28.03.2025, 01:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.03.2025, 16:50 przez Alexander Mulciber.)
Spojrzenie, jakie im posłał, nie wyrażało niczego. Obojętność, z jaką zwykł traktować wszystko i wszystkich, przylgnęła dzisiaj do niego niczym druga skóra, a jednak, zarówno Stanley jak i Rodolphus – dobrze znający naturę Alexandra – mogli dostrzec błysk irytacji na dnie jego mętnych oczu. Zdegustowanie w sposobie, w jakim przechylił lekko głowę, gdy przystanęli przed ciemnym zaułkiem. Zniecierpliwienie, wyrażone napięciem ramion i bielącą zawziętością knykci, zaciskających się na różdżce. Nie odezwał się choćby słowem, gdy dotarły do niego obraźliwe pokrzykiwania. Nie zwrócił na nie uwagi, jak gdyby krzyk był tylko zakłóceniem w eterze – smugą na tafli lustra, w które zaglądał, aby przepowiedzieć przyszłość – skazą w krysztale magicznej kuli. Kimkolwiek był człowiek, który próbował rzucić im wyzwanie, dla Alexandra Mulcibera był tylko nieistotną aberracją w dziejach wieczności.
Skrzywił się delikatnie, choć nie było tego widać spod zakrywającej twarz maski. Nie widział sensu w atakowaniu kogoś, kto nie stanowił zagrożenia. To była rozrywka dla tych, którzy mieli coś do udowodnienia – dla młodych i głodnych krwi – dla tych, którzy potrzebowali przypomnieć światu, kim są. Ale nie dla niego. Chaos miał sens, owszem, ale tylko wtedy, gdy prowadził do celu. Na takie bezmyślne akty terroru mogli sobie pozwolić, gdy byli w pojedynkę. W większej grupie powinni się skupić na wykorzystaniu przewagi liczebnej, aby wyeliminować jak najwięcej tych, którzy byli w stanie im zagrozić. Jeśli mieli siać strach, powinni wyłapywać tych, którzy mogli się im przeciwstawić. Jak najwięcej przedstawicieli służb, zwłaszcza krążących pośród pogorzeliska aurorów. Jak najwięcej zorganizowanych grup, przeprowadzających ewakuację z ogarniętych pożarem obiektów. Tych, którzy w ogniu i panice wciąż mieli odwagę walczyć.
Tyle że Mulciber nie miał ani talentów przywódczych, ani też nie chciał być przywódcą, więc – mimo że jasno dał popędliwym gówniarzom do zrozumienia, że nie widzi większego sensu w zaproponowanym przez nich planie działania – nie próbował przekonać ich do swych racji. Posłusznie podążył za ofiarą jak pies myśliwski, który już raz złapał zapach krwi, i nie spocznie, dopóki nie poczuje jej na pysku.
– Szukaj lepszej zwierzyny łownej – rzucił ostro w stronę Stanleya, wyprzedzając Rodolphusa, który jednym ruchem różdżki powalił uciekiniera na ziemię. Kogoś, kto będzie wyzwaniem w walce, pomyślał obojętnie, odcinając mężczyźnie drogę ucieczki. Kogoś, kto zasługuje na śmierć. – Padlinę zostawiamy psom na pożarcie.
Skrzywił się delikatnie, choć nie było tego widać spod zakrywającej twarz maski. Nie widział sensu w atakowaniu kogoś, kto nie stanowił zagrożenia. To była rozrywka dla tych, którzy mieli coś do udowodnienia – dla młodych i głodnych krwi – dla tych, którzy potrzebowali przypomnieć światu, kim są. Ale nie dla niego. Chaos miał sens, owszem, ale tylko wtedy, gdy prowadził do celu. Na takie bezmyślne akty terroru mogli sobie pozwolić, gdy byli w pojedynkę. W większej grupie powinni się skupić na wykorzystaniu przewagi liczebnej, aby wyeliminować jak najwięcej tych, którzy byli w stanie im zagrozić. Jeśli mieli siać strach, powinni wyłapywać tych, którzy mogli się im przeciwstawić. Jak najwięcej przedstawicieli służb, zwłaszcza krążących pośród pogorzeliska aurorów. Jak najwięcej zorganizowanych grup, przeprowadzających ewakuację z ogarniętych pożarem obiektów. Tych, którzy w ogniu i panice wciąż mieli odwagę walczyć.
