— Oczywiście, że kurwa nie z kuchni! — krzyknął pan gumowe ucho, sam kucharz, szczerze niezainteresowany panikarskimi okrzykami. Co on był, jebana straż pożarna? Bumowcy? Ha tfu. — W życiu niczego nie przypaliłem!
To, rzecz jasna, było wierutne kłamstwo. Eksperymentalne flambirowanie czy zwykła nieostrożność wielokrotnie doprowadzały garnki Lewisa do czarnego dna, a nieudane potrawy nosiły w sobie nieprzyjemną gorycz węgla, której nie dało się w żaden sposób wyeliminować. Tym razem jednakowoż był całkowicie niewinny. Pojawił się w swoim fartuchu zawiniętym w pasie, brzydkiej koszulce polo w kolorze smutnej, spranej czerwieni, co mogło tłumaczyć pomysł o strażakach, w końcu Nokturn z mądrości nie słynął, w obu rękach niosąc miski z niewybrednym i najtańszym daniem Rejwachu, zupą na winie. Wbrew pozorom rzadko miała w sobie alkohol, pomimo nazwy. Była to bowiem zupa: co się nawinie, to do gara. Lepiej nie pytać jakim cudem zawsze wyglądała i smakowała tak samo, pomimo drastycznie różniących się składników, zależnie na co był sezon i przeceny na targu.
Położył miski klientom, którzy je zamawiali. Nie wiedział zupełnie o co chodzi, jaki pożar, ale jak tylko coś tam padło o Wiwernie, na jego twarzy pojawił się niecny uśmiech. To nie tak, że życzył komukolwiek, aby stała mu się krzywda, ale nienawiść do konkurencyjnej knajpy to nie był jedynie obywatelski obowiązek, ale również przyjemność.
— Ej, szefie, może jednak to gaszenie konkurencji gorzałą to twój nowy zajebisty wynalazek — palnął do Woody'ego, wracając za ladę, po drodze puszczając oczko do Nico i Aseny. Ktoś tu pracować musiał, ale widocznie panie wzięły sobie na serio postulaty Amerykanek o zgodę na własne konta czy coś. Coś tam w radiu paplali o tym, ale bardziej interesowało go filetowanie swojego obiadu niż jakieś wiadomości z poza kraju.
— Wszystko się pali! To koniec świata! — Do spanikowanych słów dołączyła druga osoba, która wpadła do Rejwachu, starsza kobieta, ściskająca dłoń na lasce, w moherowym berecie, mimo że dopiero zaczynało się robić chłodniej. Lewis miał teorię, że dzięki antenkom lepiej słyszały Boginię.