Może nie powinien był jej tego mówić... o to prosić? Miała wystarczająco dużo swoich problemów, więc całkowicie rozumiał, że mogła mieć tego serdecznie dość. Tego, że wszyscy czegoś od niej wymagali, prosili, oczekiwali, a ona nie potrafiła powiedzieć "nie". Jednego, prostego słowa, które mogło jej oszczędzić wiele cierpienia i bólu. Gdyby się tak zastanowić... to czy nie Cynthia potrzebowała pomocy i wsparcia? Odciążenia jej z tego wszystkiego?
- Cóż... - cofnął swój bark na ułamek sekundy po otrzymanym ciosie - Odpowiedniego[/] - zapewnił. To nawet nie chodziło o doradzenie, a wysłuchanie. W końcu tak też było, że to Borgin był tym bardziej gadatliwym i otwartym człowiekiem z ich dwójki. Wiele potrafił ugrać dzięki swojej charyzmie, a i lubił pogadać, co było faktem.
Stanley nie zwróciłby się z tym do Victorii, ponieważ nie znali się na tyle dobrze, aby miałby się jej z czegokolwiek zwierzać. Sauriel zaś i tak miał go wystarczająco dużo na głowie, więc wolał mu tym razem odpuścić. Tosiek miał swoje problemy z zaręczynami, które przychodziły mu z wielką łatwością, a z Maeve już o tym rozmawiał. Wszystkie możliwe furtki zdawały się być albo zamknięte albo zablokowane i nie pozostało mu nic innego jak zwrócić się właśnie do niej. Jak trwoga to do Boga.
- [b]Nie wiem - odparł bez ukrywania faktów - Miał zawał na Lammas i był bardzo osłabiony. Wyjechał później do Francji, aby się trochę zregenerować ale widocznie niewystarczająco. Na koniec sierpnia, bach... Nie żyje - wytłumaczył. Ciało mogło nie trafić do kostnicy, ponieważ rodzina Mulciberów zerwała swoje powiązania z Ministerstwem i nie chciała mieć z nim za wiele wspólnego. Zapewne załatwili to gdzieś we własnych kręgach, korzystając z Nokturnowskich znajomości. Borgin nie pytał o szczegóły. Nie był nawet obecny na pogrzebie, więc pewna tradycja została zachowana... bo na pogrzebie Anne też go nie było. Dopiero kilka tygodni później odwiedził miejsce spoczynku swojej rodzicielki.
- Rozumiem - skwitował. Sam nie był pewien co czuł po śmierci ojca. Te emocje wydawały się być takie głuche, stłumione, nieobecne. Trochę jakby ich nie było. Jakby był emocjonalnie zdystansowany albo zdezelowany. Tego samego nie mógł powiedzieć o śmierci matki, ponieważ było to dla niego zbyt wiele w tamtej chwili. Zmiotło go niemal z planszy. Uderzyło z impetem w jego życie, przewracając je do góry nogami. W gruncie rzeczy to mógł się tylko cieszyć, że Cynthii nie było przy nim kiedy zginęła Anne, bo chyba pękło by jej serca na taki widok ludzkiego wraku, jakim był wtedy Stanley. Był rad, że oszczędził jej tego widoku.
- Może masz rację. Dalej jest to dla mnie takie puste słowo - podniósł mały kamyczek z pomostu - Jakby nie istniało w słowniku. Jakbym nie znał definicji tego słowa. Ojciec... - podrzucił, łapiąc po go po chwili. Dużo prościej było powiedzieć, aby nie wchodził w jego buty, niż było to zrobić. Stanley w gruncie rzeczy miał wiele podobnych cech do swojego ojca, o czym nie raz wspominały mu postronne osoby czy członkowie rodziny Mulciber. Co jeżeli on już był w jego butach?
Stać Cię na więcej. Tutaj był lekki problem z interpretacją, bo Borgin się po prostu obawiał. Bał się, że stać go na więcej krzywdy, którą przecież zadawał innym jako poplecznik Czarnego Pana. Bał się przekroczenia linii po której nie będzie już powrotu, a on sam zacznie nieubłaganie spadać na samo dno w kierunku samodestrukcji. Wiedział, że czarna magia tłamsiła zmysły i ciągnęło ku sobie, obiecując wszystko czego tylko mógł sobie człowiek zażyczyć. Oferowała władzę nad ludzkim życiem, które było przecież najcenniejszym darem jaki można było otrzymać od losu. To była gra o wielką stawkę.
- Nie przejmuj się... To tylko moje gadanie. Nic poważnego - zapewnił, próbując jakoś zmienić temat rozmowy - Obawiam się tylko o jedno... - zastygł, spoglądając w siną dal, gdzieś w kierunku pałek wodnych tańczących w oddali - Że to Ty potrzebujesz pomocy - westchnął z pewnym bólem w głosie. Nie był ślepy, chociaż potrafił być. Dobrze widział, że sama jest na krańcu swoich możliwości i to ona była bliżej przekroczenia tej linii po której nie było powrotu.
[/b]"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972