03.02.2023, 21:23 ✶
Nie było wspomnianego przez Cody'ego wybuchu entuzjazmu z jednego, bardzo prostego powodu; Alice była naprawdę skupiona na pracy, bo zależało jej na tym, aby to, co wyjdzie spod jej pióra było jak zwykle najlepszej jakości. Nie brała pod uwagę innego rozwiązania. Stosowała wiele metod, które pozwalały jej zapomnieć o ewentualnych rozpraszaczach, czy osobach, które nagle znajdowały się w jej przestrzeni. Praktykowała to od wielu lat. Toteż Cody musiał poczekać na swój moment, czy tego chciał, czy nie.
W końcu wyciągnęła się na krześle mocno wyrzucając ramiona za swoją głowę, aby rozciągnąć zgarbione dotychczas w niewygodnej pozycji plecy. Ziewnęła przeokrutnie, zachowując przy tym swój naturalny urok, którego wielu ludzi jej pozazdrościło. Dopiero wtedy chwyciła przyniesiony przez niego kubek kawy i upiła sporo z jego zawartości.
- Nie spadnie, nie znasz się. - Wzruszyła delikatnie ramionami, jakby dla potwierdzenia, że nie zamierzała przejmować się jego słowami za bardzo. Doskonale wiedziała, co może robić, a czego raczej powinna unikać.
Nie potrzebowała drugiej zachęty, aby chwycić pączka. Wyjęła go z papierowej torebki i wgryzła się łapczywie. Dopiero teraz przypomniała sobie jak wiele godzin minęło od kiedy po raz ostatni coś jadła. Cody ratował jej życie, musiała to przyznać.
- Dalej nie możesz jeść takich rzeczy? - zapytała, kiedy przełknęła już pierwsze kęsy pączka. Cały czas nie mogła się przyzwyczaić do tego, że jej przyjaciel stał się wampirem. Dalej nie do końca to wszystko rozumiała. To było tak nowe i nieoczywiste. Wiedziała, że z czasem na pewno będzie lepiej to wszystko pojąć, jednak teraz, wiele pytań pozostawało bez odpowiedzi. - Wyglądasz lepiej niż ostatnio - powiedziała w końcu, uważnie przyglądając się chłopakowi. Ponownie wgryzła się w pączka, pilnując, aby owocowe nadzienie nie ubrudziło jej twarzy.
Wciąż nie mogła przywyknąć do nienaturalnie chorobliwego wręcz kolorytu przyjaciela. Miała wrażenie, jakby jego skóra zbyt mocno kontrastowała z ognistymi włosami. Tyle że to nie było nic, na co ktokolwiek z nich mógłby cokolwiek poradzić. Chyba po prostu powinni przywyknąć.
- Jak to po czym? Karmisz mnie i poisz, choć podejrzewam, że masz w tym swój ukryty cel. Ale i tak się łudzę - zaśmiała się dźwięcznie z własnych słów, bo była niemal bardziej, niż pewna, że faktycznie tak było.
W końcu wyciągnęła się na krześle mocno wyrzucając ramiona za swoją głowę, aby rozciągnąć zgarbione dotychczas w niewygodnej pozycji plecy. Ziewnęła przeokrutnie, zachowując przy tym swój naturalny urok, którego wielu ludzi jej pozazdrościło. Dopiero wtedy chwyciła przyniesiony przez niego kubek kawy i upiła sporo z jego zawartości.
- Nie spadnie, nie znasz się. - Wzruszyła delikatnie ramionami, jakby dla potwierdzenia, że nie zamierzała przejmować się jego słowami za bardzo. Doskonale wiedziała, co może robić, a czego raczej powinna unikać.
Nie potrzebowała drugiej zachęty, aby chwycić pączka. Wyjęła go z papierowej torebki i wgryzła się łapczywie. Dopiero teraz przypomniała sobie jak wiele godzin minęło od kiedy po raz ostatni coś jadła. Cody ratował jej życie, musiała to przyznać.
- Dalej nie możesz jeść takich rzeczy? - zapytała, kiedy przełknęła już pierwsze kęsy pączka. Cały czas nie mogła się przyzwyczaić do tego, że jej przyjaciel stał się wampirem. Dalej nie do końca to wszystko rozumiała. To było tak nowe i nieoczywiste. Wiedziała, że z czasem na pewno będzie lepiej to wszystko pojąć, jednak teraz, wiele pytań pozostawało bez odpowiedzi. - Wyglądasz lepiej niż ostatnio - powiedziała w końcu, uważnie przyglądając się chłopakowi. Ponownie wgryzła się w pączka, pilnując, aby owocowe nadzienie nie ubrudziło jej twarzy.
Wciąż nie mogła przywyknąć do nienaturalnie chorobliwego wręcz kolorytu przyjaciela. Miała wrażenie, jakby jego skóra zbyt mocno kontrastowała z ognistymi włosami. Tyle że to nie było nic, na co ktokolwiek z nich mógłby cokolwiek poradzić. Chyba po prostu powinni przywyknąć.
- Jak to po czym? Karmisz mnie i poisz, choć podejrzewam, że masz w tym swój ukryty cel. Ale i tak się łudzę - zaśmiała się dźwięcznie z własnych słów, bo była niemal bardziej, niż pewna, że faktycznie tak było.