Młody, rezolutny, zbyt pewny siebie... taki właśnie był Rodolphus, którego nazywali również Viperą. Jemu akurat można było wybaczyć - dopiero zgolił koper spod nosa i odstawił mleko. Ledwie wyszedł z Hogwartu, a dalej go nie nauczono szacunku do starszych. Dalej był w gorącej wodzie kompany i solidna, ojcowska listwa mogłaby sprawić tutaj cuda.
Gorzej było z Serpensem, który był stary jak świat, a głupszy, niż przewidywała ustawa. "Szukaj lepszej zwierzyny łownej" czy "Padlinę zostawiamy psom na pożarcie", brzmiało to zabawnie z jego ust, a jednak podziałało.
Zarówno jeden jak i drugi, rzucili się za ich ofiarą niczym psy bojowe, które ktoś spuścił ze smyczy. Zupełnie jak te pionki w rękach Harper Moody, które nasłała na Borgina z końcem czerwca. Wściekłe, pełne werwy i nienawiści, chcące ich rozszarpać. Prześcigające się nad tym, który to wyrządzi więcej krzywdy w tej Wielkiej Pardubickiej. Szkoda tylko, że to nie świadczyło o niczym, bo na koniec dnia byli tacy sami. Wracali do domów i udawali, że są innymi ludźmi - dobrymi, kochającymi, dbającymi o bliźniego... Piękna sprawa. Iście imponujące zdolności . Sam Teatr Selwynów byłby zazdrosny o takie umiejętności i wystawiłby ich sztukę z największymi honorami, uznaniami dla tej dziedziny kultury jaką było krycie się za maską i udawanie innego człowieka.
Wracając jednak do zachowania najmłodszego z nich i jego prychnięcia, które dało się usłyszeć. Niewdzięczny małolat Vulturis kręcił głową z niedowierzaniem. Był taki mądry, taki chętny do walki. Szkoda tylko, że walczyli trzech na jednego, a więc mieli znaczącą przewagę liczebną. Czy stąd wynikała jego pycha, duma? Czy z faktu, że był głupi i nie dostał jeszcze porządnie w pysk od życia? Bo czy dalej byłby taki wyszczekany gdyby przyszło mu walczyć jeden na jednego? Z kimś, kto przewyższa jego umiejętności? Ot, chociażby taką Moody we własnej osobie?
Może nie odbył takiej walki. Może nie wiedział jak to jest zostać porzuconym przez innych Śmierciożerców na pastwę Ministerstwa. Miał jeszcze czas, aby tego dokonać - przełomu w swojej zbrodniczej karierze. Nie mniej jednak, Borgin, jako ten, który przeżył coś takiego, nie zamierzał rezygnować z bezpieczeństwa swoich towarzyszy.
Czy rzucanie tarcz ochronnych w walce z jednym przeciwnikiem było przerostem formy nad treścią? Nigdy. Bezpieczeństwo zawsze powinno być ich priorytetem. Czy na Alexandra przypadkiem nie czekała Ambrosia? Jak miałby jej później wytłumaczyć, że ten debil rzucił się w pierwszej sekundzie do bitki, nie dbając o własne cztery litery? Jak miałby spojrzeć McKinnon w oczy, pozwalając, aby Mulciberowi coś się stało? Nie mógłby. To samo zresztą tyczyło się Rodolphusa, który też na pewno miał do kogo wrócić. Miał rodzinę. Miał swoich krewnych...
A jednak wbiegli we dwójkę do bocznej alejki, nie mając pojęcia co tam może na nich czekać. Czy tak właśnie wygląda strategiczne podejście do sprawy? Nie. Stanley nie był też w pozycji, aby ich karcić. Miał pewnie doświadczenie z Ministerstwa, wszak uczyli ich tam pewnych taktyk i szerokopojętego działania w grupie. Nie pozostało mu więc nic innego jak po prostu puścić ich uwagi mimo uszu i zadbać o to, aby tych dwóch debili dotrwało do poranka.
Vulturis powolnym krokiem zbliżał się do ich ofiary, która następnie padła i przeszła z rąk jednej hieny do drugiej. Dopadli go. Zegar zaczął odliczanie... Tego był pewny. Ich "koledze" zostało najpierw kilkanaście minut życia. Chyba nikt nie chciał go puszczać wolno, prawda? Nie po tym co powiedział.
- Ty to zrób - podszedł bliżej i polecił Alexandrowi - Pokaż młodszemu koledze jak to się powinno robić. Chyba nie boisz się trochę pobrudzić rączek? A może boisz? Wtedy powiedz, coś zaradzimy - dodał, obdarzając Mulcibera solidnym uśmiechem, który jednak pozostał skryty pod maską. Czy podpuszczał trochę Serpensa? Oczywiście, że tak. To była kara za jego głupawe komentarze - A Ty, w tym czasie, abyś się nie nudził... - zwrócił się ku Lestrange'owi - Obdarujesz naszego kolegę cruciatusem. Rozgrzejesz się przed tym, co dopiero nadejdzie, a i wykorzystasz swój płomienny zapał do działania. Może trochę spuścisz z siebie tego młodzieńczego gniewu i ochłoniesz. Nie dasz się kurwa zabić w pierwszej sekundzie potyczki - wytłumaczył, wskazując różdżką na leżącego przed nim mężczyznę. Swego czasu sam był jak Rodolphus - też chciał biegać i zmieniać świat. To jednak zmieniło się wraz z pewnymi wydarzeniami w jego życiu, które odcisnęły swoje piętno.
Próba charyzmy na przekonanie moich kompanionów
Akcja nieudana
- No chyba, że jeden z drugim zaczął się nagle bać... - stwierdził, oglądając się za siebie - Wtedy powiedźcie. To ja sprawię, aby nasz serdeczny kolega zapamiętał dzisiejszy wieczór na zawsze - rozłożył ręce, pozostawiając Serpensowi i Viperze pole do decyzji.
// Korzystam z dowodzenia, aby przenieść odpowiedzialność na ucięcie języka z Rodolphusa na Alexandra, a w między czasie dać mu inne zadanie, co by się nasz młodziejaszek nie nudził
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972