27.03.2025, 05:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.03.2025, 18:53 przez Asena Greyback.)
Była cudownie nieświadoma tego, jak jej pytania działały na Nico, chociaż może gdyby się upadła to dałoby się zauważyć tę odrobinę zdenerwowania u rudowłosej. To jednak łatwo było zrzucić na nowe otoczenie, zwiedzanie piwnic i obserwację szczuroszczetów. No i próbę wmówienia jej relacji z Lewisem. Wilkołaczyca jednak zbyt była zajęta zaciąganiem się przyjemnym zapachem zastanej stęchlizny, która w dobrym stężeniu działała czasem jak narkotyk. W drugiej piwnicy w sumie blisko było już do Podziemnych Ścieżek i kobieta twierdziła, że w sumie to już były Podziemne i na ten dodatkowy poziom musieli komuś zabrać coś z dołu.
- O, no to pozwiedzałaś nieco tego świata - rzuciła lekko, zgrabnie omijając temat matki. Rodzicielki, martwe czy nie, zawsze działały na nią nieco drażniąco, wywołując z pamięci ducha jej matki. Kobiety nieobecnej i pustej, która ostatecznie porzuciła swoje obowiązki wobec dzieci. Sena nigdy jej nie wybaczyła, chociaż sama nie była pewna czego i czy miała do tych uczuć pełne prawo, szczególnie kiedy podobną rzecz zrobiła parę lat później swojemu rodzeństwu. Ale to chyba nie o samo odejście chodziło, a o obecność która nie odciskała żadnego piętna. O bierność i nijakość. - Oczywiście, że dobre. Nie jebią wtedy mułem. Jadłam aż za dużo ryb, które smakowały i pachniały dnem zatęchłego jeziora, albo ktoś źle je rozroił i zepsuł mięso wnętrznościami - skrzywiła się mimowolnie, czując wspomnienie smaku na języku.
- A skąd jesteś, tak ogólnie? Z Londynu, czy może mieszkałaś gdzieś indziej? Ja na przykład całe życie spędziłam w jednym miejscu, tutaj. Znaczy oprócz Hogwartu i może Little Hangleton.
Policzyła szczury. Pięć to ona miała właśnie miała przed oczami - zaciekawione mordki, które właśnie wyjrzały spomiędzy regałów i skrzynek tymi martwymi, guziczkowymi oczami. Nigdy nie przepadała szczególnie za gryzoniami i nie dlatego, że miała coś do zwierzątek, a dlatego że ich oczy wydawały jej się lalkowate. To nie były psy czy koty, które przyswoiły sobie albo bardziej zrozumiałe dla ludzi zachowania, albo znaczące wywracanie oczami i ruszanie brewkami.
- Może może. Chociaż takie zwierzę w człowieku raczej za dużo nie pomyśli. Ta bajka chyba nie ma w sobie za dużo prawdy, przynajmniej w tej kwestii. Ale taka dynia w karetę już czemu nie. Wiesz co, ostatnio próbowałam je nauczyć żeby nie gryzły i prawie mi się to udało. O ten nazywa się Maddy, bo jest turbo wściekły, więc na niego uważaj - wskazała jednego palcem. Nie różnił się od innych absolutnie niczym. - Niepotrzebne im kamizelki raczej. Pasy chyba też? Może co najwyżej takie ubranko, ale żeby było im ciepło, a nie żeby funkcjonalne było. No bo co one z kieszeniami zrobią? Dobra słuchaj, ja ci je w sumie przedstawię; Warłam, Gajto, Iwan, Cynamonka... tego imienia nie pamiętam, a to jest reszta. Reszta, to jest Nico - szczuroszczety wyglądały dokładnie tak samo jak parę chwil temu, zero myśli głowa pusta. Asena natomiast ustawiła przed sobą rudowłosą, jakby właśnie przedstawiała ją ekipie najlepszych ziomków. - Możesz sobie jednego nazwać, co ty na to?
- O, no to pozwiedzałaś nieco tego świata - rzuciła lekko, zgrabnie omijając temat matki. Rodzicielki, martwe czy nie, zawsze działały na nią nieco drażniąco, wywołując z pamięci ducha jej matki. Kobiety nieobecnej i pustej, która ostatecznie porzuciła swoje obowiązki wobec dzieci. Sena nigdy jej nie wybaczyła, chociaż sama nie była pewna czego i czy miała do tych uczuć pełne prawo, szczególnie kiedy podobną rzecz zrobiła parę lat później swojemu rodzeństwu. Ale to chyba nie o samo odejście chodziło, a o obecność która nie odciskała żadnego piętna. O bierność i nijakość. - Oczywiście, że dobre. Nie jebią wtedy mułem. Jadłam aż za dużo ryb, które smakowały i pachniały dnem zatęchłego jeziora, albo ktoś źle je rozroił i zepsuł mięso wnętrznościami - skrzywiła się mimowolnie, czując wspomnienie smaku na języku.
- A skąd jesteś, tak ogólnie? Z Londynu, czy może mieszkałaś gdzieś indziej? Ja na przykład całe życie spędziłam w jednym miejscu, tutaj. Znaczy oprócz Hogwartu i może Little Hangleton.
Policzyła szczury. Pięć to ona miała właśnie miała przed oczami - zaciekawione mordki, które właśnie wyjrzały spomiędzy regałów i skrzynek tymi martwymi, guziczkowymi oczami. Nigdy nie przepadała szczególnie za gryzoniami i nie dlatego, że miała coś do zwierzątek, a dlatego że ich oczy wydawały jej się lalkowate. To nie były psy czy koty, które przyswoiły sobie albo bardziej zrozumiałe dla ludzi zachowania, albo znaczące wywracanie oczami i ruszanie brewkami.
- Może może. Chociaż takie zwierzę w człowieku raczej za dużo nie pomyśli. Ta bajka chyba nie ma w sobie za dużo prawdy, przynajmniej w tej kwestii. Ale taka dynia w karetę już czemu nie. Wiesz co, ostatnio próbowałam je nauczyć żeby nie gryzły i prawie mi się to udało. O ten nazywa się Maddy, bo jest turbo wściekły, więc na niego uważaj - wskazała jednego palcem. Nie różnił się od innych absolutnie niczym. - Niepotrzebne im kamizelki raczej. Pasy chyba też? Może co najwyżej takie ubranko, ale żeby było im ciepło, a nie żeby funkcjonalne było. No bo co one z kieszeniami zrobią? Dobra słuchaj, ja ci je w sumie przedstawię; Warłam, Gajto, Iwan, Cynamonka... tego imienia nie pamiętam, a to jest reszta. Reszta, to jest Nico - szczuroszczety wyglądały dokładnie tak samo jak parę chwil temu, zero myśli głowa pusta. Asena natomiast ustawiła przed sobą rudowłosą, jakby właśnie przedstawiała ją ekipie najlepszych ziomków. - Możesz sobie jednego nazwać, co ty na to?