To pewnie można by uznać za dość kontrowersyjne, jednak Prue w ogóle się go nie bała. Mimo tego, że nad nią górował (o co wcale nie było tak trudno), mimo, że wyglądał na kogoś, kto potrafi zrobić krzywdę jeśli tego chce, to dzisiaj mu zaufała. Zresztą nie pierwszy raz. Kilka dni temu przecież też postanowiła skorzystać z wyciągniętej ręki. Nie reagowała tak często, raczej wolała być zdana na siebie, jednak w tym przypadku całkiem łatwo jej to przychodziło. Zaufanie, w tej chwili w sytuacji, w której mogła stracić życie, nie uważała jednak, że jest to nie na miejscu. Coś jej mówiło, że nie pozwoli na to, aby stała się jej krzywda. Może była naiwna, i głupia, ale jakie miała wyjście?
Zresztą udowodnił jej przed chwilą, że potrafi o nią zadbać. Uchronił kobietę przed wybuchem, do którego doszło w pobliskiej aptece. Zasłonił ją swoim własnym ciałem. To było naprawdę wiele, szczególnie, że wcześniej bezceremonialnie podniósł ją i przeniósł w bezpieczne miejsce (no, bardziej bezpieczne, niż to w którym się znajdowała). Nie miała podstaw, aby wątpić w jego zamiary. Tyle, że też nie wydawało jej się być to całkiem normalnym zachowaniem, kto w takim momencie myślał o innych, zamiast przejmować się tylko i wyłącznie sobą? Nie do końca wiedziała, co o nim myśleć, ale w tej chwili skłaniała się ku temu, że był po prostu dobrym człowiekiem, któremu los obcych nie był obojętny. W sumie w tej chwili nie zupełnie obcych, bo jej. Właściwie nie poznała jego imienia, nie byli zupełnie nieznajomymi, bo przecież ostatnio już ich drogi się skrzyżowały, teraz jednak wydawało jej się to być w pewien sposób wyjątkowe. Na pewno nie bez powodu znalazł się tutaj teraz, to musiało coś znaczyć, czy gdyby nie on płomienie by ją pożarły? Nie mogła tego wiedzieć. Na pewno była mu okropnie wdzięczna za to, że zainteresował się jej losem, bo przecież nie musiał tego robić. Mógł przejść obok niej zupełnie obojętnie, bo się nie znali. Nie miała pojęcia dlaczego, ale to wcale nie wydawało jej się tak oczywiste, znała te brązowe oczy, które teraz na nią spoglądały, na pewno je kojarzyła, tyle, że nadal nie miała pojęcia skąd. To było dla niej dziwne, ale nie zamierzała się teraz na tym skupiać, może kiedyś dostanie odpowiedź na te wszystkie pytania, które zaczynały ją nurtować.
Czuła się wyjątkowo bezpiecznie w jego towarzystwie, chociaż wyglądał na kogoś, kto wiedział w jaki sposób zranić inną osobę. Chcąc nie chcąc zdążyła zmierzyć swoim wzrokiem jego sylwetkę, która zdecydowanie nad nią górowała, ale sprawiało to tylko i wyłącznie to, że czuła się bardziej bezpiecznie. Zabawne, nie miała w zwyczaju ufać osobom jak on, ale tym razem przychodziło jej to bardzo łatwo. Może przez to, że czuła, że go zna? Nie miała pojęcia, nie mogła jednak zaprzeczyć, że naprawdę cieszyła się, że był tutaj z nim, a nie sama. Wyglądał na kogoś, kto miał większe pojęcie o tym, jak radzić sobie w takich kryzysowych sytuacjach.
Musiała unosić głowę do góry, kiedy się do niego odzywała, widziała jednak, że próbuje się schylać, to było całkiem miłe, ta świadomość, że nie traktował jej jako zbędnego bagażu, ale próbował z nią rozmawiać, chociaż warunki średnio sprzyjały konwersacji.
- Chyba bardziej w to wierzysz niż ja sama. - Niby miała świadomość, że każdy powinien posiadać takie instynkty, ale te jej były chyba bardzo mocno ukryte. Zdawała sobie sprawę z tego, że była poniekąd dziwna z tymi swoimi zawieszeniami, które przytrafiały się jej w najmniej odpowiednich momentach. Ile patrzyłaby się w ogień gdyby jej nie złapał? Czy wybuch apteki by jej nie zmiótł? Nie mogła mieć co do tego pewności. Jednak tutaj stała, cała i zdrowa, wiedziała komu to zawdzięczała.
- Brak strachu to chyba bardziej głupota. - Wiedziała, jak to działało. Brak strachu wiązał się ze zbyt wielką pewnością siebie, a ta mogła doprowadzić do tragedii, dobrze było mieć w sobie choć odrobinę ostrożności, ale faktycznie nie powinno się bać wszystkiego. To również nie służyło, łatwo mówić, ale najlepiej było odnaleźć jakiś złoty środek.
