Plan był całkiem prosty, szkoda tylko, że przy pierwszej możliwej okazji zaczął się sypać. Astaroth się nie odzywał, nie miała pewności, że był w mieszkaniu, co wtedy? Jak niby znajdą go na zewnątrz. Nie mogła sobie pozwolić na opuszczenie Londynu bez niego, a to by oznaczało, że Roise musiał tu z nią zostać, bo przecież wiedziała, że bez niej nie opuści tego miasta. Reakcja łańcuchowa, której nie przewidziała. Dlaczego nic nie szło po jej myśli. Westchnęła tylko cicho, naprawdę sądziła, że tym razem wiatr nie będzie wiał jej w oczy, jak widać, grubo się pomyliła. Wszystko zaczynało się pieprzyć, a dopiero zaczynali realizować kolejne kroki ze swojego sprytnego planu.
- Triss. - Powiedziała cicho. Złapała kolejny oddech, mógł nie zrozumieć o co jej chodziło, bo znowu sięgnęła po skrót myślowy, niby rozumieli się bez słów, ale wolała dopowiedzieć to, co miała na myśli. - Triss miała zabrać psy do Snowdonii. - Już zdecydowanie lepiej, cóż, powoli uczyła się rozmawiać, chociaż taki sukces mogła odhaczyć.
Na szczęście nadeszła noc, Roth mógł bez problemu przemierzać ulice Londynu, chociaż tyle dobrego mogło się wydarzyć. Gdyby pożary rozpoczęły się w ciągu dnia, to zostałby tu uwięziony, utknąłby w pułapce. Jak widać - zawsze mogło być gorzej, czyż nie, trzeba było szukać pozytywów w tej pojebanej sytuacji.
- Nic. - Co innego miała mu odpowiedzieć? Oparła się o ścianę. Zakręciło jej się w głowie. To nie było nic wielkiego, jak mniemała to wszystko przez ten dym, który wcześniej wdychała. Nie stało się nic złego, wszystko było w porządku. Powinna się spodziewać jednak tego, że ta odpowiedź mu nie wystarczy, że nie pozwoli się zbyć. Roise już taki był.
- Zamroczyło mnie. - Nie miała innego wyjścia, jak przyznać się do tego, co właściwie spowodowało, że oparła się o ścianę. No, zakręciło jej się w głowie, takie rzeczy się zdarzały, prawda? To nie było nic wielkiego, nie było sensu się nad tym jakoś specjalnie rozczulać. Zaraz jej przejdzie. Szkoda tylko, że nie miała szansy, żeby odetchnąć świeżym powietrzem, ale w tej chwili niestety nawet taka prosta czynność nie była możliwa, bo kurwa mać pożary właśnie trawiły Londyn. Wszędzie znajdował się dym, nie dało się sobie po prostu odetchnąć.
Poczuła dłoń Roisa zaciskającą się na swoim nadgarstku, oczywiście, że musiał sprawdzić swoim specjalistycznym okiem, czy na pewno wszystko było z nią w porządku. Nie spodziewała się, że cos wyczuje, jasne zasłabła, ale było to tylko chwilowe, miała ku temu podstawy, zaraz wszystko będzie w najlepszym porządku. Musiała jedynie złapać oddech, to nie było nic pilnego, nie ucierpiała w żaden sposób. Naprawdę.
- Stoję, ale już idę. - Nie mogła sobie pozwolić na zbyt długi odpoczynek. W końcu mieli sporo spraw do załatwienia, nie mogła więc opierać się o te ścianę zbyt długo. Musieli ruszać.
Roise poszedł przed nią, więc w końcu podążyła za nim w stronę sypialni swojego brata. Nie, żeby miała jeszcze nadzieję, może powinna mieć, cóż, spodziewała się jednak, że zastaną pokój pusty - tak też się stało. W mieszkaniu nie było nikogo poza nimi, to nie było za bardzo budujące, niby jak mieli go teraz znaleźć? Doskonale zdawali sobie sprawę z tego, co działo się na zewnątrz, jakim chujem mieliby tam odnaleźć Astarotha?
- Jak niby mamy go znaleźć? - Powinna była mu wytatuować na dupie jakąś runę, która udostępniałaby jego lokalizację, może wtedy byłoby prościej, z drugiej strony - nie mogła mieć przecież do brata pretensji o to, że postanowił opuścić mieszkanie. Ono mogło się okazać dla niego klatką, więzieniem, w którym by spłonął, może wcale nie tak głupio postąpił, gdy zdecydował się wyjść na zewnątrz, tyle, że póki co nie miała pojęcia, jak mieli go znaleźć. Noc nadeszła całkiem niedawno, była więc szansa, że nie oddalił się szczególnie daleko, może to było ich nadzieją?
//skrzat półkrwi