27.03.2025, 23:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.03.2025, 23:40 przez Asena Greyback.)
Asena to chyba nawet nie wiedziała, jak właściwie w Edynburgu się mówiło. Londyn był jednym wielkim kotłem, jeśli chodziło o dialogi, gwary czy subtelne zmiany w akcentach. Wszyscy przyjmowali chyba tutaj taktykę, że o ile się rozumieli, to nie było sensu wnikać skąd się pochodziło. Szczególnie kiedy o wiele większą wagę miała tutaj sama krew, a nie geograficzne miejsce urodzenia.
- A zrobiłaś je okrągłe? - zapytała lekkim tonem, jakby było to najszczersze pytanie, bez żadnego sarkastycznego podtekstu. - Kota? Ciekawe. Gdybym mogła, to chyba transmutowałabym psa. Mam wrażenie, że pachną trochę jak zwierzę które po prostu dużo przebywało z człowiekiem. Jak takie udomowione. Przynajmniej tak słyszałam - krew jednak, krew była zupełnie inną kwestią. Smaku krwi, nawet zmienionej istoty, nie dało się tak zwyczajnie oszukać, ale w te detale akurat nie zamierzała się zagłębiać. - Ale musisz mieć niezły nos, skoro rozróżniasz takie detale. Zapach animagów w sensie.
- Nie przedstawiałaś kogoś nigdy komuś innemu? - podjęła swobodnie, odpowiadając na jej pytanie. - Mówisz wtedy na przykład; Lewis to jest Nico. A potem w drugą stronę. Nico to jest Lewis. A jako że reszta szczurków była i wciąż jest bezimienna, no to reszta to Nico. - poklepała ją przyjacielsko po ramieniu. - Maddy, nie Moody. Od Maddox. Czy ja wiem czy największy, mnie zawsze wydawał się trochę wypierdkiem. Przecenia też trochę siły na zamiary. Rozróżniamy je po oczach i długości czułek. Lewis na przykład je liże, podobno każdy z nich ma inny smak. Korzysta póki może. - czuć smak w sensie. - Tarp wizualizuje sobie, który wygląda dobrze w jakim kapeluszu. Ja wolę raczej według zasady uderz w stół, a nożyce się odezwą, czy jakoś tak. Znaczy wołam po imieniu i sprawdzam który zareaguje. Ewentualnie jak - lekki, przyjemny uśmiech nie schodził z jej warg. To było gadanie głupot w najczystszej formie, tej przeznaczonej przede wszystkim dla młodszego rodzeństwa, bo Sena chyba po trochu traktowała tak cały świat. - Miyale, ładnie. Po jakiemu to?
- A zrobiłaś je okrągłe? - zapytała lekkim tonem, jakby było to najszczersze pytanie, bez żadnego sarkastycznego podtekstu. - Kota? Ciekawe. Gdybym mogła, to chyba transmutowałabym psa. Mam wrażenie, że pachną trochę jak zwierzę które po prostu dużo przebywało z człowiekiem. Jak takie udomowione. Przynajmniej tak słyszałam - krew jednak, krew była zupełnie inną kwestią. Smaku krwi, nawet zmienionej istoty, nie dało się tak zwyczajnie oszukać, ale w te detale akurat nie zamierzała się zagłębiać. - Ale musisz mieć niezły nos, skoro rozróżniasz takie detale. Zapach animagów w sensie.
- Nie przedstawiałaś kogoś nigdy komuś innemu? - podjęła swobodnie, odpowiadając na jej pytanie. - Mówisz wtedy na przykład; Lewis to jest Nico. A potem w drugą stronę. Nico to jest Lewis. A jako że reszta szczurków była i wciąż jest bezimienna, no to reszta to Nico. - poklepała ją przyjacielsko po ramieniu. - Maddy, nie Moody. Od Maddox. Czy ja wiem czy największy, mnie zawsze wydawał się trochę wypierdkiem. Przecenia też trochę siły na zamiary. Rozróżniamy je po oczach i długości czułek. Lewis na przykład je liże, podobno każdy z nich ma inny smak. Korzysta póki może. - czuć smak w sensie. - Tarp wizualizuje sobie, który wygląda dobrze w jakim kapeluszu. Ja wolę raczej według zasady uderz w stół, a nożyce się odezwą, czy jakoś tak. Znaczy wołam po imieniu i sprawdzam który zareaguje. Ewentualnie jak - lekki, przyjemny uśmiech nie schodził z jej warg. To było gadanie głupot w najczystszej formie, tej przeznaczonej przede wszystkim dla młodszego rodzeństwa, bo Sena chyba po trochu traktowała tak cały świat. - Miyale, ładnie. Po jakiemu to?