28.03.2025, 12:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.03.2025, 12:03 przez Scarlett Mulciber.)
Chciała się podnieść, ale jej się nie udało. Silne dłonie na powrót sprowadziły ją na chłopaka, pod którym chwilę później się znalazła. Czując się wręcz nielegalnie pod ciężarem jego ciała, które teraz odgrodziło ją od reszty świata. I gdyby nie swąd dymu, gdyby nie podmuchy gorąca i fale krzyku, które uderzały w jej bębenki słuchowe, może gdyby nie to wszystko zechciałaby się wyszarpać, zwyzywać go za nazwanie ją durną i zapomnieć. Jej myśli były jednak nazbyt pełne, a umysł przebodźcowany wszystkim co działo się dookoła.
Za dużo. Za dużo. A gdyby mogła je wszystkie zagłuszyć, zadusić, zapomnieć choć na chwilę.
Ciężar zelżał, a ona otworzyła oczy. Lazurowe zwierciadła pochwyciły wzrok wiszącego nad nią chłopaka. Nie znała go, nie kojarzyła jego twarzy, toteż gdy z jego ust wypadły kolejne słowa, ta zmarszczyła nos w niezrozumieniu.
Nie był żadnym z nokturnowych pijaczków i karków, którzy kłaniali jej się w pas tytułując ją pieszczotliwie narzeczoną pana Malfoya, gdy za sprawą przypadku przedstawili się tak jeden raz dla jednego z nich, a ten najwidoczniej rozniósł wesołą nowinę dalej. Nie był żadnym z nich, więc kim był i skąd wiedział, mimo że nigdy wcześniej ich spojrzenia się nie przecięły?
-Dupy to są w tych zapyziałych spelunach po których się szlaja, razem z resztą tych szmat - fuknęła oburzona, tkwiąc przez moment w bezruchu jakby się zastanawiała czy pochwycić jego dłoń. Wyciągnęła w końcu rękę, wstając wraz z jego pomocą - ja jestem jego dziewczyną - dodała, otrzepując ubranie. Na moment zastygła w bezruchu, orientując się co powiedziała. I choć zdawało się to nie być nic wielkiego, sam ją tak zatytułował, to jednak pierwszy raz powiedziała to na głos. Pierwszy raz to ona sama je wypowiedziała. Te słowa wypadły z jej ust, nie z obcych, nie z przypadku jak było to pierwszy raz. Wzięła głęboki wdech, zaciskając usta, aby skarcić się w myślach. Coś co nie ma nazwy nie istnieje, w momencie w którym nadajemy nazwę - nadajemy znaczenie, przyznajemy do istnienia, a to niosło konsekwencję.
Z myśli wyrwało ją pytanie nieznajomego na którego przeniosła wzrok. Acz ten zaraz poszybował w kierunku nieba, obserwując mętne niebo, przysłonięte przez dym.
No to teraz dojebał. Chłopie! ja zadaje sobie te pytanie każdego pierdolonego dnia od kiedy go poznałam.
Skąd mam to wiedzieć. I tak, wkurwia mnie to okrutnie, chociaż tym razem dokładnie wiedziała gdzie się udał, gdy ich drogi rozeszły się nie tak dawno na ulicy horyzontalnej.
-Żyje - odparła, choć dowodów na to nie miała. A jednak nie miał prawa umrzeć, toteż nie mogło być inaczej. Nie miał prawa jej tego zrobić. Nie miał prawa jej zostawiać.
Powoli ruszyła, poprawiając przewieszoną przez ramię torbę, próbując ogarnąć wzrokiem sytuacje, odsunąć się na bok, aby wyszli z tłumu.
-On posz...- urwała, gdy dosłownie przed jej twarzą przeleciał przedmiot. Kamień? - podążyła wzrokiem w stronę z której przedmiot wyleciał.
-TY! Pieprzona suka! - krzyknął mężczyzna z którym wzrokiem zderzyło się beznamiętne, jasne spojrzenie dziewczyny. Nie bardzo rozumiała - To wasza wina! To wszystko!
Zmarszczyła brwi, czuła na sobie wzrok coraz to większej liczby osób, a Ona sama odruchowo się spięła, czując jak adrenalina leniwie rozlewa się po jej ciele, czując narastające zagrożenie, a wraz z tym niepokój. Uśmiechnęła się, mrużąc ślepia, przysłaniając je częściowo kotarami kruczoczarnych rzęs, a tym samym nadając spojrzeniu kociego wyrazu.
-Pierdolona czystokrwista szmata! szukacie zemsty?! Bawi Cię to?!
Od kiedy stała się tak kurewsko popularna? Ukradkiem dostrzegła, że jego monolog zdobywa coraz większe zainteresowanie, a to zwiastowało kłopoty. Dziki tłum nie dyskutuje, nie szuka logiki, a ludzie w tragedii skąpani są w żądzy zemsty. Tak skończy?
