26.03.2025, 19:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.03.2025, 18:54 przez Asena Greyback.)
Pokiwała głową, bo niech jej będzie, że nie była. Ale w tym geście tkwiła jakaś ugodowość i pewna doza wątpliwości, jakby Asena przez grzeczność tylko nie chciała nowo poznanej dziewczynie narzucać w tym momencie zbyt wiele.
- Może jestem. Musisz go o to sama zapytać - parsknęła, prostując się za barem i wybijając palcami delikatnie krótki rytm, melodię do swojej głupiej zaczepki i próby siania ogólnie pojętej dezinformacji. - Oh, na pewno. Gdyby nie gotował, to by cię ze mną nie zostawił. Przynajmniej mam taką nadzieję, bo sama się robię powoli głodna i chętnie bym się załapała.
Rozejrzała się po wnętrzu Rejwachu kontrolnie, czy aby nie była teraz potrzebna do czegoś innego, ale widząc Woodiego w zasięgu wzroku, bez zawahania chwyciła Nico za dłoń, żeby poprowadzić na zaplecze. Skoro kapitan był na statku, to kim ona była by bronić mu kapitanować?
- Na statku? - zainteresowała się grzecznie, przepuszczając dziewczynę w progu do zejścia do piwnicy. Z boku dolatywał przyjemny zapach jedzenia, które przygotowywał McKinnon, co Greyback przyjęła ze zwyczajną ulgą. Nie będzie musiała umierać z głodu do końca zmiany. Chociaż nie tak, żeby ktokolwiek kogokolwiek był w tym przybytku zdolny powstrzymać przed wyjadaniem zapasów. - Skąd przypłynęłaś? - podjęła dalej rzucone przez rudą słowa. Skoro trafiła na podróżniczkę, to równie dobrze mogła posłuchać co tam ciekawego w świecie.
Dziewczyny zeszły po schodach do piwnicy numer jeden, gdzie atmosfera zdawała się nieco bardziej przytłumiona. Było tu spokojniej, bardziej ustronnie i przez to pusto. Większość klientów siadała na górze, o ile nie miała do załatwienia nieco bardziej dyskretnych biznesów. Nikt więc nie obserwował ich, kiedy Sena otworzyła przed Keyleth kolejne drzwi, prowadzące jeszcze niżej, tym razem do pomieszczeń dla samych mieszkańców Rejwachu i jego obsługi.
- Proszę bardzo, oto właściwa piwnica. Piwnica numer dwa? Szczurza piwnica? - zamknęła za nimi drzwi, żeby szczuroszczety nie dały nogi. - Trzy Lewis zabrał do domu, jeden... świeć Matko nad jego duszą - wykonała świątobliwy gest. - Więc zostały się pięć. Mogło być gorzej. Tego martwego wypchamy i gdzieś postawimy tylko potrzebny nam dobry taksydemista. Chcesz jednego? Żywego w sensie.
- Może jestem. Musisz go o to sama zapytać - parsknęła, prostując się za barem i wybijając palcami delikatnie krótki rytm, melodię do swojej głupiej zaczepki i próby siania ogólnie pojętej dezinformacji. - Oh, na pewno. Gdyby nie gotował, to by cię ze mną nie zostawił. Przynajmniej mam taką nadzieję, bo sama się robię powoli głodna i chętnie bym się załapała.
Rozejrzała się po wnętrzu Rejwachu kontrolnie, czy aby nie była teraz potrzebna do czegoś innego, ale widząc Woodiego w zasięgu wzroku, bez zawahania chwyciła Nico za dłoń, żeby poprowadzić na zaplecze. Skoro kapitan był na statku, to kim ona była by bronić mu kapitanować?
- Na statku? - zainteresowała się grzecznie, przepuszczając dziewczynę w progu do zejścia do piwnicy. Z boku dolatywał przyjemny zapach jedzenia, które przygotowywał McKinnon, co Greyback przyjęła ze zwyczajną ulgą. Nie będzie musiała umierać z głodu do końca zmiany. Chociaż nie tak, żeby ktokolwiek kogokolwiek był w tym przybytku zdolny powstrzymać przed wyjadaniem zapasów. - Skąd przypłynęłaś? - podjęła dalej rzucone przez rudą słowa. Skoro trafiła na podróżniczkę, to równie dobrze mogła posłuchać co tam ciekawego w świecie.
Dziewczyny zeszły po schodach do piwnicy numer jeden, gdzie atmosfera zdawała się nieco bardziej przytłumiona. Było tu spokojniej, bardziej ustronnie i przez to pusto. Większość klientów siadała na górze, o ile nie miała do załatwienia nieco bardziej dyskretnych biznesów. Nikt więc nie obserwował ich, kiedy Sena otworzyła przed Keyleth kolejne drzwi, prowadzące jeszcze niżej, tym razem do pomieszczeń dla samych mieszkańców Rejwachu i jego obsługi.
- Proszę bardzo, oto właściwa piwnica. Piwnica numer dwa? Szczurza piwnica? - zamknęła za nimi drzwi, żeby szczuroszczety nie dały nogi. - Trzy Lewis zabrał do domu, jeden... świeć Matko nad jego duszą - wykonała świątobliwy gest. - Więc zostały się pięć. Mogło być gorzej. Tego martwego wypchamy i gdzieś postawimy tylko potrzebny nam dobry taksydemista. Chcesz jednego? Żywego w sensie.