27.03.2025, 18:53 ✶
- Tak, twoja stara miała przyjść z kubkiem wody! - odkrzyknęła, czując przypływ wściekłości. Spojrzała na różdżkę takim wzrokiem, jakby ta właśnie postanowiła ją zdradzić. Roselyn zakaszlała po raz kolejny, opuszczając rękę. Było źle, nawet bardzo źle: czuła się coraz gorzej i nie była pewna, czy da radę się teleportować. Ten ostatni zryw złośliwości był chyba ostatnim z jej strony, bo poczuła jak świat zaczyna się niebezpiecznie chwiać. Ale to nie mógł być koniec: ona NIE MOGŁA umrzeć. Nie dlatego, że kochała życie, lecz dlatego, że nie rozwiązała jeszcze zagadki Kniei. Jeżeli ona umrze, to stanie się Dębem. A Dęby były w niebezpieczeństwie. Jej Przodkowie wzywali ją wtedy, żeby pokazać co się dzieje w mroku puszczy, a ona... Ona musiała ich ochronić. Była przekonana, że jeżeli nie uda jej się ochronić Dębów razem z bratem, Samuelem i najwyraźniej Anthonym Borginem, to cała jej rodzina umrze. Nie mogła na to pozwolić.
Kobieta otarła oczy, które zaczynały ją niemiłosiernie piec. Łzy, spowodowane dymem, powoli toczyły się po jej policzkach, a świat stawał się rozmazany. I gdyby nie to, że w końcu Atreusowi udało się ugasić płonącą belkę, najpewniej podjęłaby próbę teleportowania się. Widząc jego rozmazaną sylwetkę, odetchnęła z ulgą, co wywołało kolejną salwę kaszlu.
- Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale miło cię widzieć - powiedziała z wyczuwalną ulgą w głosie, wyciągając rękę w stronę Atreusa. Odkaszlnęła, miała wrażenie że dym i popiół oblepiły jej płuca. - Zabierz mnie stąd, proszę.
Patrząc na to, że ostatnie zaklęcie jej nie wyszło, to nic dziwnego że nie chciała ryzykować z teleportacją. Była też cholernie blada, na dodatek brudna i poobijana, a przy okazji tak samo chuda jak zawsze. Gdyby ta belka spadła na nią, niechybnie by ją zmiażdżyła. Palce Greengrassówny wbiły się w ramię Atreusa, tak jakby Roselyn uznała, że nie ma opcji - nie puści go, dopóki stąd nie wyjdą.
Kobieta otarła oczy, które zaczynały ją niemiłosiernie piec. Łzy, spowodowane dymem, powoli toczyły się po jej policzkach, a świat stawał się rozmazany. I gdyby nie to, że w końcu Atreusowi udało się ugasić płonącą belkę, najpewniej podjęłaby próbę teleportowania się. Widząc jego rozmazaną sylwetkę, odetchnęła z ulgą, co wywołało kolejną salwę kaszlu.
- Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale miło cię widzieć - powiedziała z wyczuwalną ulgą w głosie, wyciągając rękę w stronę Atreusa. Odkaszlnęła, miała wrażenie że dym i popiół oblepiły jej płuca. - Zabierz mnie stąd, proszę.
Patrząc na to, że ostatnie zaklęcie jej nie wyszło, to nic dziwnego że nie chciała ryzykować z teleportacją. Była też cholernie blada, na dodatek brudna i poobijana, a przy okazji tak samo chuda jak zawsze. Gdyby ta belka spadła na nią, niechybnie by ją zmiażdżyła. Palce Greengrassówny wbiły się w ramię Atreusa, tak jakby Roselyn uznała, że nie ma opcji - nie puści go, dopóki stąd nie wyjdą.