Zaczęła wyliczać w głowie ilość gapiów, próbując przewidzieć który był w stanie razem z mężczyzną rzucić się w jej kierunku, dając wiarę jego słowom. Chociaż jej lica były nieskalane bliznami ona sama potrafiła walczyć, przemoc była tym co często wykorzystywała. A jednak zliczając w głowie ludzi nie była w stanie jasno oszacować swoich szans, które rysowały się raczej marnie. Szczególnie, że mieli przewagę i całość wyglądałaby bardziej jak egzekucja.
Za dużo. Za dużo. A gdyby mogła je wszystkie zagłuszyć, zadusić, zapomnieć choć na chwilę.
Ciężar zelżał, a ona otworzyła oczy. Lazurowe zwierciadła pochwyciły wzrok wiszącego nad nią chłopaka. Nie znała go, nie kojarzyła jego twarzy, toteż gdy z jego ust wypadły kolejne słowa, ta zmarszczyła nos w niezrozumieniu.
Nie był żadnym z nokturnowych pijaczków i karków, którzy kłaniali jej się w pas tytułując ją pieszczotliwie narzeczoną pana Malfoya, gdy za sprawą przypadku przedstawili się tak jeden raz dla jednego z nich, a ten najwidoczniej rozniósł wesołą nowinę dalej. Nie był żadnym z nich, więc kim był i skąd wiedział, mimo że nigdy wcześniej ich spojrzenia się nie przecięły?
-Dupy to są w tych zapyziałych spelunach po których się szlaja, razem z resztą tych szmat - fuknęła oburzona, tkwiąc przez moment w bezruchu jakby się zastanawiała czy pochwycić jego dłoń. Wyciągnęła w końcu rękę, wstając wraz z jego pomocą - ja jestem jego dziewczyną - dodała, otrzepując ubranie. Na moment zastygła w bezruchu, orientując się co powiedziała. I choć zdawało się to nie być nic wielkiego, sam ją tak zatytułował, to jednak pierwszy raz powiedziała to na głos. Pierwszy raz to ona sama je wypowiedziała. Te słowa wypadły z jej ust, nie z obcych, nie z przypadku jak było to pierwszy raz. Wzięła głęboki wdech, zaciskając usta, aby skarcić się w myślach. Coś co nie ma nazwy nie istnieje, w momencie w którym nadajemy nazwę - nadajemy znaczenie, przyznajemy do istnienia, a to niosło konsekwencję.
Z myśli wyrwało ją pytanie nieznajomego na którego przeniosła wzrok. Acz ten zaraz poszybował w kierunku nieba, obserwując mętne niebo, przysłonięte przez dym.
No to teraz dojebał. Chłopie! ja zadaje sobie te pytanie każdego pierdolonego dnia od kiedy go poznałam.
Skąd mam to wiedzieć. I tak, wkurwia mnie to okrutnie, chociaż tym razem dokładnie wiedziała gdzie się udał, gdy ich drogi rozeszły się nie tak dawno na ulicy horyzontalnej.
-Żyje - odparła, choć dowodów na to nie miała. A jednak nie miał prawa umrzeć, toteż nie mogło być inaczej. Nie miał prawa jej tego zrobić. Nie miał prawa jej zostawiać.
Powoli ruszyła, poprawiając przewieszoną przez ramię torbę, próbując ogarnąć wzrokiem sytuacje, odsunąć się na bok, aby wyszli z tłumu.
-On posz...- urwała, gdy dosłownie przed jej twarzą przeleciał przedmiot. Kamień? - podążyła wzrokiem w stronę z której przedmiot wyleciał.
-TY! Pieprzona suka! - krzyknął mężczyzna z którym wzrokiem zderzyło się beznamiętne, jasne spojrzenie dziewczyny. Nie bardzo rozumiała - To wasza wina! To wszystko!
Zmarszczyła brwi, czuła na sobie wzrok coraz to większej liczby osób, a Ona sama odruchowo się spięła, czując jak adrenalina leniwie rozlewa się po jej ciele, czując narastające zagrożenie, a wraz z tym niepokój. Uśmiechnęła się, mrużąc ślepia, przysłaniając je częściowo kotarami kruczoczarnych rzęs, a tym samym nadając spojrzeniu kociego wyrazu.
-Pierdolona czystokrwista szmata! szukacie zemsty?! Bawi Cię to?!
Od kiedy stała się tak kurewsko popularna? Ukradkiem dostrzegła, że jego monolog zdobywa coraz większe zainteresowanie, a to zwiastowało kłopoty. Dziki tłum nie dyskutuje, nie szuka logiki, a ludzie w tragedii skąpani są w żądzy zemsty. Tak skończy?
Zaczęła wyliczać w głowie ilość gapiów, próbując przewidzieć który był w stanie razem z mężczyzną rzucić się w jej kierunku, dając wiarę jego słowom. Chociaż jej lica były nieskalane bliznami ona sama potrafiła walczyć, przemoc była tym co często wykorzystywała. A jednak zliczając w głowie ludzi nie była w stanie jasno oszacować swoich szans, które rysowały się raczej marnie. Szczególnie, że mieli przewagę i całość wyglądałaby bardziej jak egzekucja.
No, Min Kaejre... chyba miałeś rację. Już nie wrócę do kamienicy.