28.03.2025, 10:20 ✶
Olivia była zmęczona. Zmęczona jak jasna cholera - nie dość, że wrzesień zaczęła nie najlepiej, jeżeli chodzi o sen i dbanie o work-life-balance, to nie spała praktycznie od doby. Gdyby nie eliksiry pobudzające oraz hektolitry kawy, które znajdowała w przeróżnych częściach Magicznego Londynu, no i oczywiście adrenalina: to pewnie zasnęłaby na stojąco. Ale jak mogła spać, skoro wciąż tyle osób potrzebowało pomocy?
Pękata Fiolka była otwarta dla potrzebujących: w chwili gdy z Tristanem udało się przenieść i zabezpieczyć wszystkie eliksiry, a pozostałym ugasić pożar w okolicy budynku, miejsce stało się plus-minus bezpieczne. Co prawda było mocno nadpalone i Olivia czuła, że coś było z nim nie tak, ale jako tymczasowy punkt, w którym mogą rozdawać koce, wodę i coś do jedzenia, się sprawdzał. Nie było tu kolejek potrzebujących, bo państwo Quirke skupiali się głównie na sąsiadach: od wielkiej, spektakularnej pomocy był Kowen oraz Ministerstwo, nie oni. Oni mogli zadbać tylko o najbliższe otoczenie.
Olivia musiała się nieźle nagimnastykować, żeby czuwać zarówno nad Tristanem, który nie był obok niej, jak i pomagać mamie i tłumaczyć jej się, gdzie znika. Gdy obok był Ward, jej rodzice wiedzieli, że jest bezpieczna: w chwili jednak, w której mężczyzna zniknął, by sprawdzić co się dzieje z jego mieszkaniem i mugolskimi dzielnicami, znowu powróciła ta nadopiekuńczość, która doprowadzała Olivię do szału. Teraz jednak nie było czasu i miejsca na to, by na to narzekać: Olivia po prostu mówiła, że idzie tam, a potem tam. Że idzie sprawdzić, czy ktoś nie potrzebuje pomocy oraz tak, tym razem nie wpadnę do płonącego budynku żeby kogoś uratować, poczekam na Brygadę. Mama nie widziała jej akcji z Brenną, ale ktoś jej o tym doniósł. Same sześćdziesiony w okolicy.
- Żeby to pierwszy albo ostatni... - mruknęła, nie odpowiadając uśmiechem. Była cholernie zmęczona, na dodatek w ciągu tej jednej, krótkiej nocy, widziała tyle śmierci i zła, że jej twarz powoli odmawiała wykrzywiania ust w uśmiechu. Zupełnie tak, jakby mięśnie się buntowały. - O ile będzie co sprzedawać, jak ugasiliśmy ogień, matka zaczęła rozdawać potrzebującym to, co mogła.
Powiedziała, zaciskając dłoń na miotle. Miotła, podobnie jak sama Olivia, była brudna i wymęczona, ale to nic. Jeszcze obie posłużą chociaż przez chwilę.
- Przypomnij mi, Millie, co my mamy zrobić? - zapytała, przecierając brudną twarz dłonią. Zniknął gdzieś ten beztroski uśmiech i dobry humor, pojawił się ponury konkretyzm.
!Strach przed imieniem
Pękata Fiolka była otwarta dla potrzebujących: w chwili gdy z Tristanem udało się przenieść i zabezpieczyć wszystkie eliksiry, a pozostałym ugasić pożar w okolicy budynku, miejsce stało się plus-minus bezpieczne. Co prawda było mocno nadpalone i Olivia czuła, że coś było z nim nie tak, ale jako tymczasowy punkt, w którym mogą rozdawać koce, wodę i coś do jedzenia, się sprawdzał. Nie było tu kolejek potrzebujących, bo państwo Quirke skupiali się głównie na sąsiadach: od wielkiej, spektakularnej pomocy był Kowen oraz Ministerstwo, nie oni. Oni mogli zadbać tylko o najbliższe otoczenie.
Olivia musiała się nieźle nagimnastykować, żeby czuwać zarówno nad Tristanem, który nie był obok niej, jak i pomagać mamie i tłumaczyć jej się, gdzie znika. Gdy obok był Ward, jej rodzice wiedzieli, że jest bezpieczna: w chwili jednak, w której mężczyzna zniknął, by sprawdzić co się dzieje z jego mieszkaniem i mugolskimi dzielnicami, znowu powróciła ta nadopiekuńczość, która doprowadzała Olivię do szału. Teraz jednak nie było czasu i miejsca na to, by na to narzekać: Olivia po prostu mówiła, że idzie tam, a potem tam. Że idzie sprawdzić, czy ktoś nie potrzebuje pomocy oraz tak, tym razem nie wpadnę do płonącego budynku żeby kogoś uratować, poczekam na Brygadę. Mama nie widziała jej akcji z Brenną, ale ktoś jej o tym doniósł. Same sześćdziesiony w okolicy.
- Żeby to pierwszy albo ostatni... - mruknęła, nie odpowiadając uśmiechem. Była cholernie zmęczona, na dodatek w ciągu tej jednej, krótkiej nocy, widziała tyle śmierci i zła, że jej twarz powoli odmawiała wykrzywiania ust w uśmiechu. Zupełnie tak, jakby mięśnie się buntowały. - O ile będzie co sprzedawać, jak ugasiliśmy ogień, matka zaczęła rozdawać potrzebującym to, co mogła.
Powiedziała, zaciskając dłoń na miotle. Miotła, podobnie jak sama Olivia, była brudna i wymęczona, ale to nic. Jeszcze obie posłużą chociaż przez chwilę.
- Przypomnij mi, Millie, co my mamy zrobić? - zapytała, przecierając brudną twarz dłonią. Zniknął gdzieś ten beztroski uśmiech i dobry humor, pojawił się ponury konkretyzm.
!Strach przed imieniem