28.03.2025, 09:49 ✶
Olivia raczej nie należała do osób, które za każdym razem narażałyby swoje życie w imię ratowania życia innych osób. A jednak razem z Brenną znalazła się w środku, gasiła płomienie i gdy tylko Longbottom popędziła na górę, Olivia pomogła mężczyźnie na schodach wstać.
- Proszę się nie bać, Brygada już tu jest, pomogą panu - powiedziała cicho, zaciskając mocno palce na ramieniu nieznajomego. Nie była pewna czy go kojarzy czy nie: wszystko teraz działo się tak cholernie szybko, a ona nie miała czasu przyglądać się wszystkim twarzom w okolicy, nawet jeżeli te twarze migały jej przed oczami. - Wychodzimy!
Odkrzyknęła Brennie, pomagając mężczyźnie dźwignąć się na nogi. Miała dzieciaka, tylko to się liczyło: to i próba ucieczki z płonącego budynku.
Razem z mężczyzną wyszli przed budynek, a gdy za nimi wyszła Brenna, Olivia w końcu poczuła, jak nogi jej miękną. Wciąż nie była w bezpiecznym miejscu, ale czy istniało jakieś bezpieczne miejsce w Londynie obecnie? Raczej nie. Quirke opadła na kolana, patrząc jak mężczyzna tuli dziecko, przekazane mu przez Brennę, a potem zgarnia kobietę, która oparzyła sobie rękę. Chociaż spaliła było tu bardziej adekwatnym określeniem.
- To... Prawdziwy chaos - powiedziała cicho, rozglądając się po płonącej Pokątnej. Minęło już tyle czasu a wciąż nie wyglądało na to, by ogień został chociaż w niewielkim stopniu opanowany. - Brenna, co my mamy robić?
Zapytała, unosząc wzrok na koleżankę. Dotarło do niej, że to co robili miało mało sensu: mogli wpadać do płonących budynków i ratować ludzkie życia, ale bez planu zginą prędzej niż później.
- Czy gdzieś jest bezpiecznie?
- Proszę się nie bać, Brygada już tu jest, pomogą panu - powiedziała cicho, zaciskając mocno palce na ramieniu nieznajomego. Nie była pewna czy go kojarzy czy nie: wszystko teraz działo się tak cholernie szybko, a ona nie miała czasu przyglądać się wszystkim twarzom w okolicy, nawet jeżeli te twarze migały jej przed oczami. - Wychodzimy!
Odkrzyknęła Brennie, pomagając mężczyźnie dźwignąć się na nogi. Miała dzieciaka, tylko to się liczyło: to i próba ucieczki z płonącego budynku.
Razem z mężczyzną wyszli przed budynek, a gdy za nimi wyszła Brenna, Olivia w końcu poczuła, jak nogi jej miękną. Wciąż nie była w bezpiecznym miejscu, ale czy istniało jakieś bezpieczne miejsce w Londynie obecnie? Raczej nie. Quirke opadła na kolana, patrząc jak mężczyzna tuli dziecko, przekazane mu przez Brennę, a potem zgarnia kobietę, która oparzyła sobie rękę. Chociaż spaliła było tu bardziej adekwatnym określeniem.
- To... Prawdziwy chaos - powiedziała cicho, rozglądając się po płonącej Pokątnej. Minęło już tyle czasu a wciąż nie wyglądało na to, by ogień został chociaż w niewielkim stopniu opanowany. - Brenna, co my mamy robić?
Zapytała, unosząc wzrok na koleżankę. Dotarło do niej, że to co robili miało mało sensu: mogli wpadać do płonących budynków i ratować ludzkie życia, ale bez planu zginą prędzej niż później.
- Czy gdzieś jest bezpiecznie?