- Jakiś mugol, który nie żyje brzmi bardzo wiarygodnie... - Nie, żeby miała problem z mugolami, wręcz przeciwnie, uważała, że warto czerpać z ich wiedzy, bo mogli się dzięki temu dość sporo nauczyć, jednak potrzebowałaby nazwiska, aby faktycznie móc korzystać z tego cytatu. Lubiła brzmieć w miarę profesjonalnie, gdy korzystała z takich ciekawostek.
Pokręciła jedynie z powątpiewaniem głową, gdy znowu odezwał się do niej po francusku, nie znała tego języka, będzie musiała chyba nadrobić braki... chociaż nie miała zbyt częstej szansy na to, aby faktycznie go słuchać. Dosyć lekko brzmiał ton jego głosu, kiedy sięgał po ten język. Może spędził we Francji trochę czasu? Nie miała pojęcia, nie wiedziała dlaczego w ogóle się nad tym zastanawiała. - To nie zawsze jest tylko panika, ale rozumiem do czego zmierzasz. - W jej przypadku było wręcz przeciwnie - był to przesadny spokój i oderwanie od rzeczywistości. Nie miała zamiaru panikować, potrafiła grać i być zupełnie obojętna, kiedy wymagała tego sytuacja, nawet taka jak ta, gdzie mogłoby się wydawać, że świat się właśnie kończył.
- Myślisz, że można cytować tylko martwych? - Nie, wcale tak nie było. Mogłaby skorzystać z jego słów, wspomnieć o tym, że kiedyś ktoś mądry powiedział jej coś takiego. Dobrze było wiedzieć, że nie zamierzał dzisiaj umrzeć, bo w sumie to ona też nie, a że ich drogi się skrzyżowały to oznaczałoby, że mają podobne plany co do tego wieczora. Przetrwać - niby nic wielkiego, ale patrząc na to, co działo się wokół nich to wcale nie było takie proste.
Nie przestawała wpatrywać się w jego oczy, kiedy rozmawiali, nie powinno to nikogo dziwić, bo resztę twarzy miał zakrytą chustą, właściwie to mogłaby się zarzekać, że dostrzegła błysk w jego oczach, chyba się zaśmiał? Czy mogła być tego pewna, no nie do końca. Pozostawało wierzyć w to, że faktycznie chociaż przez chwilę poprawiła mu humor.
- Porzeczkowy, jasne, będzie na Ciebie czekał. Jak coś, wiesz, gdzie mieszkam. - W końcu zaprowadziła go do siebie wtedy, aby pomóc mu z kolanem, co może nie było szczególnie rozsądne, ale najwyraźniej w towarzystwie tego mężczyzny nie do końca zachowywała się rozsądnie, co ciekawe, nie miała wobec tego sobie nic do zarzucenia, po prostu tak się składało, sytuacje, które ich spotykały nie były do końca typowe - musiała być elastyczna i tyle.
Dobrze było na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Poczuć się, jakby faktycznie istniała nadzieja na to, że kiedyś wręczy mu tego lizaka, chociaż świat pochłaniał chaos, nawet nie miała pojęcia, czy jej mieszkanie będzie jeszcze stało.
Czuła od niego spore wsparcie, właściwie to prowadził ją nieco przez to, co działo się wokół nich. To było całkiem budujące. Nie musiała radzić sobie z tym sama, mogła się zdać na kogoś innego - nie zdarzało się jej to zbyt często. Ułatwiało jej to odnalezienie się w tym chaosie, pewnie sama nie poradziłaby sobie zupełnie.
Mężczyzna był duży, właściwie to dla kogoś wzrostu Prudence wydawał się być naprawdę ogromny. Jego pomysł? Cóż, nie wydawał jej się być zły, zresztą lepszego nie znaleźli. Pochylił się, dzięki czemu mogła się na niego wspiąć, nie zwlekała, czas raczej ich naglił, bo przecież płomienie pochłaniały coraz większą część Londynu. Wypuściła w końcu jego dłoń, aby znaleźć się za nim, właściwie to on się do niej odwrócił - myślał o wszystkim. Nie wzgardziła wyciągniętym ramieniem, wiedziała, że bez tego mogłaby mieć problem z tym, aby poradzić sobie z usadowieniem się na jego plecach.
- Tak. - Powiedziała jeszcze pewnie, chociaż nie miała pojęcia, czy faktycznie była na to gotowa. Podjęła jednak decyzję, zgodziła się na ten pomysł, bo wydawał się być najlepszym z możliwych (właściwie to chyba innego nie mieli).
Wdrapywała się na niego krótką chwilę, aż w końcu całkiem wygodnie się usadowiła. Nie wydawało jej się, aby miała spaść, gdy się podniósł, kurczowo zaciskała dłonie, na jego ramionach, aby mieć pewność, że się z niego nie zsunie. Mogli ruszyć dalej.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control