Tyle że Mulciber nie miał ani talentów przywódczych, ani też nie chciał być przywódcą, więc – mimo że jasno dał popędliwym gówniarzom do zrozumienia, że nie widzi większego sensu w zaproponowanym przez nich planie działania – nie próbował przekonać ich do swych racji. Posłusznie podążył za ofiarą jak pies myśliwski, który już raz złapał zapach krwi, i nie spocznie, dopóki nie poczuje jej na pysku.
– Szukaj lepszej zwierzyny łownej – rzucił ostro w stronę Stanleya, wyprzedzając Rodolphusa, który jednym ruchem różdżki powalił uciekiniera na ziemię. Kogoś, kto będzie wyzwaniem w walce, pomyślał obojętnie, odcinając mężczyźnie drogę ucieczki. Kogoś, kto zasługuje na śmierć. – Padlinę zostawiamy psom na pożarcie.
Trigger Warning: PRZEMOC (Odkryj)
Wystarczyło jedno bezceremonialne kopnięcie, aby mężczyzna zwinął się w bólu i zawył. Kopnął go raz jeszcze, tylko po to, aby wydusić z niego kolejny krzyk. Krzyk, który szybko zamarł, gdy Mulciber brutalnie przycisnął kolanem jego szyję, z siłą niewystarczającą do zmiażdżenia tchawicy, ale wystarczającą do jego unieruchomienia. Naparł na mężczyznę swoim ciężarem, dominującą rękę wykręcając mu ponad głową. Jedno kolano blokowało bezradnie wykręconą rękę, drugie przygniatało kark do bruku.
Pochylił się nad nim jak sęp, wionąc połami czarnego płaszcza jak czarnymi skrzydłami, spowity w dym i nienawiść. Gdyby przyjrzeć się uważniej, można by dostrzec na jego szacie plamy zakrzepłej krwi, którą spłynęła redakcja Proroka Codziennego. Wolną ręką przycisnął różdżkę do czoła ofiary, z bolesną precyzją wwiercając się w sam jego środek.
Nie zamierzał go zabijać. Zamierzał jednak sprawić, aby błagał o śmierć. Śmierć, która nigdy nie nadejdzie. Nie z jego ręki.
– Żebyś pamiętał, kto jest twoim panem – wycedził. Głos Mulcibera, zniekształcony przez zakrywającą twarz maskę upodabniającą go do kościotrupa, brzmiał głucho, jak gdyby dochodził zza grobu.
Runa Odal. Ēðel.
Pozwolił syczącemu słowu spłynąć z języka, gdy za pomocą zaklęcia rzezał odwrócony symbol runiczny na czole wijącego się pod nim mężczyzny – runa, która w pozycji prostej symbolizowała tradycyjnie "czystość krwi" i "dziedzictwo", tłumaczona także jako, "rodowód", "dom" i "ojczyzna". Jeden z najpopularniejszych motywów heraldycznych, powszechnie kojarzona przez większość czarodziejów czystej krwi, jako że jej zniekształcone wariacje stanowiły niegdyś częsty element ornamentalny, wplatany do rodowych drzew genealogicznych, herbów i pieczęci jako symbol zachowywanej przez pokolenia pamięci o tradycjach przodków, symbol konserwatyzmu i stabilizacji.
W pozycji odwróconej była wypaczeniem wszystkich tych wartości.
W pozycji odwróconej oznaczała kogoś niegodnego. Kogoś brudnej krwi, kto nie miał prawa do magii, ponieważ nie odziedziczył jej po czystokrwistych przodkach. Kogoś, kto przywłaszczył sobie cudze dziedzictwo. Kogoś, kto zasługiwał na karę.
Na dość, że runa Odal pojawiała się na reliefach zdobiących ściany Kromlechu – kojarzona więc była przez ogół Śmierciozerców – nawet mugole znali tę runę. Nie byłaby to pierwsza, ani ostatnia rzecz, jaką sobie przywłaszczyli, pomyślał Mulciber, ignorując szamoczącego się pod nim mężczyznę, który już nie wrzeszczał, tylko wył. Nie sposób było zapomnieć tego szczególnego wyrazu pustki, która gościła na dnie oczu romskiej starszyzny, gdy wspominali czasy wielkiego mugolskiego konfliktu, który podzielił świat. W trakcie drugiej wojny światowej runa Odal wykorzystywana była przez grupy o skrajnie rasistowskich poglądach jako propagandowy symbol czystości rasy. Właśnie ten symbol przypieczętował los tak wielu spośród cygańskiej braci, pomyślał, wspominając rumuńskie ruiny, poznaczone propagandowymi malunkami jak skaryfikacjami. Skoro mugole traktowali Cyganów jako ludzi gorszego sortu, czemu niby Cygan miałby widzieć w nich ludzi? Skoro mugole używali jej do piętnowania czarodziejów, czemu czarodziej miałby nie użyć jej przeciwko nim?
