03.02.2023, 21:50 ✶
Kiedy się przeciągnęła prezentując się przy tym niczym z okładki Czarownicy spostrzegł kątem oka coś zielonego w okolicach jej stóp.
- Siedzisz boso? Wyrosłaś sobie tu trawę? Wow, fantastyczny pomysł. Czemu w szkole tego nie robiłem?- zachwycił się pomysłowością urozmaicenia tak prozaicznej czynności jakim jest siedzenie przy biurku. Uniósł ręce w geście poddania kiedy zapewniała, że jakość jej tekstów nigdy nie spadnie. Dla spokoju się zgodził.
- Nie będę pytał o czym piszesz bo wiem, że nie możesz mówić. Ale przedłużyłem prenumeratę Proroka Codziennego żeby widzieć co tam tworzysz. Ten artykuł o wzmożonej obecności testrali w Dolinie Godryka był wciągający. Ej, ciekawe czy teraz bym je zobaczył.- tak, czytał wiernie każdy jej artykuł. Nie wiedziała o tym ale wszystkie chował do kufra na pamiątkę. Kiedyś mile ją zaskoczy. Dla Rhei za to wymyśli coś osobnego, gdy się z nią spotka to z pewnością zostanie zainspirowany.
- Ja już nigdy nie będę mógł jeść tych cudów.- pożalił się ze szczerą trwogą na twarzy. - Ilekroć tam jestem to moja dusza cierpi. Próbowałem zjeść coś normalnego ale faktura jakiegokolwiek jedzenia mnie odrzuca. Alkohol też nie działa.- oczywiście, że to sprawdził lecz dopiero niedawno. Nie czuł się dobrze w martwym ciele. Nie potrafił tego opisać.
- Bo nie chce mi się pić. Najlepiej wyglądam do czterech godzin po... Mam nawet ciepłą skórę, zobacz.- wyciągnął do niej rękę i ułożył palce na jej nadgarstku aby zobaczyła, że faktycznie nie był już taki chłodny. Zmienił pozycję i odwrócił krzesło, siadając na nim okrakiem tak, aby przedramiona położyć na drewnianym oparciu.
Zmrużył oczy gdy tak ekspresyjnie wgryzała się w pączka. Patrzył na nią zadziornie, jakby go właśnie uraziła swoją radością na słodki smak. Nie komentował jednak na głos, niech się cieszy ze smaku. Niektórzy nie mogą!
- A to nie mogę bezinteresownie przyjść do przyjaciółki i przynieść coś słodkiego? Chyba ostatnio dużo siedziałaś z Rheą.- wywrócił oczyma. Rozmasował kciukiem kącik ust aby przestać się uśmiechać bo oczywiście wywęszyła, że spotkanie ma drugie dno.
- Przegrałem w kasynie.- wykrzywił się na wspomnienie porażki. Niemal mu się udało, był bardzo blisko zwycięstwa… brakowało mu dwóch cyfr. Uch, następnym razem zastosuje innej metody szacowania możliwych kombinacji. Za którymś razem się uda.
- A wyrzucili mnie z pracy. Nie chcą w Komitecie wampira. Za to jedna torebka krwi kosztuje osiemnaście galeonów a żeby czuć się dobrze muszę mieć przynajmniej trzy na dzień. Nie wiem też jak długo będą mi je sprzedawać. Wczoraj krzywili się, że bardzo mocno uszczuplam zasoby…- co było typowe dla nowo stworzonych wampirów. Dosyć dużo wyciągnął od Williama ale w końcu musiał przestać, zostawiając go na skrajnie awaryjne sytuacje, że naprawdę nie będzie miał czym się pożywić.
Nie wiem co robić. Nie mogę pić mniej bo wtedy byle jakie cudze skaleczenie mnie rozstraja…, dodał już w myślach. Oparł brodę o swoje dłonie i tak spoglądał na Alice. Wiedział, że coś razem wymyślą. Wszystko było po to aby nie musiał sięgać po krew bezpośrednio z cudzej żyły. Bronił się przed tym rękami i nogami.
