27.03.2025, 10:17 ✶
Gdyby Tristan znał rodziców Olivii tak bardzo, jak ona sama, wiedziałby jak wielkim zaufaniem go w tej chwili obdarzyli. Nadopiekuńcza matka oraz ojciec, który na własnych rękach niósł mdlejącą córkę do Munga, z reguły nigdzie nie puszczali jej samej. Dopiero niedawno się to zmieniło: i to dzięki niemu i temu, jaki wpływ na Olivię miał Tristan. Zapewne gdyby nie on, to Olivia zabezpieczałaby sklep razem z matką, przez co ktoś nie otrzymałby pomocy.
Ale najwyraźniej myśli czarownicy nie krążyły wokół tego, co tu się właśnie zadziało, chociaż symbolika była iście piękna i bardzo romantyczna i na pewno by się jej spodobała. Już na początku września odkryła, że całkiem dobrze idzie jej czarowanie pod wpływem emocji: wtedy się tego bała, ale teraz wiedziała, że to jej atut. Wiedziała to w chwili, gdy siła jej zaklęcia wepchnęła z impetem drzwi do jej własnego sklepu. Nie mogła tylko pozwolić na to, by mroczne myśli i negatywne emocje opanowały jej umysł i ciało.
- Wejście jest na zapleczu - głos jej drżał, ale ciężko było powiedzieć czy pod wpływem emocji, czy strachu. Jeżeli tego drugiego, to w żyłach Olivii musiały płynąć hektolitry adrenaliny, które kazały jej teraz działać. Quirke przeszła przez niewielkie pomieszczenie, ignorując fakt, że drzwi poleciały na ladę i roztrzaskały się oraz uszkodził kontuar. Na regałach w tym pomieszczeniu poustawiane były fiolki i słoiczki. - Te stąd też trzeba zabrać.
Zawyrokowała, naciskając klamkę. Drzwi od zaplecza nie były zamykane na klucz. Tam znajdowało się jeszcze jedno wyjście - prowadziło na górę, prosto do mieszkania Quirków. Dlatego tak bardzo nie chcieli, żeby coś tu wybuchło. Nie tylko Fiolka by spłonęła, ale i całe ich mieszkanie oraz, oczywiście, ogień faktycznie zająłby domy obok.
Olivia machnęła ręką na Tristana, jakby to jemu powierzała to zadanie, a potem sama zniknęła na zapleczu. Szarpnęła klapę, a potem machnęła różdżką, chcąc przenieść część cięższych skrzyń z eliksirami pod ziemię.
Rzucam na translokację, żeby przenieść skrzynki do piwnicy
Ale najwyraźniej myśli czarownicy nie krążyły wokół tego, co tu się właśnie zadziało, chociaż symbolika była iście piękna i bardzo romantyczna i na pewno by się jej spodobała. Już na początku września odkryła, że całkiem dobrze idzie jej czarowanie pod wpływem emocji: wtedy się tego bała, ale teraz wiedziała, że to jej atut. Wiedziała to w chwili, gdy siła jej zaklęcia wepchnęła z impetem drzwi do jej własnego sklepu. Nie mogła tylko pozwolić na to, by mroczne myśli i negatywne emocje opanowały jej umysł i ciało.
- Wejście jest na zapleczu - głos jej drżał, ale ciężko było powiedzieć czy pod wpływem emocji, czy strachu. Jeżeli tego drugiego, to w żyłach Olivii musiały płynąć hektolitry adrenaliny, które kazały jej teraz działać. Quirke przeszła przez niewielkie pomieszczenie, ignorując fakt, że drzwi poleciały na ladę i roztrzaskały się oraz uszkodził kontuar. Na regałach w tym pomieszczeniu poustawiane były fiolki i słoiczki. - Te stąd też trzeba zabrać.
Zawyrokowała, naciskając klamkę. Drzwi od zaplecza nie były zamykane na klucz. Tam znajdowało się jeszcze jedno wyjście - prowadziło na górę, prosto do mieszkania Quirków. Dlatego tak bardzo nie chcieli, żeby coś tu wybuchło. Nie tylko Fiolka by spłonęła, ale i całe ich mieszkanie oraz, oczywiście, ogień faktycznie zająłby domy obok.
Olivia machnęła ręką na Tristana, jakby to jemu powierzała to zadanie, a potem sama zniknęła na zapleczu. Szarpnęła klapę, a potem machnęła różdżką, chcąc przenieść część cięższych skrzyń z eliksirami pod ziemię.
Rzucam na translokację, żeby przenieść skrzynki do piwnicy
Rzut O 1d100 - 54
Slaby sukces...
Slaby sukces...