22.10.2022, 20:10 ✶
Powoli można było zacząć odczuwać bliskie przyjście wiosny. Dzień robił się coraz dłuższy, a leniwe promienie słońca, które przebijały się przez warstwę chmur zachęcały do wyjścia z domu. Nie, żeby Ger zimą unikała jakoś specjalnie świeżego powietrza, jednak teraz nie mogła usiedzieć już w czterech ścianach. Nie zastanawiając się specjalnie zbyt długo wyszła z domu, wzięła w dłoń miotłę i wybrała się na krótki oblot okolicy.
Uwielbiała latać na miotle, czuć wiatr we włosach, wolność... Gdyby nie to, że tak bardzo interesowała się magicznymi stworzeniami to zapewne latałaby zawodowo. Tak była to jej jedynie czasowa przyjemność, która czasem pomagała w pracy.
Jakoś tak się złożyło, że wylądowała na ulicy Pokątnej. Postanowiła odwiedzić kilka sklepów, zobaczyć, jak wygląda zaopatrzenie konkurencji, może znaleźć nowych klientów na odzwierzęce składniki. Musiała być na bieżąco z rynkiem, wiedzieć, co w trawie piszczy. W końcu chciała zostać jednym z najważniejszych dostawców w Londynie, a to nie mogło się wydarzyć samoistnie. Powinna być zaangażowana w rozprowadzanie swoich produktów. Ojciec na pewno będzie z dumny z tego, że działa, a nie leży. W końcu jako jedna z nielicznych w rodzinie pracowała w zawodzie, przynajmniej w praktyce. Nie chciała skończyć w ministerstwie i mieć ciepłej posadki, potrzebowała w życiu trochę adrenaliny, na całe szczęście jej się to udało i mogła robić to, na co miała ochotę.
Miotłę zaparkowała, właściwie to rzuciła gdzieś przed wejściem do jednego ze sklepów. Przecież miała tu wejść tylko na krótką chwilę, nie powinno to nikomu przeszkadzać. Zagadała się jednak ze sprzedawcą, widać znał się na rzeczy, wydawał się być zainteresowany kilkoma komponentami. Powinna się do niego odezwać w najbliższym czasie. Wyszła ze sklepiku uśmiechnięta, dzień był przecież taki przyjemny, do tego sukces związany z rozmową sprzed chwili. Gdy zauważyła kogoś przy swojej miotle. - Kurwa.- mruknęła pod nosem. Oczywiście nie mogło być zbyt kolorowo.
Tak się zirytowała tym, że ktoś się zainteresował tym, że źle zaparkowała, że dopiero po chwili dostrzegła, że sylwetka wydaje się jej być znajoma. Schowała za ucho kosmyk włosów, który opadał jej na twarz i zbliżyła się do mężczyzny. -Thomas!- odparła z nieudawanym wcale entuzjazmem. - Ile to właściwie lat?- zmrużyła oczy, robiła tak zawsze, kiedy próbowała myśleć. Nie wyglądała wtedy specjalnie inteligentnie. - Źle zaparkowana?- powtórzyła po mężczyźnie. - Dostanę od Ciebie mandat, czy w ogóle nie powinnam mówić do Ciebie panie władzo?- uśmiechnęła się do niego, naprawdę ucieszyła się z widoku znajomej twarzy.
Uwielbiała latać na miotle, czuć wiatr we włosach, wolność... Gdyby nie to, że tak bardzo interesowała się magicznymi stworzeniami to zapewne latałaby zawodowo. Tak była to jej jedynie czasowa przyjemność, która czasem pomagała w pracy.
Jakoś tak się złożyło, że wylądowała na ulicy Pokątnej. Postanowiła odwiedzić kilka sklepów, zobaczyć, jak wygląda zaopatrzenie konkurencji, może znaleźć nowych klientów na odzwierzęce składniki. Musiała być na bieżąco z rynkiem, wiedzieć, co w trawie piszczy. W końcu chciała zostać jednym z najważniejszych dostawców w Londynie, a to nie mogło się wydarzyć samoistnie. Powinna być zaangażowana w rozprowadzanie swoich produktów. Ojciec na pewno będzie z dumny z tego, że działa, a nie leży. W końcu jako jedna z nielicznych w rodzinie pracowała w zawodzie, przynajmniej w praktyce. Nie chciała skończyć w ministerstwie i mieć ciepłej posadki, potrzebowała w życiu trochę adrenaliny, na całe szczęście jej się to udało i mogła robić to, na co miała ochotę.
Miotłę zaparkowała, właściwie to rzuciła gdzieś przed wejściem do jednego ze sklepów. Przecież miała tu wejść tylko na krótką chwilę, nie powinno to nikomu przeszkadzać. Zagadała się jednak ze sprzedawcą, widać znał się na rzeczy, wydawał się być zainteresowany kilkoma komponentami. Powinna się do niego odezwać w najbliższym czasie. Wyszła ze sklepiku uśmiechnięta, dzień był przecież taki przyjemny, do tego sukces związany z rozmową sprzed chwili. Gdy zauważyła kogoś przy swojej miotle. - Kurwa.- mruknęła pod nosem. Oczywiście nie mogło być zbyt kolorowo.
Tak się zirytowała tym, że ktoś się zainteresował tym, że źle zaparkowała, że dopiero po chwili dostrzegła, że sylwetka wydaje się jej być znajoma. Schowała za ucho kosmyk włosów, który opadał jej na twarz i zbliżyła się do mężczyzny. -Thomas!- odparła z nieudawanym wcale entuzjazmem. - Ile to właściwie lat?- zmrużyła oczy, robiła tak zawsze, kiedy próbowała myśleć. Nie wyglądała wtedy specjalnie inteligentnie. - Źle zaparkowana?- powtórzyła po mężczyźnie. - Dostanę od Ciebie mandat, czy w ogóle nie powinnam mówić do Ciebie panie władzo?- uśmiechnęła się do niego, naprawdę ucieszyła się z widoku znajomej twarzy.