Alexander zamierzał wykorzystać ten sam symbol, który ukradli czarodziejom, aby naznaczyć szlamoluba także w oczach niemagicznego świata. Aby uczynić go wyrzutkiem zarówno w jednym, jak i w drugim świecie, skoro nie umiał wybrać. Stanąć po właściwej stronie.
Nie wiedział nawet jakiej krwi był ten człowiek, ale nie miało to znaczenia. Wszyscy krwawili tak samo.
Krwi było dużo. Wyryty w skórze symbol krwawił obficie, a krew, która zalewała twarz mężczyzny, zauważył Alexander, była tak samo czerwona jak jego własna.
Już nie wrzeszczał. Jego ciałem wstrząsały jedynie konwulsyjne drgawki, głowa opadła w bok, a w oczach błyszczało coś na kształt rezygnacji. Kiedyś, dawno temu, Mulciber być może poczułby na ten widok mdły posmak satysfakcji. Teraz jednak nie czuł niczego.
– Utnij mu język.
Nie musiał się odwracać, by wiedzieć, że Rodolphus stoi tuż za nim: czuł za plecami jego obecność, jak cień dementora nad duszą. Rzucił rozkaz lekkim tonem, tak, jak gdyby rzucał żartem.
Zaraz może jeszcze każe uciąć Stanleyowi jakąś głowę.
Pochylił się nad nim jak sęp, wionąc połami czarnego płaszcza jak czarnymi skrzydłami, spowity w dym i nienawiść. Gdyby przyjrzeć się uważniej, można by dostrzec na jego szacie plamy zakrzepłej krwi, którą spłynęła redakcja Proroka Codziennego. Wolną ręką przycisnął różdżkę do czoła ofiary, z bolesną precyzją wwiercając się w sam jego środek.
Nie zamierzał go zabijać. Zamierzał jednak sprawić, aby błagał o śmierć. Śmierć, która nigdy nie nadejdzie. Nie z jego ręki.
– Żebyś pamiętał, kto jest twoim panem – wycedził. Głos Mulcibera, zniekształcony przez zakrywającą twarz maskę upodabniającą go do kościotrupa, brzmiał głucho, jak gdyby dochodził zza grobu.
Runa Odal. Ēðel.
Pozwolił syczącemu słowu spłynąć z języka, gdy za pomocą zaklęcia rzezał odwrócony symbol runiczny na czole wijącego się pod nim mężczyzny – runa, która w pozycji prostej symbolizowała tradycyjnie "czystość krwi" i "dziedzictwo", tłumaczona także jako, "rodowód", "dom" i "ojczyzna". Jeden z najpopularniejszych motywów heraldycznych, powszechnie kojarzona przez większość czarodziejów czystej krwi, jako że jej zniekształcone wariacje stanowiły niegdyś częsty element ornamentalny, wplatany do rodowych drzew genealogicznych, herbów i pieczęci jako symbol zachowywanej przez pokolenia pamięci o tradycjach przodków, symbol konserwatyzmu i stabilizacji.
W pozycji odwróconej była wypaczeniem wszystkich tych wartości.
W pozycji odwróconej oznaczała kogoś niegodnego. Kogoś brudnej krwi, kto nie miał prawa do magii, ponieważ nie odziedziczył jej po czystokrwistych przodkach. Kogoś, kto przywłaszczył sobie cudze dziedzictwo. Kogoś, kto zasługiwał na karę.
Na dość, że runa Odal pojawiała się na reliefach zdobiących ściany Kromlechu – kojarzona więc była przez ogół Śmierciozerców – nawet mugole znali tę runę. Nie byłaby to pierwsza, ani ostatnia rzecz, jaką sobie przywłaszczyli, pomyślał Mulciber, ignorując szamoczącego się pod nim mężczyznę, który już nie wrzeszczał, tylko wył. Nie sposób było zapomnieć tego szczególnego wyrazu pustki, która gościła na dnie oczu romskiej starszyzny, gdy wspominali czasy wielkiego mugolskiego konfliktu, który podzielił świat. W trakcie drugiej wojny światowej runa Odal wykorzystywana była przez grupy o skrajnie rasistowskich poglądach jako propagandowy symbol czystości rasy. Właśnie ten symbol przypieczętował los tak wielu spośród cygańskiej braci, pomyślał, wspominając rumuńskie ruiny, poznaczone propagandowymi malunkami jak skaryfikacjami. Skoro mugole traktowali Cyganów jako ludzi gorszego sortu, czemu niby Cygan miałby widzieć w nich ludzi? Skoro mugole używali jej do piętnowania czarodziejów, czemu czarodziej miałby nie użyć jej przeciwko nim?
