- To najważniejsze. - Oczywiste, czyż nie? Musiał ją rozumieć, zresztą rozumieli się przecież bez słów. Nie musieli nic mówić, i tak wiedzieli dokładnie, o co im chodzi. Tak już mieli, prawda? Takie rozmowy były im zupełnie zbędne, a i tak je prowadzili, pełne niedopowiedzeń, bo mogli bez mniejszego problemu uzupełniać w myślach ich treść. Od zawsze to między nimi było. Ich więź była dużo silniejsza od wszystkich innych, które udało jej się stworzyć z kimkolwiek innym. Nikt nie rozumiał tak jak on tego, co siedziało jej w duszy.
- To brzmi jak całkiem niezły plan. - Zdecydowanie lepiej od tego wcześniejszego, dodanie sędziwego wieku do ich stałej formułki wyjątkowo ją cieszyło. Brzmiało to wyjątkowo optymistycznie, jak na nich. Wcześniej opuszczali ten fragment, więc to była naprawdę miła odmiana.
- Jasne, wszystko jasne. - Pokręciła jeszcze z niedowierzaniem głową, oczywiście nie mogła od niego oczekiwać prostej odpowiedzi. Musiała się domyślić tego, jak było naprawdę, ale wcale nie przychodziło to Yaxleyównie z trudnością. Wiedziała, że wszystko co robił było bardzo przemyślane, nic nie działo się bez przyczyny, na pewno spodziewał się w jaki sposób postanowi korzystać z podsuniętych pod nos możliwości. Znali się przecież, wiedzieli w jaki sposób reagują, to nie było niczym nowym.
Nie zdarzało jej się za bardzo manipulować rzeczywistością, to raczej nie było w jej stylu. Po prostu sięgała po to na co miała ochotę, czasem może faktycznie nieco oszukiwała, wiedząc w jaki sposób wywołać odpowiednie zachowania, ale nie przesadzała z tym. Raczej również należała do tych prostych osób, które niezbyt przesadnie kombinowały.
Tak, była uparta, równie uparta, co Roise. Uwielbiała stawiać na swoim, szczególnie, gdy jej na czymś zależało. Nie poddawała się, nie znosiła odmowy, wręcz przeciwnie, kiedy spotykała na swojej drodze przeszkody robiła wszystko, aby się ich pozbyć. Tym razem również osiągnęła cel, który wydawał się być niemożliwy, bo przecież ścierała się z Roisem, który wyjątkowo zaciekle potrafił bronić swojego zdania. Próbowała przez kilka dni pokazać mu to, jak to widzi, nie poddawała się i najwyraźniej tym razem doprowadziła do zwycięstwa, chociaż czy właściwie i on i ona nie byli zadowoleni z takiego obrotu spraw? Nie czuła, aby jej chłopak był szczególnie niezadowolony z tego, że akurat w tym przypadku wyszło na jej.
Trochę ich to kosztowało, nie da się ukryć, że rzucali w siebie naprawdę nieprzyjemnymi oskarżeniami, ale na dobre im to wyszło, dzięki tej szczerości w końcu znaleźli się w tym właściwym miejscu, znowu razem, znowu w tej jedynej formie, którą przyjmowała. Mieli mieć wspólną przyszłość, tylko to się teraz liczyło, a nie sposób w jaki do tego dotarli.
- Oczywiście, niczego innego się po nim nie spodziewałam. - Romulus lubił wtrącać się w nieswoje sprawy, miała wrażenie, że był naczelną plotkarą w ich towarzystwie i lubił nieco od siebie dokładać tylko po to, aby zachęcić ich do działania, kiedy sami nie do końca byli na to gotowi. Znał w końcu ludzkie umysły, wiedział, jak działały - potrafił manipulować rzeczywistością, aby on, czy inni doszli do właściwych wniosków. Tyle, że tym razem chyba nie do końca osiągnął właściwy cel, przecież Ambroise jeszcze kilka dni temu myślał, że zamierzała spędzić resztę życia z Erikiem, co było naprawdę niesamowitym założeniem. Zwłaszcza, że mówiła mu przecież, że jedyną osobą, która mogłaby założyć jej kamyk na palec był on sam.
Nigdy jakoś szczególnie nie przejmowali się tym, co wypada. Na pewno nie w swoim towarzystwie. Dość szybko pozbyli się w swojej obecności masek, nigdy nie grali. Zawsze stawiali na szczerość, to było zdrowe. Wiedziała bowiem, że przy nikim innym nie mogłaby się zachowywać w ten sposób, nie mogłaby się, aż tak tworzyć. Raczej tego nie robiła, bo nie znosiła się odsłaniać, jeśli chodziło o Ambroisa - przyszło jej to całkiem naturalnie, już na samym początku ich znajomości. Wyczuwała bowiem, że są do siebie podobni, że mają podobne podejście do otoczenia. Nie myliła się.
- Myślę, że Romulus odebrał to inaczej. - Tylko Ambroise mógłby uznać jej wyjca za seksownego, tak, co do tego nie miała żadnych wątpliwości. Nigdy jednak nie wysyłała do niego podobnej korespondencji, mogła drzeć się na wszystkich innych, podnosić głos, dawać upust swoich emocji w ten sposób, ale nigdy nie na niego. Przy nim w inny sposób demonstrowała swoje niezadowolenie, bardzo dobrze zdawał sobie z tego sprawę.
Jakże łatwo przyszła mu zmiana zdania. Nie, żeby się tego nie spodziewała. Wystarczyło tylko zjawić się u jego boku, dotknąć wargami szyi mężczyzny, owinąć go ramionami, tak - to też nie było niczym nowym. Tak już reagowali na swoją obecność, to też się nie zmieniało. Cóż, spodziewała się, że nie będzie chciał opuścić sypialni, gdy znajdzie się tuz obok niego, chciała sprawdzić jego silną wolę, jak widać, nie była tak silna, jak się jej wydawało. Nie miałaby nic przeciwko temu, żeby faktycznie zostali teraz w mieszkaniu, ale to byłoby zbyt proste. Czasem warto było poczekać na to, co miało się wydarzyć.
Nie była łatwym przeciwnikiem, Ambroise na pewno zdawał sobie z tego sprawę, potrafiła utrzymać się na ziemi, bo przez ostatni czas poświeciła naprawdę sporo czasu na różne aktywności, które spowodowały, że była aktualnie w momencie swojej prawdziwej świetności, jeśli chodzi o sprawność fizyczną. Nie założyła jednak, że popchnie go tak mocno, cóż - nie zawsze miała wyczucie, jak widać. Nawet podczas zabawy.
Roise jednak zareagował dość szybko i pociągnął ją ze sobą, nie zamierzała już próbować mu się opierać, bo przecież chciała się znaleźć z nim w tym łóżku, więc to nie miało żadnego sensu. Nawet nie próbowała się ruszać, dała mu się pociągnąć ze sobą do łóżka.