27.03.2025, 18:36 ✶
Oczywiście, że jak było trzeba, to cały świat się sprzeniewierzał przeciwko niemu. Czuł przepływającą przez ciało magię, ale różdżka nie zareagowała, buntując się z nieznanych przyczyn. Może chodziło o gryzący dym, który utrudniał skoncentrowanie się, albo powstrzymanie od nerwowego kaszlu.
Zaklął, jakby to było jakieś magiczne zaklęcie, które miało naprawić całą sytuację i zaraz zmarszczył z irytacją brwi, słysząc co ona w ogóle gada po drugiej stronie zawalonej, jarzącej się pomiędzy nimi belki.
- Czy COŚ się miało TERAZ stać!? - zapytał, dobitnie wypowiadając każde jedno słowo i opakowując je skrzętnie w sarkastyczny ton. Gdyby to był jakikolwiek inny cywil, pewnie nie wzruszyłby się aż tak bardzo, ale niestety dla Roselyn, była narzeczoną jego przyjaciela. To znaczyło tyle, że w pewnym momencie przestała być traktowana jako zupełna nieznajoma czy kobieta w pełnym tego słowa znaczeniu. Wywarcie na niej przesadnie dobrego wrażenia wcale nie było aż takie ważne.
Nie wiedział co kombinowała po drugiej stronie, ale gdyby wiedział to by się aż przeżegnał i ucieszył, że nic jej z tego nie wyszło. Bo jeśli chciała ich tutaj oboje usmażyć, to mogła powiedzieć. Zostawiłby ją wtedy samej sobie.
Machnął różdżką jeszcze raz, żeby znowu spróbować zrealizować swój pomysł, czyli ugasić belkę za pomocą strumienia wody.
kształtowanie na strumień wody by ugasić belkę
A potem, czy mu się to udało czy nie, to już był ten moment kiedy ciężko było mu usiedzieć w miejscu. Słowa Roselyn i niepowodzenia robiły swoje, a czas wciąż ich gonił. Płonął Londyn, a nie tylko ta jedna, cholerna kamienica. Dlatego obrzucił belkę jeszcze jednym, oceniającym spojrzeniem i zaczął przez nią przechodzić. Była gruba, było na niej i pod nią nieco gruzu, ale nie pięła się na całej szerokości schodów pod sam sufit, w końcu widział za nią sylwetkę Roselyn. A na ewentualne płomienie i ich działanie, zażył już eliksir.
af na to czy się uda przejść przez belkę i gruz, na drugą stronę do Rose
Zaklął, jakby to było jakieś magiczne zaklęcie, które miało naprawić całą sytuację i zaraz zmarszczył z irytacją brwi, słysząc co ona w ogóle gada po drugiej stronie zawalonej, jarzącej się pomiędzy nimi belki.
- Czy COŚ się miało TERAZ stać!? - zapytał, dobitnie wypowiadając każde jedno słowo i opakowując je skrzętnie w sarkastyczny ton. Gdyby to był jakikolwiek inny cywil, pewnie nie wzruszyłby się aż tak bardzo, ale niestety dla Roselyn, była narzeczoną jego przyjaciela. To znaczyło tyle, że w pewnym momencie przestała być traktowana jako zupełna nieznajoma czy kobieta w pełnym tego słowa znaczeniu. Wywarcie na niej przesadnie dobrego wrażenia wcale nie było aż takie ważne.
Nie wiedział co kombinowała po drugiej stronie, ale gdyby wiedział to by się aż przeżegnał i ucieszył, że nic jej z tego nie wyszło. Bo jeśli chciała ich tutaj oboje usmażyć, to mogła powiedzieć. Zostawiłby ją wtedy samej sobie.
Machnął różdżką jeszcze raz, żeby znowu spróbować zrealizować swój pomysł, czyli ugasić belkę za pomocą strumienia wody.
kształtowanie na strumień wody by ugasić belkę
Rzut PO 1d100 - 97
Sukces!
Sukces!
A potem, czy mu się to udało czy nie, to już był ten moment kiedy ciężko było mu usiedzieć w miejscu. Słowa Roselyn i niepowodzenia robiły swoje, a czas wciąż ich gonił. Płonął Londyn, a nie tylko ta jedna, cholerna kamienica. Dlatego obrzucił belkę jeszcze jednym, oceniającym spojrzeniem i zaczął przez nią przechodzić. Była gruba, było na niej i pod nią nieco gruzu, ale nie pięła się na całej szerokości schodów pod sam sufit, w końcu widział za nią sylwetkę Roselyn. A na ewentualne płomienie i ich działanie, zażył już eliksir.
af na to czy się uda przejść przez belkę i gruz, na drugą stronę do Rose
Rzut PO 1d100 - 57
Sukces!
Sukces!