28.03.2025, 15:22 ✶
Tw: cierpienie zwierząt
Magiczne stworzenia były niesamowite. Sowy, choć na pograniczu zwykłości i magii, nie ustępowały wiele tym utkanym wyłącznie z nadprzyrodzonych mocy. Jak mogły unieść nawet najcięższe przesyłki? Jak trafiały do adresata, jak słuchały się swoich właścicieli? To wszystko nie do końca mieściło się w Charlesowej głowce, ale wiedział jedno: cieszył się, że jego Oda była bezpieczna w klatce, w mieszkaniu Rolpha. Patrząc na ptaki niosące pakunki, przewidywał im smutny los, jeśli nie z rąk podobnych jemu, to przez sypiący się z nieba popiół.
Z nieba leciał nie tylko popiół, o czym przekonał się ten, który najwyraźniej był najwyżej postawiony w hierarchii. Charles uśmiechnął się pod maską, gdy szata towarzysza pokryła się resztkami z sowiego przewodu pokarmowego. To musiał być większy puchacz, sądząc po rozmiarze plamy.
- Sowy nie będą latać, jeśli nie będzie miał ich kto lub jak wysyłać. - Dodał po cichu swoje trzy grosze, zgadzając się ze śmierciożercą, który proponował szturm na Ministerstwo. Nie mogłoby zrobić tego we czterech, ale przecież z pewnością Czarny Pan miał więcej osób do pomocy!
Póki co musieli jednak skupić się na swoim zadaniu. Przeszkodzenie w komunikacji nie wydawało się wyzwaniem, lecz sowa, w którą wycelował ten, któremu któraś naptakała na szatę, wyminęła rzucone w nią zaklęcie. Rzeczywiście musiała być przesiąknięta magiczną energią.
- Proszę pozwolić. - Zaoferował się grzecznie, robiąc krok do przodu.
Nie pokona ich jakaś głupia sowa, a zniewaga z jej strony wymagała reakcji. Skoro mogła wyminąć pojedyncze zaklęcie, Charles chciał zobaczyć, jak poradzi sobie z czymś, co miało nieco większe rozmiary. Uniósł dłonie, by wyczarować siatkę. Z każdego ze schowanego w rękawicach palców miał wystrzelić sznur, plączący się z pozostałymi w ciężką sieć. W zamyśle sowa miała się w nią zaplątać i spaść, przy odrobinie szczęścia tuż u stóp Louvaina.
na wytworzenie sieci, kształtowanie 3 kropki
Magiczne stworzenia były niesamowite. Sowy, choć na pograniczu zwykłości i magii, nie ustępowały wiele tym utkanym wyłącznie z nadprzyrodzonych mocy. Jak mogły unieść nawet najcięższe przesyłki? Jak trafiały do adresata, jak słuchały się swoich właścicieli? To wszystko nie do końca mieściło się w Charlesowej głowce, ale wiedział jedno: cieszył się, że jego Oda była bezpieczna w klatce, w mieszkaniu Rolpha. Patrząc na ptaki niosące pakunki, przewidywał im smutny los, jeśli nie z rąk podobnych jemu, to przez sypiący się z nieba popiół.
Z nieba leciał nie tylko popiół, o czym przekonał się ten, który najwyraźniej był najwyżej postawiony w hierarchii. Charles uśmiechnął się pod maską, gdy szata towarzysza pokryła się resztkami z sowiego przewodu pokarmowego. To musiał być większy puchacz, sądząc po rozmiarze plamy.
- Sowy nie będą latać, jeśli nie będzie miał ich kto lub jak wysyłać. - Dodał po cichu swoje trzy grosze, zgadzając się ze śmierciożercą, który proponował szturm na Ministerstwo. Nie mogłoby zrobić tego we czterech, ale przecież z pewnością Czarny Pan miał więcej osób do pomocy!
Póki co musieli jednak skupić się na swoim zadaniu. Przeszkodzenie w komunikacji nie wydawało się wyzwaniem, lecz sowa, w którą wycelował ten, któremu któraś naptakała na szatę, wyminęła rzucone w nią zaklęcie. Rzeczywiście musiała być przesiąknięta magiczną energią.
- Proszę pozwolić. - Zaoferował się grzecznie, robiąc krok do przodu.
Nie pokona ich jakaś głupia sowa, a zniewaga z jej strony wymagała reakcji. Skoro mogła wyminąć pojedyncze zaklęcie, Charles chciał zobaczyć, jak poradzi sobie z czymś, co miało nieco większe rozmiary. Uniósł dłonie, by wyczarować siatkę. Z każdego ze schowanego w rękawicach palców miał wystrzelić sznur, plączący się z pozostałymi w ciężką sieć. W zamyśle sowa miała się w nią zaplątać i spaść, przy odrobinie szczęścia tuż u stóp Louvaina.
na wytworzenie sieci, kształtowanie 3 kropki
Rzut Z 1d100 - 71
Sukces!
Sukces!