27.03.2025, 19:17 ✶
- Mojej matki to ty w to nie mieszaj, bo poobrażać starą możesz najwyżej Antkowi - sarknął, czując gorąco, które biło od gruzu, przez który właśnie przechodził. Na całe szczęście jego zaklęcie, które miało wyczarować wodę, zadziałało tym razem bardzo dobrze i ilość wody nie tylko ugasiła płomienie, ale też ochłodziła całą konstrukcję. Było może odrobinę ślisko, ale dawał sobie radę nawet bardzo dobrze.
W końcu znalazł się po drugiej stronie i odetchnął głęboko, co było w sumie błędem. Zakaszlał, ręką zakrywając usta i spoglądając, najpierw na Roselyn a potem dookoła niej, chcąc upewnić się że nic więcej nie potrzebowało nagłej interwencji. Sąsiad niby powiedział tylko o jednej osobie, ale kto ja tam wiedział, może chowała za sobą nieprzytomne zwłoki brata.
- Nie wierzę, ale muszę przyznać ci rację. Dobrze cię widzieć, Rose. Względnie całą - przysunął się do niej, obejmując ją dłonią w talii pewnym gestem. Mógł ją złapać za rękę, owszem, ale wyglądała zwyczajnie kiepsko. Osmolona, kaszląca, ledwo trzymająca się na nogach. Nie chciał jej stąd wynosić na rękach, głównie dlatego że właśnie musiał sam pokonać gruzowisko, a przesuwanie go było zwyczajnie niebezpieczne. Dlatego kiwnął krótko głowa w jej stronę, łapiąc nieco mocniej za różdżkę, a potem w duchu prosząc żeby się nie rozszczepili. Jak tak dalej pójdzie, to może po całej nocy przejdzie się do kowenu i Isobell będzie miała co chciała. Machnął wreszcie różdżką, chcąc teleportować ich na ulicę przed kamienicą. W bezpieczne miejsce.
translokacja na próbę bezpiecznej teleportacji przed kamienicę razem z Rose
W końcu znalazł się po drugiej stronie i odetchnął głęboko, co było w sumie błędem. Zakaszlał, ręką zakrywając usta i spoglądając, najpierw na Roselyn a potem dookoła niej, chcąc upewnić się że nic więcej nie potrzebowało nagłej interwencji. Sąsiad niby powiedział tylko o jednej osobie, ale kto ja tam wiedział, może chowała za sobą nieprzytomne zwłoki brata.
- Nie wierzę, ale muszę przyznać ci rację. Dobrze cię widzieć, Rose. Względnie całą - przysunął się do niej, obejmując ją dłonią w talii pewnym gestem. Mógł ją złapać za rękę, owszem, ale wyglądała zwyczajnie kiepsko. Osmolona, kaszląca, ledwo trzymająca się na nogach. Nie chciał jej stąd wynosić na rękach, głównie dlatego że właśnie musiał sam pokonać gruzowisko, a przesuwanie go było zwyczajnie niebezpieczne. Dlatego kiwnął krótko głowa w jej stronę, łapiąc nieco mocniej za różdżkę, a potem w duchu prosząc żeby się nie rozszczepili. Jak tak dalej pójdzie, to może po całej nocy przejdzie się do kowenu i Isobell będzie miała co chciała. Machnął wreszcie różdżką, chcąc teleportować ich na ulicę przed kamienicą. W bezpieczne miejsce.
translokacja na próbę bezpiecznej teleportacji przed kamienicę razem z Rose
Rzut N 1d100 - 2
Akcja nieudana
Akcja nieudana