- Siedzisz boso? Wyrosłaś sobie tu trawę? Wow, fantastyczny pomysł. Czemu w szkole tego nie robiłem?- zachwycił się pomysłowością urozmaicenia tak prozaicznej czynności jakim jest siedzenie przy biurku. Uniósł ręce w geście poddania kiedy zapewniała, że jakość jej tekstów nigdy nie spadnie. Dla spokoju się zgodził.
- Nie będę pytał o czym piszesz bo wiem, że nie możesz mówić. Ale przedłużyłem prenumeratę Proroka Codziennego żeby widzieć co tam tworzysz. Ten artykuł o wzmożonej obecności testrali w Dolinie Godryka był wciągający. Ej, ciekawe czy teraz bym je zobaczył.- tak, czytał wiernie każdy jej artykuł. Nie wiedziała o tym ale wszystkie chował do kufra na pamiątkę. Kiedyś mile ją zaskoczy. Dla Rhei za to wymyśli coś osobnego, gdy się z nią spotka to z pewnością zostanie zainspirowany.
- Ja już nigdy nie będę mógł jeść tych cudów.- pożalił się ze szczerą trwogą na twarzy. - Ilekroć tam jestem to moja dusza cierpi. Próbowałem zjeść coś normalnego ale faktura jakiegokolwiek jedzenia mnie odrzuca. Alkohol też nie działa.- oczywiście, że to sprawdził lecz dopiero niedawno. Nie czuł się dobrze w martwym ciele. Nie potrafił tego opisać.
- Bo nie chce mi się pić. Najlepiej wyglądam do czterech godzin po... Mam nawet ciepłą skórę, zobacz.- wyciągnął do niej rękę i ułożył palce na jej nadgarstku aby zobaczyła, że faktycznie nie był już taki chłodny. Zmienił pozycję i odwrócił krzesło, siadając na nim okrakiem tak, aby przedramiona położyć na drewnianym oparciu.
Zmrużył oczy gdy tak ekspresyjnie wgryzała się w pączka. Patrzył na nią zadziornie, jakby go właśnie uraziła swoją radością na słodki smak. Nie komentował jednak na głos, niech się cieszy ze smaku. Niektórzy nie mogą!
- A to nie mogę bezinteresownie przyjść do przyjaciółki i przynieść coś słodkiego? Chyba ostatnio dużo siedziałaś z Rheą.- wywrócił oczyma. Rozmasował kciukiem kącik ust aby przestać się uśmiechać bo oczywiście wywęszyła, że spotkanie ma drugie dno.
- Przegrałem w kasynie.- wykrzywił się na wspomnienie porażki. Niemal mu się udało, był bardzo blisko zwycięstwa… brakowało mu dwóch cyfr. Uch, następnym razem zastosuje innej metody szacowania możliwych kombinacji. Za którymś razem się uda.
- A wyrzucili mnie z pracy. Nie chcą w Komitecie wampira. Za to jedna torebka krwi kosztuje osiemnaście galeonów a żeby czuć się dobrze muszę mieć przynajmniej trzy na dzień. Nie wiem też jak długo będą mi je sprzedawać. Wczoraj krzywili się, że bardzo mocno uszczuplam zasoby…- co było typowe dla nowo stworzonych wampirów. Dosyć dużo wyciągnął od Williama ale w końcu musiał przestać, zostawiając go na skrajnie awaryjne sytuacje, że naprawdę nie będzie miał czym się pożywić.
Nie wiem co robić. Nie mogę pić mniej bo wtedy byle jakie cudze skaleczenie mnie rozstraja…, dodał już w myślach. Oparł brodę o swoje dłonie i tak spoglądał na Alice. Wiedział, że coś razem wymyślą. Wszystko było po to aby nie musiał sięgać po krew bezpośrednio z cudzej żyły. Bronił się przed tym rękami i nogami.