Asena zawsze była chętna wspierać wszelkie pomysły, które padały w czterech ścianach Rejwachu, a już w szczególności te, które dotyczyły powolnego i nieuchronnego upadku Białego Wiwerna. Na zafundowanie im szybkiej ruiny niestety nie było ich stać, ale przynajmniej mieli przy tych regularnych podchodach trochę zabawy. Bo przecież nic nie poprawiało tak humoru jak psucie krwi sąsiadowi. Część okien mieli nawet dobrze ustawioną, tak że patrząc wzdłuż ulicy mogli dopatrywać się wszelkich przejawów pieklenia się i szukania winnych, a teraz - teraz mogli skutecznie obserwować poczynania ostatniej zmiany.
Znaczy Woody mógł, bo Greyback spała smacznie w swoim łóżku, mało chętna do tego by tracić cenne minuty snu. Część niej także obawiała się, że Tarp w międzyczasie się albo rozmyśli, ale tego jednego dnia ktoś postanowi w Wiwernie robić inwentaryzację. Kiedy jednak załomotał w jej drzwi, była gotowa, opuszczając pokój niedługo później, również owinięta w złowrogi płaszcz rzezimieszka.
Kiedy Woody robił im odprawę, dobrotliwie powiedziała tylko do Lewisa żeby się nie martwił, bo zawsze mogli użyć go jako tarana jeśli mu nie wyjdzie otwieranie na cicho. Potem już tylko machnęła różdżką trzy razy, celując w każdy jeden nos, jaki stawił się na organizowany dzisiejszy włam, by uczynić z niej jak największego kartofla, a przez to zmniejszyć szansę zidentyfikowania ich w najbliższej przyszłości. Cokolwiek jej z tego wyszło, ruszyli dalej, prosto pod drzwi Białego Wiwerna i tak, jakby ich droga w życiu nie była prostsza. Pusta ulica należała do nich i pewnie wystarczyło jedno spojrzenie w ich stronę by rozważyć czy na pewno opłacało się mieszać w ich sprawy. Reszta leżała natomiast w dłoniach McKinnona i tego, jak szybko ustąpią przed nim tylne drzwiczki konkurencyjnej knajpy.
transmutacja na zrobienie z naszych nosów koślawych kartofli - trzy clowny coming in 1. Tarp, 2. Lewis, 3. Asena
Znaczy Woody mógł, bo Greyback spała smacznie w swoim łóżku, mało chętna do tego by tracić cenne minuty snu. Część niej także obawiała się, że Tarp w międzyczasie się albo rozmyśli, ale tego jednego dnia ktoś postanowi w Wiwernie robić inwentaryzację. Kiedy jednak załomotał w jej drzwi, była gotowa, opuszczając pokój niedługo później, również owinięta w złowrogi płaszcz rzezimieszka.
Kiedy Woody robił im odprawę, dobrotliwie powiedziała tylko do Lewisa żeby się nie martwił, bo zawsze mogli użyć go jako tarana jeśli mu nie wyjdzie otwieranie na cicho. Potem już tylko machnęła różdżką trzy razy, celując w każdy jeden nos, jaki stawił się na organizowany dzisiejszy włam, by uczynić z niej jak największego kartofla, a przez to zmniejszyć szansę zidentyfikowania ich w najbliższej przyszłości. Cokolwiek jej z tego wyszło, ruszyli dalej, prosto pod drzwi Białego Wiwerna i tak, jakby ich droga w życiu nie była prostsza. Pusta ulica należała do nich i pewnie wystarczyło jedno spojrzenie w ich stronę by rozważyć czy na pewno opłacało się mieszać w ich sprawy. Reszta leżała natomiast w dłoniach McKinnona i tego, jak szybko ustąpią przed nim tylne drzwiczki konkurencyjnej knajpy.
transmutacja na zrobienie z naszych nosów koślawych kartofli - trzy clowny coming in 1. Tarp, 2. Lewis, 3. Asena
Rzut Z 1d100 - 21
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 80
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 9
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Adnotacja MG: Rzuty przyjęte, ich efekt zostanie opisany przez MG w następnym poście.