29.03.2025, 12:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.03.2025, 12:32 przez Alexander Mulciber.)
Tralalala, co za pierdolenie.
Być może poświęciłby słowom Greybacka więcej uwagi, gdyby nie pulsujący ból, który rozlał się nagle wzdłuż żuchwy, promieniując wyżej, aż po skroń. Gwiazdy, które jeszcze chwilę temu wirowały nad ich głowami, stanęły Mulciberowi przed oczyma, jak gdyby miał zastąpić w ich koniunkcji wchodzący w nów księżyc, w którego tafli zwykły przeglądać się jak w lustrze.
Jakie, kurwa, róże?
– Ażeby ci wszystkie zwiędły jak twój chuj – zdążył stęknąć, zanim nagłe szarpnięcie Greybacka wyrwało mu z piersi resztę tchu. Chwilę później boleśnie szorował plecami po żwirze, krzywiąc się, gdy jakiś kamień o ostrych krawędziach wbił mu się najpierw pod łopatkę, a potem między żebra. Ale tak jak celny cios w szczękę nie wystarczył, aby zamknął mordę, tak impet, z jakim Hati zrzucił go z siebie, nie wystarczył, żeby Alex odpuścił walkę. Przekotłował się dalej, nie miałby bowiem szans zrzucić go z siebie, gdyby temu przyszło na myśl przygwoździć go do ziemi, a nie chciał przecież pozwolić na to, aby Greyback uzyskał przewagę. Chwiejnie podniósł się na nogi. Odruchowo wyciągnął rękę, próbując złapać równowagę, tak że opuszkami palców musnął niemal jeden z kamieni w kręgu, gdy zatoczył się lekko do tyłu. Mroczki powoli przestawały mu nachodzić na oczy po tamtym ciosie w szczękę, który zabolał go bardziej, niż chciałby przyznać. Dobrze, że miał jutro wolne, pomyślał, ignorując pulsujący ból. Zdąży znaleźć kogoś, kto naprawi mu twarz.
Nie zamierzał bowiem niczego naprawiać pięściami. Na pewno nie siebie. Nie Greybacka. Nie było czego naprawiać. To zawsze ich sposób na radzenie sobie z emocjami, na przekazanie tego, czego nie potrafili i nie chcieli powiedzieć na głos. Jeżeli dla Hatiego to był sposób na odreagowanie bólu i straty, tak dla Alexandra to był sposób na odcięcie się od nich.
– Pomyliłeś bójkę na pięści ze slamem poetyckim – poinformował uczynnie przyjaciela, wykrzywiając się doń paskudnie. Greyback zrzucił go na ziemię, ale Mulciber zamiast się poddać, przetoczył się, podniósł przygotował na kolejny cios. Przyjął niby to zrelaksowaną postawę, ale wszystkie mięśnie miał napięte, w oczekiwaniu na ruch Hatiego.
Tralalala, co za pierdolenie.
Być może poświęciłby słowom Greybacka więcej uwagi, gdyby nie pulsujący ból, który rozlał się nagle wzdłuż żuchwy, promieniując wyżej, aż po skroń. Gwiazdy, które jeszcze chwilę temu wirowały nad ich głowami, stanęły Mulciberowi przed oczyma, jak gdyby miał zastąpić w ich koniunkcji wchodzący w nów księżyc, w którego tafli zwykły przeglądać się jak w lustrze.
Jakie, kurwa, róże?
– Ażeby ci wszystkie zwiędły jak twój chuj – zdążył stęknąć, zanim nagłe szarpnięcie Greybacka wyrwało mu z piersi resztę tchu. Chwilę później boleśnie szorował plecami po żwirze, krzywiąc się, gdy jakiś kamień o ostrych krawędziach wbił mu się najpierw pod łopatkę, a potem między żebra. Ale tak jak celny cios w szczękę nie wystarczył, aby zamknął mordę, tak impet, z jakim Hati zrzucił go z siebie, nie wystarczył, żeby Alex odpuścił walkę. Przekotłował się dalej, nie miałby bowiem szans zrzucić go z siebie, gdyby temu przyszło na myśl przygwoździć go do ziemi, a nie chciał przecież pozwolić na to, aby Greyback uzyskał przewagę. Chwiejnie podniósł się na nogi. Odruchowo wyciągnął rękę, próbując złapać równowagę, tak że opuszkami palców musnął niemal jeden z kamieni w kręgu, gdy zatoczył się lekko do tyłu. Mroczki powoli przestawały mu nachodzić na oczy po tamtym ciosie w szczękę, który zabolał go bardziej, niż chciałby przyznać. Dobrze, że miał jutro wolne, pomyślał, ignorując pulsujący ból. Zdąży znaleźć kogoś, kto naprawi mu twarz.
Nie zamierzał bowiem niczego naprawiać pięściami. Na pewno nie siebie. Nie Greybacka. Nie było czego naprawiać. To zawsze ich sposób na radzenie sobie z emocjami, na przekazanie tego, czego nie potrafili i nie chcieli powiedzieć na głos. Jeżeli dla Hatiego to był sposób na odreagowanie bólu i straty, tak dla Alexandra to był sposób na odcięcie się od nich.
– Pomyliłeś bójkę na pięści ze slamem poetyckim – poinformował uczynnie przyjaciela, wykrzywiając się doń paskudnie. Greyback zrzucił go na ziemię, ale Mulciber zamiast się poddać, przetoczył się, podniósł przygotował na kolejny cios. Przyjął niby to zrelaksowaną postawę, ale wszystkie mięśnie miał napięte, w oczekiwaniu na ruch Hatiego.
Rzucam na aktywność fizyczną, żeby sprawdzić, jak pójdzie mi obrona przed kolejny ciosem Hatiego.
Rzut Z 1d100 - 1
Krytyczna porazka
Krytyczna porazka
Tralalala, co za pierdolenie.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat