodziennego? Cóż niecodziennego miałoby się waszym zdaniem wydarzyć? - zadała pytanie, spojrzenie skupiając przede wszystkim na Patricku. Nie dała mu jednak czasu na udzielenie odpowiedzi, na doprecyzowanie pytania. Po chwilowej pauzie, zaczęła mówić dalej. Za chwilę będą mogli się do tego ustosunkować. - Ludzie się boją, to widać. Jest nas tutaj znacznie mniej niż w poprzednich latach. To oczywiście jest jak najbardziej zrozumiałe w świetle ostatnich wydarzeń, ale... Wasza obecność ten strach wzmaga. - święto nie powinno tak wyglądać. Zwłaszcza tak radosne święto jak Beltane, ale o tym Isobell już nie wspomniała. Odwróciła się w kierunku czarodziejów, z którymi jeszcze chwilę temu rozmawiała. Chciała upewnić się czy jej znów nie potrzebują. Nie zauważyła jednak niczego niepokojącego. Dobrze. A nawet bardzo dobrze. Wróciła więc spojrzeniem do Erika i Patricka. - Nie wiem co miałoby się wydarzyć podczas Beltane... - zabrzmiało to po części tak, jakby sama również oczekiwała jakieś wskazówki w tym temacie. Chciała się na to przygotować? - ...ale jakiekolwiek działanie przy ogniu byłoby skrajnie nierozsądne. To święta ziemia, a ogień na niej rozpalony jest ku czci Bogów. Ktokolwiek będzie w to ingerował, musi liczyć się z ich gniewem.