Alexander zamierzał wykorzystać ten sam symbol, który ukradli czarodziejom, aby naznaczyć szlamoluba także w oczach niemagicznego świata. Aby uczynić go wyrzutkiem zarówno w jednym, jak i w drugim świecie, skoro nie umiał wybrać. Stanąć po właściwej stronie.
Nie wiedział nawet jakiej krwi był ten człowiek, ale nie miało to znaczenia. Wszyscy krwawili tak samo.
Rzut Z 1d100 - 52
Sukces!
Sukces!
Krwi było dużo. Wyryty w skórze symbol krwawił obficie, a krew, która zalewała twarz mężczyzny, zauważył Alexander, była tak samo czerwona jak jego własna.
Już nie wrzeszczał. Jego ciałem wstrząsały jedynie konwulsyjne drgawki, głowa opadła w bok, a w oczach błyszczało coś na kształt rezygnacji. Kiedyś, dawno temu, Mulciber być może poczułby na ten widok mdły posmak satysfakcji. Teraz jednak nie czuł niczego.
– Utnij mu język.
Nie musiał się odwracać, by wiedzieć, że Rodolphus stoi tuż za nim: czuł za plecami jego obecność, jak cień dementora nad duszą. Rzucił rozkaz lekkim tonem, tak, jak gdyby rzucał żartem.
Zaraz może jeszcze każe uciąć Stanleyowi jakąś głowę.
// Korzystam z przewagi walka wręcz oraz ze statystyki aktywność fizyczna ◉◉◉○○, aby obezwładnić do cna spętanego zaklęciem Rodolphusa mężczyźnę.
// Korzystam także z przewagi zastraszanie, aby wzbudzić strach w swojej ofierze, a także z mojej znajomości starożytnych run (wspieranej statystyką wiedza o świecie ◉◉◉○○), aby symbolicznie naznaczyć go w sposób, który czyniłby go wyrzutkiem zarówno w świecie czarodziejskim (runa, którą ryję na jego czole, w pozycji odwróconej oznacza osobę o brudnej krwi, niegodną, wykluczoną), jak i w świecie mugolskim (powszechnie znany symbol nazistowski, o czym Mulciber wie dzięki temu, że jest bardzo into cygaństwo).
// Zakładam, że zaklęcie tnące jest dosyć prostym zaklęciem (zwłaszcza dla zaprawionego Śmierciożercy o spaczeniu III), więc udaje mi się dokonać skaryfikacji. Rzucam natomiast kostką na statystykę kształtowanie ◉◉◉○○ po to, aby uczynić efekt mojego zaklęcia bardziej trwałym, tak, aby uzdrowiciel nie mógł łatwo zasklepić rany na czole mężczyzny. Im wyższy wynik, tym trwalszy efekt.
// Proszę Beza nie banuj mnie. Nie jestem nazistą. Nic nie poradzę że to wyszło po dokładniejszym researchu
// Korzystam także z przewagi zastraszanie, aby wzbudzić strach w swojej ofierze, a także z mojej znajomości starożytnych run (wspieranej statystyką wiedza o świecie ◉◉◉○○), aby symbolicznie naznaczyć go w sposób, który czyniłby go wyrzutkiem zarówno w świecie czarodziejskim (runa, którą ryję na jego czole, w pozycji odwróconej oznacza osobę o brudnej krwi, niegodną, wykluczoną), jak i w świecie mugolskim (powszechnie znany symbol nazistowski, o czym Mulciber wie dzięki temu, że jest bardzo into cygaństwo).
// Zakładam, że zaklęcie tnące jest dosyć prostym zaklęciem (zwłaszcza dla zaprawionego Śmierciożercy o spaczeniu III), więc udaje mi się dokonać skaryfikacji. Rzucam natomiast kostką na statystykę kształtowanie ◉◉◉○○ po to, aby uczynić efekt mojego zaklęcia bardziej trwałym, tak, aby uzdrowiciel nie mógł łatwo zasklepić rany na czole mężczyzny. Im wyższy wynik, tym trwalszy efekt.
// Proszę Beza nie banuj mnie. Nie jestem nazistą. Nic nie poradzę że to wyszło po dokładniejszym researchu
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat